Moje podejście drugie

Moderator: RedAktorzy

Awatar użytkownika
sprutygolf
Sepulka
Posty: 87
Rejestracja: ndz, 17 lut 2013 14:05
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje podejście drugie

Post autor: sprutygolf » śr, 23 paź 2013 22:30

Znaczy... co to znaczy? jak mawiał Mamert Niedościgły! ;) Tylko nieśmiało zwracam uwagę na spolszczenie tytułu i już znikam. ale wrócę!

Juhani
Laird of Theina Empire
Posty: 3038
Rejestracja: czw, 18 lis 2010 09:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje podejście drugie

Post autor: Juhani » śr, 23 paź 2013 22:38

sprutygolf pisze:Niczego nie sugeruję, ot, opisałem tylko pierwszą rzecz, jaka mi do łba przyszła po lekturze tego tam wyżej zamieszczonego opowiadania Czcigodnego Arghora
Mnie ta rzecz błyskawicznie też przyszła, ale się nie czepiałem. Jak się kiedyś nieśmiało przyczepiłem do podobnego przypadku, to Margo mi wytłumaczyła, że nie o to chodzi, że ktoś już coś takiego napisał, ale że warsztat się liczy i tylko to mam oceniać. No to się nie odzywałem.

Awatar użytkownika
neularger
Strategos
Posty: 5185
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje podejście drugie

Post autor: neularger » śr, 23 paź 2013 22:45

Nie wydaje mi się, żeby trwał tu konkurs na skojarzenia. Do tekstu, zapraszam, do tekstu.
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Moje podejście drugie

Post autor: Małgorzata » czw, 24 paź 2013 02:49

Juhani pisze:
sprutygolf pisze:Niczego nie sugeruję, ot, opisałem tylko pierwszą rzecz, jaka mi do łba przyszła po lekturze tego tam wyżej zamieszczonego opowiadania Czcigodnego Arghora
Mnie ta rzecz błyskawicznie też przyszła, ale się nie czepiałem. Jak się kiedyś nieśmiało przyczepiłem do podobnego przypadku, to Margo mi wytłumaczyła, że nie o to chodzi, że ktoś już coś takiego napisał, ale że warsztat się liczy i tylko to mam oceniać. No to się nie odzywałem.
Bo co z tego wynika, że jakiś pomysł już wcześniej się pojawił? Fantastyka to dział pasożytniczy - motywy wędrują między utworami, pomysły się powtarzają => zjawisko zostało nawet opisane w paru opracowaniach (chociaż nie jestem pewna, czy polskich). Rzecz w tym, jak i czy w ogóle Autor poradził sobie z realizacją. A że czytamy w kontekście innych dzieł - tym gorzej dla Autora. Niełatwo zaskoczyć tych, którzy już znają inne realizacje pomysłu. Jeszcze trudniej zachwycić. Znaczy, oczywiście, że skojarzenie ma wpływ na odbiór. Ale - jak rzekł Neularger - to nie konkurs skojarzeń. Co z tego wynika dla prezentowanego tekstu? Żaden z Was, Panowie, nie wyprowadził wniosków czy choćby przemyśleń.

Inna sprawa, że "Kroki w nieznane" (te stare) wracają już drugi raz. Normalnie, mam wrażenie pętli - wracają stare pomysły. To smutne. :X
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Kordylion
Pćma
Posty: 209
Rejestracja: pn, 18 lut 2013 19:35
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje podejście drugie

Post autor: Kordylion » czw, 24 paź 2013 06:56

Małgorzata pisze:Znaczy, zwrotna fala konwergencji pomysłów nadchodzi? Trochę to smutne...
Nie jest tak źle. Ta fala juz przechodziła parę razy i zawsze na plaży coś nowego pozostaje.
Ja głównie z powodu powtarzalności pomysłów na długie lata porzuciłem SF, a teraz techno-fantasy pieknie tą lukę wypełnia.
Są rzeczy ważne, ważniejsze i te do zrobienia

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 3396
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje podejście drugie

Post autor: Kruger » śr, 13 lis 2013 08:39

Arghor pisze:Masz rację, ale tylko w pewnym ujęciu całego zagadnienia, wynikającym z ewolucji przeznaczenia broni. Jednak fundamentalnym założeniem prowadzącym do wymyślenia broni palnej, czy też wcześniej miotanej, nie było trafianie w ściany, rzutki, tudzież tarczę. Celem właściwym było skuteczniejsze zabijanie. I po to broń powstawała i powstaje. Inne zastosowania są raczej niszowe i zbudowane na komercyjnym podejściu do tematu, bo dlaczego zarabiać tylko na wojnach i zabijaniu, skoro można też na strzelaniu do rzutek. I w takim kontekście wypowiada się kulka, bo trafianie w rzutkę, tarczę jest be, ale już w mięsko cacy. Bo taki przyświecał cel wymyślaczom kul i broni nimi miotających.
Właściwie to nie, zupełnie nie.
Celem tworzenia broni, od zamierzchłych czasów i kości mamuta służącej do walenia po łbie, jest stworzenie narzędzia, które pozbawi przeciwnika zdolności bojowych. Żołnierzowi, który naciąga cięciwę, wznosi miecz, pociąga za spust lub naciska guzik - bynajmniej nie zależy na tym, by koniecznie pozbawić życia człowieka, do którego celuje. Wystarczy ranić go na tyle mocno, by przestał walczyć, przestał stanowić zagrożenie. Ta reguła ma oparcie zarówno w czasach dawnych jak i obecnych.
Np. kiedyś - czy znasz prawo pardonu, autorze? Rycerz (zbrojny, najemnik) brał miecz (topór, włócznię, halabardę) i łupał przeciwnika do momentu, gdy ten padł. Dobijać się nie opłacało, bo ranny (lub jego rodzina) mógł zapłacić okup. Oczywiście się dobijało, z różnych przyczyn, ale do tego nie służyła broń właściwa, tylko dodatkowa - np. mizerykordia.
Współcześnie jest to jeszcze bardziej sformalizowane w teoriach dot. współczesnej broni (czyli to, co powinno Ciebie, autorze, szczególnie interesować, bo w końcu tekst jest o amunicji do broni palnej). Dzisiaj opisując parametry broni palnej czy tez konstruując ją nie mówi się o zdolności do zabijania, do zadania śmierci, mówi się natomiast o mocy obalającej. Bo ranny przeciwnik jest lepszy od martwego.

Rozważania metafizyczne w stylu ja-kula lepszam od ludzi, którzy mnie stworzyli, bo zrobili to żebym zabijała - upadają w świetle powyższego. Tym bardziej, że łatwo zidentyfikować narzędzia, które stworzono tylko i wyłącznie po to, by zabić - np. gilotyna.
"Trzeba się pilnować, bo inaczej ani się człowiek obejrzy, a już zaczyna każdego żałować i w końcu nie ma komu w mordę dać." W. Wharton
POST SPONSOROWANY PRZEZ KŁULIKA

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Moje podejście drugie

Post autor: Małgorzata » śr, 13 lis 2013 10:32

Przyszło mi do głowy, Krugerze, że tu ostrożnie trzeba stawiać kroki. Ponieważ ta sama argumentacja, której użyłeś, mogłaby pasować do przytoczonej anegdoty o bombie (z "Kroków w nieznane").
Rzecz w tym, że nie chodzi o realizm li tylko, lecz o jego przetworzenie. :P

Znaczy, tak sobie myślę, że może problem nie leży w koncepcji (ostatecznie, co wiemy o tym, jak mogłaby myśleć np. kula armatnia czy pocisk broni palnej), lecz o ujęcie tej koncepcji.
Czas i pamięć mam ograniczoną, nie potrafię na razie rozwiewać wątpliwości, ale podejrzewam, że właśnie w sposobie ujmowania koncepcji przez Autora coś Ci zgrzytnęło. I niekoniecznie realistycznie, choć - co widać - nie odwiesiłeś niewiary na kołek.
Dlaczego?

:P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Kruger
Zgred, tetryk i maruda
Posty: 3396
Rejestracja: pn, 29 wrz 2008 14:51
Płeć: Mężczyzna

Re: Moje podejście drugie

Post autor: Kruger » śr, 13 lis 2013 10:58

Nieee, w anegdocie o bombie chodzi o co innego. IMHO zabijanie jako główny sens bycia bomby czy pocisku - nie ma znaczenia.

Dla mnie ten szort jest nijaki z zupełnie innych powodów. To czy nacik kładzie się na ten cel (zabijanie) w samym tekście czy w didaskaliach (tłumaczeniach autora) nie ma znaczenia większego. Sam sposób realizacji założonego tematu szwankuje.
Przyznam - fabuła dla mnie to sytuacja gdy coś się dzieje. A więc tu - nie dzieje się nic. Fabuły nie ma. Co jest? Próba zaskoczenia mnie. Takie sobie gadanie-gdybanie o byciu stworzonym do czegoś, próba zasugerowania równoważności z zaistniałymi skądinąd inaczej ludźmi by na końcu mnie zaskoczyć - TO TYLKO KULA. Ach, jakie to głębokie!
No więc nie, nie jest. Nie trawię takich tekstów. Nie trawię metafizycznych rozważań o naturze niczego. W tym konkretnym przypadku są w dwójnasób męczące, bo w nader wyrazisty sposób przygotowują mnie na to, że w puencie mam zostać zaskoczony. A to zła droga, moja czujność ma być przed zaskoczeniem uśpiona, a nie pobudzona. To się nie udało, bo zostałem zagadany bełkotem. Daleko lepiej usypia zwyczajność, niż fantastyczne gadanie o nie wiadomo czym.
"Trzeba się pilnować, bo inaczej ani się człowiek obejrzy, a już zaczyna każdego żałować i w końcu nie ma komu w mordę dać." W. Wharton
POST SPONSOROWANY PRZEZ KŁULIKA

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14500
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Moje podejście drugie

Post autor: Małgorzata » śr, 13 lis 2013 15:16

No, i widzisz? Odkryłeś problem. Abstrahując od gustów, widać, czego zabrakło. :)))
Znaczy, może Sokrates nie był wcale taki głupi, gdy mówił, że dobre pytanie to połowa odpowiedzi. Czy jakoś tak. :D

Właśnie w tym rzecz, Krugerze, Autorze. Nie w koncepcji i kwestii zabijania (zauważ, Krugerze, że w założeniu anegdoty o bombie jest zabijanie, choć nie zostaje ono wspomniane wprost - i na tym właśnie opiera się puenta tam).
Rzecz w sposobie. Też nie lubię monologów - lubię, jak to, co Autor umyśli, dowiedzione jest w działaniu, praktycznie, czyli fabularnie.
A Ty, Autorze, dałeś nam tu wykład. I nic więcej.
To za mało, żeby było ciekawie, IMAO.
Jesteśmy prymitywni, gdy chodzi o beletrystykę, wiem. Ale gdyby tak nie było, literaturę fantastyczną tworzyłyby tylko opisy światów i koncepcji. A przecież to pierwsze od zarania SF nie wystarcza, a to drugie nigdy nie było (poza specyficznymi wyjątkami, vide: "Jak napisać opowiadanie fantastyczne" => tak, stare dobre "Kroki w nieznane") nawet opcją.

:P

Nie ma mnie tu. Zaślinione wampiry czekają...
So many wankers - so little time...

ODPOWIEDZ