Romantyczna historia wampirzej miłości

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
agausia78
Sepulka
Posty: 22
Rejestracja: pt, 12 lut 2010 15:12
Płeć: Kobieta

Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: agausia78 » pn, 27 maja 2013 00:09

Poprzedni utwór dostarczył mi natchnienia :)))

Ten skubaniec mnie ugryzł!
Spodziewałam się namiętnych pieszczot i odurzających pocałunków, a on po prostu mnie dziabnął! Potem niemal ze łzami w oczach tłumaczył się, że to tak przez przypadek. Nie zapanował nad instynktem czy coś tam. Wściekła jak cholera, narzuciłam płaszcz i z hukiem zatrzasnęłam za sobą drzwi. Jeszcze za mną cichutko skomlał, ale pozostałam nieugięta. Wampir jeden! Co on sobie wyobraża? Za posiłek będę mu służyć? Mało mnie obchodziły zarówno jego wyrzuty sumienia, jak i szczęka, w którą porządnie mu na pożegnanie przywaliłam.
Uspokoiłam się dopiero pod drzwiami własnego mieszkania. Widać nie był mi pisany. Może teraz dla odmiany poszukam sobie jakiegoś demona? Z możliwie skromnym uzębieniem, rozumie się. Już w całkiem dobrym humorze, otwarłam drzwi i zapaliłam światło. Tymczasem w korytarzu, potulnie, z bukietem umierających kwiatów, czekała na mnie przyczyna mej udręki. No tak! Zapomniałam, że takie wampiry, to nic sobie nie robią z cudzej prywatności, zjawiając się w całkiem nieodpowiednich momentach.
- Czego chcesz? – warknęłam, odwieszając płaszcz do szafy.
- Żabciu moja – z jękiem padł mi do kolan. – To nie zamierzone było, przebacz mnie grzesznemu. Nigdy więcej...
- Tak, pewnie – odpowiedziałam z sarkazmem. – A następnym razem obudzę się na cmentarzu, w trumnie wyściełanej atłasem.
- Nie! Przyrzekam na wszystkich władców piekieł, że to już się nie powtórzy. Dam sobie upiłować kły, jeśli każesz.
- Każę! Żebyś wiedział, że tak. I od jutra jeśli chcesz ze mną zostać, to masz przejść na wegetarianizm. Żadnej krwi, mięsa i podobnych rarytasów – powiedziałam surowo, łaskawie dając się całować po stópkach. – Zrozumiałeś?
Zajęczał jeszcze głośniej, wywracając oczyma i krzywiąc się w grymasie pełnym bólu.
- To może od czasu do czasu, chociaż krwisty befsztyk? – Spojrzał na mnie błagalnie. Jego blada, przystojna twarz, wciąż robiła na mnie spore wrażenie. Dobrze o tym wiedział, cholernik jeden, dlatego potrafił znakomicie wykorzystać swoje atuty w każdej z naszych kłótni. Ale tym razem pozostałam nieugięta.
- Co ty na to Myszko moja?
- Jak mnie jeszcze raz nazwiesz jakimś płazem czy gryzoniem, to słowo honoru, wbiję ci nie jeden, a kilka osikowych kołków! – Popatrzyłam na niego groźnie z góry. – I żadnych krwistych befsztyków! Owoce, warzywa i woda mineralna.
Potulnie wstał i smutno pokiwał głową.
- A czekolada?
- Czekolada może być – pozwoliłam łaskawie. Przyjęłam też smętne resztki bukietu, którym mój ukochany bez opamiętania walił w podłogę. Na oko, to żadna reanimacja nie mogła już im pomóc, ale postanowiłam, że będą niczym symboliczna gałązka oliwna.
- Muszę już iść najdroższa – wampir chwycił mnie namiętnie w ramiona. – Niedługo świt, więc zobaczymy się dopiero wieczorem.
Wycisnąwszy na moich ustach ognisty pocałunek, zniknął tak nagle, że pozbawiona oparcia jego ciała, runęłam jak długa na środku korytarza.
- Niech to... – resztę wymamrotałam już pod nosem. Potem masując obolały krzyż, pokuśtykałam do kuchni. Fajnie to te wszystkie romanse z wampirami wyglądały w kinie lub w książkach. Rzeczywistość prezentowała się cokolwiek inaczej. Tylko seks był faktycznie świetny, lepszy nawet niż ten wymyślany przez pisarzy i scenarzystów.
Przyrządziłam sobie herbatkę z melisy i postanowiłam, że następną noc, choćby nie wiem co, spędzę we własnym łóżku. Właściwie to należało skoczyć na jakiś stragan i kupić kilka wianków czosnku, aby mój luby znienacka nie zjawił się w sypiali, radośnie oznajmiając, że musimy iść na jakieś cholerne wampirze czy demonie party. Subtelny zapaszek czosnku znakomicie go do takich rzeczy zniechęcał. Poza tym, ja się w końcu wyśpię, a on niech trochę pożałuje swojego nieodpowiedzialnego zachowania. Pomacałam się po obolałej szyi, jednak oprócz małego zadrapania niczego więcej nie wyczułam. Postanowiłam że zdezynfekuję ranę, nie wiadomo gdzie też on się poprzednio stołował, a potem pójdę w końcu spać. I już po kwadransie błogo dryfowałam w objęciach Morfeusza.
Obudził mnie zegar głośno wybijający godzinę. Trudno było określić jaką, bo w sypialni panował półmrok, a mnie nie chciało się liczyć uderzeń. Skoro jednak czułam się wyspana, musiało być dość późno.
I wtedy zauważyłam tuż obok siebie czyjąś obecność. Ziewnęłam i usiadłszy na łóżku zapaliłam małą lampkę. Obok mnie, w starym fotelu odziedziczonym po przodkach siedziała jakaś wyfiokowana matrona. Gdyby nie jej podobieństwo do pewnego bliskiego mi wampira, o wdzięcznym imieniu Antek, pomyślałabym, że może to moja prababka wpadła do mnie z małą wizytą. A niech to! Co też takiego się stało, że szanowna mamusia mego lubego zaszczyciła mnie swoją obecnością?
- Witaj nędzna śmiertelniczko – powiedziała głuchym głosem.
- No, no! Tylko nie nędzna, wypraszam sobie – odparłam z kwaśną miną. Nachodzi mnie we własnym domu, straszy po przebudzeniu i jeszcze obrzuca inwektywami. To ci wampirzyca jedna!
Roześmiała się chrapliwie, na moment ukazując nieco pożółkle i stępione kły.
- Mam krzyż oraz osikowy kołek i nie zawaham się ich użyć – ostrzegłam na wszelki wypadek. – Także wodę święconą w aerozolu, najnowszy model o silnym strumieniu...
- Grozisz mi? – tym razem to ona miała nietęgą minę.
- Ależ skąd – nie chciałam przeholować, ta baba w przyszłości mogła zostać moją teściową. – Co cię sprowadza w moje skromne progi, wasza wampirza wielmożność?
Nie wiem dlaczego, ale jakoś nie przypadł jej ten tytuł do gustu. Skrzywiła się i poruszyła szczęką, znacząco patrząc na moją szyję.
- Domyślasz się chyba, że mój syn. Cały nasz klan jest oburzony jego postępowaniem i tym, że zakochał się w tobie. Ostatnimi czasy nawet krwi nie chce pić, a już mu takie piękne dziewice podsuwamy na posiłki... – westchnęła rzewnie, a we mnie zalęgło się podejrzenie, czy też aby nie wykorzystuje ich przypadkiem w jakiś inny sposób.
- Wegetarianizm jest zdrowy – powiedziałam surowo. – Ja go do niczego nie zmuszam, sam chce.
- Wegetarianizm?! U wampira?! – szanowna matrona aż podskoczyła na fotelu. – On zginie! – teatralnym gestem chwyciła się za bujną pierś i jęknęła. – Jesteś taka nieczuła...
No nie! I to słowa kogoś, kto w menu ma posiłki składające się z ludzkiej krwi.
- Jak się nie podoba, to może sobie znaleźć kogoś innego – syknęłam, energicznie wstając z łóżka. – Ja tam nikogo siłą nie trzymam!
W tym momencie usłyszałyśmy ciche puff i na środku sypialni ukazał się temat naszej burzliwej dyskusji. Wyprężył pierś, posłał olśniewający uśmiech, prezentujący oślepiającą biel upiłowanych kłów i zamarł w tej pozycji, gdy tylko zauważył mego gościa.
- Mamusia tutaj? – śmiać mi się zachciało, gdy patrzyłam na jego wystraszoną i spłoszoną minę. – Cóż za niespodzianka...
- A owszem. Ucinamy sobie właśnie przyjemną pogawędkę o twoim planie dietetycznym – powiedziałam, uśmiechając się niczym kot, który właśnie upolował tłustą mysz.
Szanowna rodzicielka milczała, potępiająco wpatrując się w swego potomka. Chyba też zauważyła drobne zmiany w uzębieniu i z pewnością w duchu przeżywała swą klęskę.
- Ależ nie ma o czym mówić. Doprawdy taki banał, fraszka niemal. Odrobina wstrzemięźliwości od czasu do czasu, dobrze robi na żołądek.
Teraz obie wpatrywałyśmy się w niego z pogardą. Cóż za tchórz jeden przebrzydły.
- Co to za sprawa z tymi dziewicami? – poruszyłam kwestię najbardziej dla mnie istotną. – Gadaj mi tu zaraz prawdę wampirze jeden!
Nie przypuszczałam, że to możliwe, aby zrobił się na twarzy jeszcze bledszy niż zazwyczaj.
- Nie ruszyłem ich, mój promyczku księżycowy, przysięgam na wszystkich moich żyjących przodków! Na tych, którzy zeszli nagłą śmiercią na skutek interwencji zabobonnych chłopów, również przysięgam! – Po czym znów padł mi do kolan i znieruchomiał w tej pozycji, błagalnie wznosząc ku górze czerwonawe oczęta.
- Dość tego – zagrzmiała jego szanowna mamusia, gwałtownie podnosząc się z fotela. – Plamisz honor naszego rodu mięczaku jeden! Co z ciebie za krwiopijca? Masz dwa wyjścia – albo ty dziabniesz ją fachowo w szyjkę i przyłączysz do nas, albo my to zrobimy. Na decyzję pozostawiam ci dwadzieścia cztery godziny.
Zafurkotała spódnicami i już jej nie było.
- No ładnie – jęknęłam, padając na fotel. – Ale ja nie chcę zostać jakimś trupiobladym maszkaronem, który nawet nie może przejrzeć się w lustrze... To wszystko przez twój upór kretynie! Mówiłam że powinniśmy zerwać...
- Zwrócę się do wujka Draculi, może on będzie łaskawszy – markotnym głosem odezwał się mój ukochany, po czym podszedł i z bolesnym westchnieniem zajął miejsce obok.
Przez chwilę siedzieliśmy tak w milczeniu, po czym w mej głowie zaczął się krystalizować iście szatański plan. Ponieważ nie uśmiechała mi się przemiana w jakiegokolwiek krwiopijcę, musiałam temu zapobiec, nawet w najbardziej perfidny sposób. Życie to ja mam tylko jedno, a takich adoratorów jak ten tutaj, to na pęczki.
- Mój ty ukochany – zaświergotałam słodko. – A co mi tam! Z chęcią dam ci się pokąsać. Ale jest jeden warunek. Chciałabym po raz ostatni obejrzeć wschód słońca...
Sam się rozjaśnił, nie gorzej niż rzeczone słoneczko. Po rączkach zaczął mnie całować, po nóżkach i innych częściach ciała. Poczułam odrobinę wyrzutów sumienia, ale czym prędzej zdusiłam w sobie te ludzkie odruchy i zaczęłam przemyśliwać nad szczegółami akcji. Najpierw musiałabym go ogłuszyć. Żaden problem, wystarczy jakiś ciężki przedmiot i element zaskoczenia. Potem skrępować. Ale nie takim zwykłym sznurem, musiałabym wymyślić coś ekstra, najlepiej nasączyć go święconą wodą. No i oczywiście gwóźdź programu – wytaszczyć na balkon i czekać na wschód słoneczka. Wodę święconą miałam w kuchennej szafce, zostało trochę po tegorocznej kolędzie. Sznur także leżał w jakimś kącie, jeden z moich facetów nałogowo próbował popełnić samobójstwo, w tym również usiłował się wieszać. W końcu mu się to udało, potknął się rankiem i wypadł z balkonu. Zanieczyścił chodnik poniżej, ale solidna, bez mała okrętowa lina, wciąż leżała u mnie w kuchennym schowku.
Z promiennym uśmiechem na ustach przystąpiłam do realizacji mego planu. Najpierw oczywiście dałam się namówić na mały numerek.
A dalej? No cóż… Trochę się umęczyłam taszcząc go na zewnątrz, ale ledwo otarłam pot z czoła, zza horyzontu ukazała się złocista poświata. Z filozoficznym spokojem przyglądałam się jak mój luby zamienia się w szarawą kupkę pyłu, którą staranie zmiotłam do słoika po kiszonych ogórkach. Schowałam go potem wśród innych zapraw, obiecując sobie w duchu, że w niedalekiej przyszłości przesypię w jakąś gustowną urnę lub ozdobny wazonik. Aby pozbyć się kłopotliwej wampirzej rodzinki, napisałam w jego imieniu rzewny list o rozstaniu ze mną i przymusowej emigracji gdzieś na drugą półkulę. Chyba złapali przynętę, bo więcej z nimi pod tym względem problemów nie miałam.
A co dalej? Wyszłam za mąż za całkiem zwyczajnego, łysawego okularnika i dorobiłam się trójki zasmarkanych dzieciaków. Urnę z prochami mego eks postawiłam na kominku, a całą resztę opisałam w opasłym dziele zatytułowanym „Świt”. Takie rozwlekłe, ckliwe romansidło, o wampirze, który poświęcił swe życie w imię miłości do śmiertelniczki, itp., ble ble ble. Książka przyniosła mi nieoczekiwaną sławę i kupę kasy.
Jednak rodzinka mego eks-wampirka nagle zorientowała się w temacie. Już widziałam nadciągające niczym tornado kłopoty, ale oni olali zemstę i w zamian zaczęli domagać się podziału zysków ze sprzedaży chodliwej powieści. Tak więc ozdobnych urn na moim kominku zaczęło przybywać.
Ale to już całkiem inna historia...

Awatar użytkownika
neularger
Wielki Cybernator Koronny
Posty: 7011
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: neularger » pn, 27 maja 2013 07:55

Ładne. Ale końcówka zdechła jak wampir na słońcu.. :)
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 4565
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: Kruger » pn, 27 maja 2013 08:56

"Ładne". I krótko, jak w pysk strzelił. To do Ciebie niepodobne, Neu.
Zachorzałeś aby? Słyszałem, że tam u południowych sąsiadów coś grasuje, jakieś kurze czy świńskie...

Do ad remu.
Istotnie, żeby po czytaniu nie bolą. Ale końcówka słaba, w krótkim tekście brakuje czegoś mocnego na zakończenie.
"Trzeba się pilnować, bo inaczej ani się człowiek obejrzy, a już zaczyna każdego żałować i w końcu nie ma komu w mordę dać." W. Wharton
POST SPONSOROWANY PRZEZ KŁULIKA

Awatar użytkownika
Kordylion
Pćma
Posty: 237
Rejestracja: pn, 18 lut 2013 19:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: Kordylion » pn, 27 maja 2013 11:40

Wypada się tylko zgodzić z przedmówcami (przedpiszącymi?:). Od momentu, w którym jest planowania zemsta to zupełnie inny styl. Na pewno trzeba wymyśleć coś innego na zakonczenie, ale jak pozbyć się wampirów w dobrym stylu?
I jeśli dobrze zrozumiałem, to panienka rozsmakowała się w wampirzych kochankach, bo męża nie darzyła sympatią.
agausia78 pisze:Życie to ja mam tylko jedno, a takich adoratorów jak ten tutaj, to na pęczki.
agausia78 pisze:Wyszłam za mąż za całkiem zwyczajnego, łysawego okularnika i dorobiłam się trójki zasmarkanych dzieciaków.
Są rzeczy ważne, ważniejsze i te do zrobienia

agausia78
Sepulka
Posty: 22
Rejestracja: pt, 12 lut 2010 15:12
Płeć: Kobieta

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: agausia78 » pn, 27 maja 2013 13:47

Krótkie formy mnie nie lubią. Pewnie dlatego zawsze "kładę" zakończenie.

Awatar użytkownika
hundzia
Złomek forumowy
Posty: 5572
Rejestracja: pt, 28 mar 2008 23:03
Płeć: Kobieta

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: hundzia » pn, 27 maja 2013 14:56

Bo to lepiej wychodzi, jak najpierw wymyślisz zakończenie :P
Wzrúsz Wirúsa!
Wł%aś)&nie cz.yszc/.zę kl]a1!wia;túr*ę

Awatar użytkownika
sprutygolf
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: ndz, 17 lut 2013 14:05
Płeć: Mężczyzna

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: sprutygolf » pn, 27 maja 2013 20:26

Tak na szybko: całkiem zręcznie napisane, graty* Szanownej Autorce! :)
* jakby co: "graty" to gratulacje po prostu - taki slang rodem z "Kurnika", portalu, gdzie czasem zdarza mi się w brydża lub... w kulki pograć! :)
To nie zamierzone było
Niezamierzone.
Tak więc ozdobnych urn na moim kominku zaczęło przybywać.
Ale to już całkiem inna historia...
Wszyscy tak się czepnęli, a w sumie nie takie znowu złe to zakończenie było IMO, ciut szkoda, że jakby... nielogiczne!? Zakończenie sugerujące, ba, nawet łopatologicznie wskazujące, że bohaterka całkiem na poważnie zajęła się hurtową eksterminacją wampirów. Mimo łysawego mężowidła-okularnika i trojga dziecków? Tak jakoś poza godzinami spędzanymi ze smarkaczami znajdowała jeszcze czas, by tych wampirów ten-teges…? No i jakie te wampiry tępe, że tak się dawały pałką przez łeb jeden po drugim, zupełnie jak ptaki-głuptaki! ;) Hmm... Czy aby na pewno o to Autorce chodziło? :)
<mam takiego drobnego - jak widać - offa, wybaczcie i... może życzcie mi stu lat albo co, bo 50 właśnie dziś skończyłem? I muszę z tym jakoś żyć. Psiamać hrrancowata…;)>

agausia78
Sepulka
Posty: 22
Rejestracja: pt, 12 lut 2010 15:12
Płeć: Kobieta

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: agausia78 » czw, 30 maja 2013 22:27

Ja wiem, że nieładnie się tak upominać ale... To wszystko?

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: Małgorzata » pt, 31 maja 2013 00:40

Normalnie napisałam długi i przemądrzały komentarz. Niestety, "w tzn. międzyczasie" FF mnie wylogowało (z przyczyn dla mnie niepojętych). I, oczywiście, wszystko, co napisałam, znikło.
Jak opanuję żądzę mordu i zniszczenia, odtworzę. <wściekłość><wściekłość><wściekłość>

Sprutygolfie - wybacz, że spóźnione, ale gratulacje przejścia w smugę cienia. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
neularger
Wielki Cybernator Koronny
Posty: 7011
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: neularger » pt, 31 maja 2013 08:26

A ja jedno zdanko rzucę. Znaczy klika.
Mam zastrzeżenia co do bohaterki, rozumiem, że miało być humorystycznie, ale bohaterka wyszła nieco psychopatycznie. On jest wyzuta z emocji. Całkowicie i kompletnie, tak że zaczyna przypominać kartonową figurkę poruszaną sznureczkami.
Skoro zdecydowała się na spotkania z wampirem, to jednak coś do niego czuje, niekoniecznie musimy mówić o żadnych Wielkich Uczuciach, ale jednak chyba coś musi być. Może nawet tylko to, że ładnie się prezentuje w slipkach.
I nagle, znienacka bohaterka, osobę z którą noc temu spała, decyduje się zabić. Napisane jest to tak, że można powiedzieć, że decyzja o morderstwie, no prawie dorównuje wagą decyzji o wyborze rodzaju serka homogenizowanego na śniadanie. Oczywiste jest jednak, że nie mówimy tu o Rzeczach Naprawdę Wielkich, jak otwarta szafa i "W co ja się dziś ubiorę?", nie.. :)
A przecież powód był podany - trzeba było tylko dobrze to opisać.
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: Małgorzata » pt, 31 maja 2013 20:26

Dobra, chyba mi trochę puściła furia, więc jeszcze raz omówienie.

Najpierw kwestie językowe.
Wskazano Ci już, Autorko, że powinnaś powtórzyć zasady pisowni "nie" z przysłówkami w stopniu równym (dla pewności sprawdź również stopień wyższy i najwyższy).
Poza tym - zaimki. Styl potoczny stylem potocznym, ale poprawność musi być po naszej stronie. :P
Szanowna rodzicielka milczała, potępiająco wpatrując się w swego potomka. Chyba też zauważyła drobne zmiany w uzębieniu i z pewnością w duchu przeżywała swą klęskę.
Gdybyś choć jeden z pogrubionych zaimków usunęła, Autorko...
pomyślałabym, że może to moja prababka wpadła do mnie z małą wizytą. A niech to! Co też takiego się stało, że szanowna mamusia mego lubego zaszczyciła mnie swoją obecnością?
Ta... Niedobrze to trochę wygląda, prawda?
Plamisz honor naszego rodu[,] mięczaku jeden!
Zauważyłam, że pojawia się problem interpunkcyjny z wołaczem. Raz oddzielasz go prawidłowo od reszty wypowiedzenia, raz nie. Znaczy, trzeba oddzielać, Autorko, jak wtrącenie. Zawsze.
A skoro przy zapisie jesteśmy, to muszę zwrócić uwagę na komentarze narratora po wypowiedzi dialogowej.
- Wegetarianizm?! U wampira?! – szanowna matrona aż podskoczyła na fotelu.
Kiedy narrator nie mówi po kwestii dialogowej, że to wypowiedź paszczowa (powiedziała, rzekła, jęknęła, westchnęła etc.), mamy do czynienia z nowym zdaniem. Znaczy: wypowiedź dialogową kończy kropka (lub inny znak interpunkcyjny zamykający wypowiedzenie), a po myślniku komentarz narratora jest traktowany jako nowe wypowiedzenie => wymagane jest rozpoczynanie go (komentarza, nie narratora, rzecz jasna) wielką literą.
- Zwrócę się do wujka Draculi, może on będzie łaskawszy – markotnym głosem odezwał się mój ukochany (ciach!)
Są granice, których przekraczać nie wolno. Mówienie/odzywanie się głosem do takich słupków granicznych zalicza się w moim osobistym poczuciu językowym. Znaczy, to kalka jest i to brzydka, bo tautologiczna - mówienie to przecież wydawanie głosu. :P
Znaczy, styl potoczny stylem potocznym, ale... wiadomo.
Po polsku wystarczy, jak bohater odezwie się markotnie/głucho/inne przysłówki.

A że jesteśmy przy dialogach...
- Czego chcesz? – warknęłam, odwieszając płaszcz do szafy.
- Żabciu moja – z jękiem padł mi do kolan. – To nie zamierzone było, przebacz mnie grzesznemu. Nigdy więcej...
- Tak, pewnie – odpowiedziałam z sarkazmem. – A następnym razem obudzę się na cmentarzu, w trumnie wyściełanej atłasem.
Pogrubiłam komentarze narracyjne po ripostach nie bez celu. Rzecz w tym, że one wszystkie są dozwolone/poprawne => nie są tylko stwierdzeniem oczywistości (on/ona powiedział/a), lecz także informacją o zabarwieniu emotywnym kwestii dialogowej. I to jest dobrze. Niedobrze jednak, że po każdej ripoście pojawia się komentarz narratora. To irytujące, gdy w dialogu uczestniczą tylko dwie osoby. Dla dynamiki rozmowy radziłabym zamieszczać takie komentarze rzadziej, choćby po co drugiej ripoście.
Zauważyłam również bardzo niedobrą manierę stylistyczną, zwłaszcza we wspomnianych komentarzach po dialogach: lubisz, Autorko, złożenie imiesłów czynny+czasownik: "warknęła odwieszając", "jęknęła padając"... Radzę uważać, bo takie stężenie tych złożeń grozi monotonią składniową (a zatem rzutuje negatywnie na styl), a na dodatek stężenie czynności w opisie męczy i nudzi => paradoksalnie opis nie staje się przez to bardziej dynamiczny, bynajmniej. Założę się, że połowa nie jest potrzebna (np. przy "jęknęłam padając na fotel" spokojnie można się pozbyć pierwszej czynności, bo tego mniej lub bardziej można się domyślić z kwestii dialogowej).

No, a na koniec jeszcze otwarcie epizodu - normalnie, wilczy dół.
I wtedy zauważyłam tuż obok siebie czyjąś obecność.

Po pierwsze, nie wiem, jak się zauważa coś, co jest niematerialne. "Obecność" użyta na końcu akapitu, z którego pochodzi cytat, wygląda dużo lepiej niż tutaj. Tutaj wygląda mi to na nadużycie semantyczne.
Po drugie, czyjaś? CZYJAŚ?! To takie budowanie napięcia rodem z pamiętniczków pensjonarek, proszę Autorki, albo z bardzo nieudolnych przekładów z angielskiego. Po polsku budowanie napięcia przez zaimek jest zwyczajnie nieudolne. W każdej opcji (z ktosiem, cosiem i czyjąś częścią ciała i/lub obecnością) pozostaje to sztuczką infantylną, na dodatek słabą. Znaczy, unikać należy. Zawsze.
Po trzecie, narratorka/bohaterka twierdzi, że obecność była obok, a narratorka/bohaterka leżała w łóżku... Owszem, potem się wyjaśnia, że obok znaczyło na fotelu przy łóżku, ale tutaj opis zwyczajnie się sypnął.
Jak powiedziałam, Autorko, unikaj takich wybiegów - bo to zwykle stylistyczna wpadka.

No, dobra, to tyle językowo. Czyta się, czyli nie jest źle. Na plusie.
Co gorsze - to jest opowiadanie. Bez żadnej wątpliwości. Gratuluję, Autorko.
Niestety, napisałam "co gorsze", bo opowiadanie jest koszmarnie okaleczone. Jakoś łatwiej mi się znęcać nad tekstem, który nie jest utworem, więc przy Twoim jestem zwyczajnie zła.
Dlatego teraz będzie wykład. :X

ZAKOŃCZENIE! Najważniejszą częścią struktury opowiadania jest zakończenie. Finis coronat opus (i inne truizmy). Trzeba dobrze przemyśleć końcówkę, Autorko, ponieważ to właśnie ona wpływa na odczucia/opinię o lekturze. A ponieważ w tym opowiadaniu zakończenie się rozmyło i zdechło, cały tekst odbierany jest właśnie jako... rozczarowujący. Słaby.
Szczególnie mocno dotyczy to tekstów komicznych/dowcipnych/żartobliwych. Bez mocnego zakończenia stają się jak zły kawał - bez puenty.
Sprutygolf zwrócił już na to uwagę => logika się obsuwa. Zastanów się, Autorko, czy potrzebny Ci koniecznie do autocharakterystyki narratorki mąż-okularnik-człowiek i troje zasmarkanych potomków.

Stwierdziłaś, że "krótkie formy Cię nie lubią". Mnie się zdaje, że to nie kwestia "długości". Przyjrzyj się strukturze. Na początku prowadzisz epizody w "w czasie rzeczywistym", potem - od momentu, gdy bohaterka wpada na szatański plan - narracja zaczyna być skrótowa, kondensujesz akcję do relacji, streszczenia zdarzeń minionych. Wcześniej dajesz czytelnikowi interakcję, Autorko, potem - tylko opis z dystansu. Pierwsza część jest zabawna. Naprawdę zabawna. Druga... Druga już nie. Wcale.
I myślę, że teraz wiadomo dlaczego. Zwiększyłaś dystans narracyjny, a to zmniejszyło napięcie i komizm się ulotnił. Znaczy, Twoje opowiadanie, Autorko, zdechło, bo nie utrzymałaś konsekwentnego toku narracji, zmieniłaś sposób opowiadania zdarzeń w fabule.
I zdechło. Nie mogło być inaczej.
Szkoda.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
sprutygolf
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: ndz, 17 lut 2013 14:05
Płeć: Mężczyzna

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: sprutygolf » pt, 31 maja 2013 21:47

Wyłapankowałem jeszcze takie coś: dwa razy to samo sformułowanie, taki tam niby drobiazg, ale… (no przeca muszę mieć jakiś pretekst do zabrania głosu, bo mnie wywali neu na zbity świński, słusznie zresztą, gdy nie na temat zagadam)
Wiersz 4:
„ale pozostałam nieugięta.”
Wiersz 23:
„Ale tym razem pozostałam nieugięta.”
W zasadzie wystarczy zapodać „też” między „razem” a „pozostałam”… i już spruty troll smerf-maruda nie miałby pokarmu! ;)
Jeszcze mógłbym mieć taki drobny zarzut, że wszystkie postacie gadają w podobny sposób, np. bohaterka szwargoli niczem teściowa-wampirzyca… ale mniejsza z tym. A na groma mi mieć jakoweś zarzuty?! :)
No to do adremu… Wieeelgie dzięki serdeczne za dobre słowo, Lady M! :) Smugę cienia traktuję jak smugę… światła. Bo wiesz? Nie ma żadnej smugi cienia! :) Dopóki jest życie. Dopóki trwa. Znaczy… co to znaczy? (ot, takie tam mamertowe zagajenie! ;) …dopóki jest i trwa! :)
I… trwa mać! ;)

agausia78
Sepulka
Posty: 22
Rejestracja: pt, 12 lut 2010 15:12
Płeć: Kobieta

Re: Romantyczna historia wampirzej miłości

Post autor: agausia78 » ndz, 02 cze 2013 22:02

No i nareszcie ktoś wytłumaczył mi łopatologicznie jak to jest z tymi dialogami :)
Ukłony i podziękowania.
Resztę muszę skopiować i przeczytać jeszcze kilka razy, bo wleciało i wyleciało...
Zawsze twierdziłam, że można tu się wielu pożytecznych rzeczy nauczyć. Przede wszytkim dystansu do własnej twórczości, oczywiście genialnej i niezwykle wybitnej ;)

ODPOWIEDZ