Opętanie

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Elenwena
Sepulka
Posty: 7
Rejestracja: ndz, 26 sty 2014 19:50
Płeć: Kobieta

Opętanie

Post autor: Elenwena » ndz, 20 kwie 2014 10:17

Witam :) wrzucam wam moje kolejne opowiadanie licząc na to, że stosownie się nim zajmiecie ;) muszę przyznać, że odczuwam lekki dreszczyk, dzięki wam znów poznam kolejną część moich błędów ;)

Michiko cicho przygotowała śniadanie nie chcąc obudzić męża. Wczoraj wrócił późno ze spotkania z przyjaciółmi. Ubrała się i już stała w progu, gdy podszedł do niej Hiro.
− Wybierasz się gdzieś?
Kobietę owionął zapach alkoholu.
− Idę do świątyni złożyć ofiarę i spotkać się z moją matką.
− Chcesz iść sama? Przecież możesz spotkać po drodze jakiś mężczyzn. Wiem jak patrzą na ciebie mieszkańcy naszej wioski…
Michiko była bardzo ładną kobietą. Hiro jeszcze cztery miesiące temu należał do grona wielbicieli jej piękna. Wiedząc, że jej rodzice nie zgodzą się na ślub, uwiódł ją, chcąc pokazać, że może zdobyć najładniejszą dziewczynę po tej stronie gór. Trzy miesiące temu doszło do ślubu.
− Zaczyna szerzyć się zaraza, powinniśmy wyprosić opiekę dla mojej matki – powiedziała.
− Dla twojej matki? Nie lepiej wyprosić opiekę dla siebie?
− Modli się za nas i za naszą wioskę, a za nią nikt.
− Nigdzie nie idziesz – złapał ją za rękę. – Teraz wiele osób idzie do świątyni, a nie wszyscy mają dobre intencje.
Michiko przez moment spoglądała na męża, ale opuściła głowę i odeszła od drzwi. Późnym popołudniem poszli do pobliskiego lasu, by zebrać drewno. Nawet nie spostrzegła, kiedy Hiro zniknął jej z oczu. Zobaczyła za to młodego mężczyznę, który wyróżniał się białym strojem.
− Jak ci na imię dziecko? – odezwał się do niej.
Kobieta podskoczyła przestraszona. Zaczęła panicznie rozglądać się, czy w pobliżu nie ma jej męża.
− Dlaczego się boisz?
− Nie wolno mi rozmawiać z innymi mężczyznami – wymamrotała ze spuszczoną głową.
− Nie musisz się obawiać, jestem wysłannikiem ze świątyni. Jesteś Michiko, prawda?
− Skąd zna pan moje imię?
− Przysyła mnie twoja matka, powiedziała, że na pewno będę wiedział, że ty to ty.
− Mama?
− Nie pojawiłaś się dziś w świątyni. Od dłuższego czasu prosiła mnie o pomoc. Wiesz o zarazie, prawda?
− Tak.
− Więc, czy chcesz przyjąć pomoc, o którą tak bardzo prosiła dla ciebie twoja matka?
− A co z nią? Przecież ona też może zachorować…
− Przykro mi to stwierdzić, ale już jest chora, jeszcze o tym nie wie – powiedział ze smutkiem, − jej życzeniem jest ocalić ciebie i twoich najbliższych. Dobrze się stało, że dziś nie wyszłaś poza wioskę.
Dziewczyna przed dłuższą chwilę z niedowierzaniem spoglądała na mężczyznę. Nie mogła w to uwierzyć, ale widziała w jego oczach smutek. Padła na kolana starając się powstrzymać płacz. Skryła twarz w dłoniach.
− Spójrz na mnie… Chcesz przyjąć pomoc, o którą prosiła? – powiedział do niej łagodnie, klękając przy niej. – To jest jej życzenie.
− Naprawdę? – zapytała powstrzymując łkanie.
− Nie okłamałbym ciebie.
− A nie możesz jej uratować? Moja wioska jest odseparowana, zaraza może do nas w ogóle nie dotrzeć. Błagam cię uratuj ją!
− Mogę ochronić przed chorobą, a nie z niej wyleczyć. Takie mam zadanie. Jaka jest twoja decyzja?
Michiko wciąż płakała. Prosiła przybysza o ratunek dla matki, ale on uparcie jej odmawiał.
− Zrozum dziecko, to moja jedyna forma pomocy, jaką mogę ci ofiarować. Uszanuj decyzję twojej matki.
− Dobrze, oddam się pod twoją opiekę.
− Podaj mi rękę.
Wyciągnęła przed siebie morką od łez dłoń. Mężczyzna dotknął jej paznokci i zniknął. Dziewczyna przez moment z niedowierzaniem spoglądała przed siebie. Po chwili podbiegł do niej Hiro.
− Co się stało? – zapytał, spoglądając na jej zapłakaną twarz.
− Mam… przeczucie, że z mamą dzieje się coś złego – powiedziała.
Nie miała odwagi przyznać się, że spotkała mężczyznę, chociaż zniknął tak szybko jak się pojawił.
Po kilku dniach młoda mężatka przestała odzywać się do otaczających ją ludzi, w nocy nie spała, tylko spoglądała w niebo nieruchomym wzrokiem. Przestała też chodzić. Czasem szeptała do siebie niewyraźne słowa. Dom Hiro często odwiedzali sąsiedzi, chcąc na własne oczy zobaczyć Michiko.
− Co się jej mogło stać? – spytał naczelnik wioski uważnie przyglądając się pięknej kobiecie.
− Może to kara? – zagadnęła sąsiadka. – Może rzuciła na nią klątwę jakaś zazdrosna kobieta, bo jej mąż zbyt często się za nią oglądał?
Wieśniacy próbowali znaleźć w domu jakiś przedmiot, które mogłyby być nośnikiem klątwy, ale nic nie znaleźli. Plotki o rzekomej karze rozeszły się szybko i podsunięto nawet pomysł, że może Michiko zdradziła męża, a to był efekt jej czynu.
Już trzeciego dnia dziwnego zachowania Michiko do domu małżeństwa przychodziła młodziutka Nanami pomagając Hiro w opiece nad domem i chorą. Mężczyzna już dwa dni później zaczął coraz częściej wychodzić z domu pod byle, jakim pretekstem. Dziewczyna początkowo nie chciała go o nic wypytywać, ale przełamała się, gdy przestał wracać na noc.
− Dlaczego wczoraj i przedwczoraj nie wróciłeś w nocy do domu? Coraz rzadziej tu zaglądasz i wiem, że nie spędzasz czasu z mężczyznami z wioski…
Mężczyzna obrzucił dziewczynę potępiającym wzrokiem.
− Co tym możesz o tym wiedzieć… jesteś mężczyzną? Wiesz, co to znaczy mieć kaleką żonę? Może ona rzeczywiście mnie zdradziła i to jest jej kara…
− Michiko by tego nigdy nie zrobiła… spędzałyśmy tyle czasu razem! Ja też bym nigdy cię nie zdradziła…
Hiro westchnął ciężko i położył się na swoim miejscu nawet nie spoglądając na swoją żonę.
− Idź już do siebie… przepraszam, nie powinienem na ciebie krzyczeć.
Po dwóch tygodniach do wioski wezwano kapłana ze świątyni. Mężczyzna przybył dopiero po ośmiu dniach tłumacząc się zarazą. Był młody, ledwo po ostatnich inicjacjach. Zabrał pieniądze na ofiarę, odprawił krótki rytuał i oświadczył, że nie ma już nic do zrobienia. Rozwiązanie zostawił w rękach wieśniaków.
− Została opętana przez lisa.
Słowa te rozeszły się po wiosce lotem błyskawicy. Demon był podobno zbyt silny żeby odprawić egzorcyzm. Hiro został zmuszony przenieść Michiko do opuszczonego domu leżącego na obrzeżach wioski. Mieszkańcy po wyjeździe kapłana zebrali się, by podjąć odpowiednie decyzje.
− Nieszczęście chodzą parami – odezwał się naczelnik wioski. – Nie dość, że w okolicy panuje choroba, to jeszcze u nas jest opętana.
− Nie może tu zostać – oświadczył jeden z mężczyzn.
− Nie ma sensu próba zabójstwa – dopowiedziała stara kobieta. – Demon opuści jej ciało, żeby nie stała się mu krzywda i może szukać zemsty.
− Jest tylko jedno wyjście – odezwał się starzec. – Mąż musi opuścić z nią wioskę.
Dnia następnego oddelegowano Nanami do domu, gdzie przebywało małżeństwo. Stanęła przy wejściu, ale nie miała odwagi przekroczyć progu. Teraz cieszyła się, że nie jest tak ładna jak Michiko, gdyby było inaczej to ją mógł opętać lis.
− Mogę cię na chwilę poprosić? – zagadnęła nieśmiało.
Hiro spojrzał na stojącą w progu dziewczynę. Michiko nawet nie zareagowała, nieruchomym wzrokiem spoglądając przed siebie. Podniósł się z ziemi i wyszedł przed chatę.
− Wioska zadecydowała – powiedziała cicho Nanami. – Masz odejść ze swoją żoną.
Mężczyzna zbladł. Przez moment zastanawiał się, co ma powiedzieć.
− Mówiąc szczerze spodziewałem się takiej reakcji – oświadczył, – ale czy muszę odchodzić z nią? Nie można tego w inny sposób rozwiązać?
Nanami przez moment spoglądała na mężczyznę z szeroko otwartymi ustami.
− Obawiam się, że nie, ale… jeśli tylko chcesz pójdę z tobą – wyrzuciła z siebie pochylając gwałtownie głowę, żeby ukryć rumieńce.
Hiro przez dłuższą chwilę spoglądał przed siebie.
− Dobrze, skoro tego chcą… A ty nie powinnaś skazywać się na tułaczkę ze mną i moją chorą żoną.
− Na pewno będzie ci łatwiej, jeśli będę ci towarzyszyć – powiedziała cicho. – Poza tym może dzięki temu złagodzimy gniew wygnanego lisa.
Mężczyzna przyglądał się dziewczynie. Nie miała rodziców, nic jej tutaj nie trzymało. Mieszkała z ciotką, która wykorzystywała ją do najgorszych prac.
− Robisz to tylko na swoją własną odpowiedzialność. Jutro o świcie wyruszamy, zabierz ze sobą jedzenie i najważniejsze rzeczy.
− Tak! – niemal wykrzyknęła.
Hiro jeszcze przez chwilę wpatrywał się w jej oddalającą się sylwetkę. Wiedział, że nie był to najrozsądniejszy pomysł, ale samemu będzie mu zbyt trudno, a ona już zajmowała się jego chorą żoną.
Dnia następnego Nanami z bagażem i Hiro z Michiko na plecach opuścili wioskę. Mieszkańcy dopiero wieczorem odważyli się pójść do chaty, by się upewnić, że opętana na pewno odeszła.
Wędrowali przez tydzień nim skończyły się im zapasy. Szli przez góry, więc podróż była wyczerpująca. Hiro coraz bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że to wszystko go przerasta. Nie potrafił wyobrazić sobie kolejnych dni. Nie tego oczekiwał żeniąc się z piękną dziewczyną. Michiko stawała się jakby coraz cięższa. Wciąż była nieobecna, nie potrafiła chodzić. Przestała tylko szeptać. Wsparciem była dla niego Nanami. Może nie była zbyt ładna, ale była zdrowa i chętna do pomocy.
Hiro znał tą okolicę, wiedział, że o godzinę drogi stąd jest niewielka wioska. Dał Nanami pieniądze i kazał kupić jedzenie. Chciał pomyśleć w samotności.
− Może ty pójdziesz? – zaproponowała nieśmiało dziewczyna. – Ja popilnuję Michiko. Przyda ci się odpocząć, wyjść między ludzi. Jesteś coraz bardziej poddenerwowany.
Mężczyzna obrzucił Nanami potępiającym wzrokiem. Dziewczyna speszyła się i bez słowa poszła w wyznaczonym kierunku. Gdy oddaliła się, Hiro podszedł do swojej żony.
− Słyszysz mnie? – odezwał się do niej.
Kobieta nawet na niego nie spojrzała.
− Michiko ocknij się. Będę musiał cię zostawić, rozumiesz? Nie mogę tak z tobą żyć. Nie możesz być żoną w takim stanie. Daj mi jakikolwiek znak.
Żadne z jego słów do niej nie dotarło. Mężczyzna przygryzał wargę, nerwowo spoglądając na piękną kobietę. Po chwili westchnął ciężko i przeczesał włosy palcami.
Gdy wróciła Nanami ruszyli w dalszą drogę, ale Hiro zmienił nieco kierunek wędrówki. Po dwóch dniach, w nocy, starając się być jak najciszej wziął na ręce swoją żonę. Zaniósł ją do niewielkiej jaskini znajdującej się o godzinę drogi od ich obozowiska. Znajdowali się w odludnej części gór, więc wiedział, że Michiko nie powinna zostać zbyt szybko odnaleziona.
Rankiem, gdy się obudzili, Nanami wpadła w panikę. Hiro nie chcąc się zdradzić, zaproponował poszukiwania, ale omijał miejsce, gdzie ją zostawił. Wrócili do obozu popołudniu. Podjęli decyzję, by poszukać jej jeszcze jutro. Dziewczyna z jednej strony cieszyła się, że Michiko zaginęła, ale z drugiej wstydziła się tego uczucia. Dzięki temu Hiro stał się znów wolny.
Następnego dnia powłóczyli się po okolicy i zostali na noc w obozowisku. Każde z nich głęboko w duchu liczyło, że kobieta się nie pojawi. Rankiem Hiro chciał jak najszybciej wyruszyć, co Nanami przyjęła z ulgą. Nie chcieli wracać do swojej rodzinnej wioski, więc poszli w przeciwnym kierunku.
Trzeciego dnia po tym jak Hiro zostawił Michiko, odwiedził ją niespodziewany gość. Samotny, stary wędrowiec chciał znaleźć miejsce, gdzie mógłby przeczekać deszcz. Nie zamierzał tam wejść. Znał w tym miejscu inną jaskinię, ale coś go tam przyciągnęło. Leżała tam niebywale piękna kobieta. Złapał ją za rękę, chcąc ją odwrócić, ale coś zwróciło jego uwagę. Pod wpływem jego dotyku jej skóra zapadła się i z trudem odzyskała swój kształt. Dziewczyna była odwodniona. Przez kilka godzin podawał jej ostrożnie wodę.
− Lisie, dlaczego opętałeś tą biedną kobietę? – zapytał.
Kobieta w żaden sposób nie zareagowała.
− Nie jesteś dzikim lisem, tylko zenko. Jesteś sługą bóstwa z lokalnej świątyni. Dziewczyna po raz pierwszy spojrzała na niego pytającym wzrokiem, ale nie odezwała się ani słowem.
− Byłem kiedyś mnichem, przez wiele lat praktykowałem – powiedział jakby domyślając się, o co może chcieć zapytać. – Głównie zajmowałem się egzorcyzmami. Inaczej opętują nogitsune, inaczej zenko. Gdybyś był dzikim lisem ta kobieta nie byłaby taka spokojna i na pewno nie piłaby wody. Niedoświadczeni kapłani nie zobaczą różnicy. Dlaczego ją opętałeś?
Kobieta przez chwilę nie odezwała się, a potem pod nosem zaczęła mruczeć jakieś ledwo zrozumiałe słowa. Wędrowiec zbliżył się do niej. Po kilku chwilach zorientował się, że jest to zaklęcie, potężne zaklęcie odstraszające chorobę.

Awatar użytkownika
Poc Vocem
Sepulka
Posty: 70
Rejestracja: śr, 01 lut 2012 19:57
Płeć: Nie znam

Re: Opętanie

Post autor: Poc Vocem » ndz, 20 kwie 2014 13:03

Hm... Daleko mi do profesjonalizmu niektórych tutaj, niemniej spróbuję poszatkować nieco ten tekst. Może nawet napiszę coś z sensem.
Michiko cicho przygotowała śniadanie nie chcąc obudzić męża. Wczoraj wrócił późno ze spotkania z przyjaciółmi. Ubrała się i już stała w progu, gdy podszedł do niej Hiro.
Mamy trzy zdania, w których podmiot domyślny jest równie zdecydowany co do swojej płci, co dziecko wychowywane przez zdecydowanych zwolenników gender. W pierwszym podmiotem jest Michiko, w drugim Hiro, potem znów Michiko. Wspaniały chaos dla odbiorcy gratis.
Idę do świątyni złożyć ofiarę i spotkać się z moją matką.
Zbędny zaimek.
Chcesz iść sama? Przecież możesz spotkać po drodze jakiś mężczyzn. Wiem jak patrzą na ciebie mieszkańcy naszej wioski…
Czy tylko mnie się jawi obraz wieśniaków będących zawodowymi mordercami i gwałcicielami?
Michiko była bardzo ładną kobietą. Hiro jeszcze cztery miesiące temu należał do grona wielbicieli jej piękna. Wiedząc, że jej rodzice nie zgodzą się na ślub, uwiódł ją, chcąc pokazać, że może zdobyć najładniejszą dziewczynę po tej stronie gór. Trzy miesiące temu doszło do ślubu.
Ożenek, zawarcie małżeństwa, cokolwiek innego zamiast tego paskudnego powtórzenia. Ponadto nie mogę się oprzeć wrażeniu, że dochodzi raczej do rzeczy od nas niezależnych. Ślub jest raczej świadomą decyzją obojga małżonków.
Teraz wiele osób idzie do świątyni, a nie wszyscy mają dobre intencje.
Dziwne sformułowanie. Zaraza trwa raczej w długim przedziale czasowym, użyty czasownik zaś odwołuje się do chwili, w której bohater wypowiada te słowa. Winno być raczej chodzi.
Zaczęła panicznie rozglądać się, czy w pobliżu nie ma jej męża.
Brzydka konstrukcja i ocierający się o zbędność zaimek.
Nie pojawiłaś się dziś w świątyni. Od dłuższego czasu prosiła mnie o pomoc.
Świątynia prosiła?
− Nie okłamałbym ciebie.
Zaimek mocny w miejscu, w którym powinien być słaby.
Dom Hiro często odwiedzali sąsiedzi, chcąc na własne oczy zobaczyć Michiko.
W świetle tego, co dowiedziałem się do tej pory o mieszkańcach wioski lub też samym młodym małżeństwie mam zgrzyt. Michiko miała zakaz spotykania z sąsiadami, gdyż dla jej kochającego męża, prawdopodobnie dotkniętego daleko posuniętą socjopatią, każdy był potencjalnym gwałcicielem i mordercą. Gdy jednak z dziewczyną coś się stało, Hiro pozwolił odwiedzać ją tabunom ludzi. Gdzie tu logika?
Może rzuciła na nią klątwę jakaś zazdrosna kobieta, bo jej mąż zbyt często się za nią oglądał?
To niedopuszczalne, aby mąż oglądał się za własną żoną! Wiem, że w dialogach można sobie pozwolić na większą swobodę niż przy narracji, ale takie zdanie wprowadza chaos przy odbiorze.
Już trzeciego dnia dziwnego zachowania Michiko do domu małżeństwa przychodziła młodziutka Nanami pomagając Hiro w opiece nad domem i chorą.
Albo "od trzeciego dnia" albo "przyszła".
Dnia następnego oddelegowano Nanami do domu, gdzie przebywało małżeństwo.
Zgrzyta mi ten szyk przestawny, nie pasuje do stylu reszty tekstu.
− Wioska zadecydowała – powiedziała cicho Nanami. – Masz odejść ze swoją żoną.
Myślę nad logicznym uzasadnieniem takiego wyroku mieszkańców wioski i nie potrafię znaleźć logicznego powiązania z wydarzeniami. Owszem, niby decyzję podejmowali wieśniacy, mordercy i gwałciciele, a więc ludzie obdarzeni raczej nikłym intelektem, ale wniosek, aby wraz z opętaną kobietą pozbyć się jej męża nawet ze strony takiej społeczności wygląda dziwacznie, a cała sytuacja służy chyba tylko dodaniu dramatyzmu i ukazaniu nikczemnego charakteru Hiro.
Robisz to tylko na swoją własną odpowiedzialność
Albo swoją albo własną.
Mieszkańcy dopiero wieczorem odważyli się pójść do chaty, by się upewnić, że opętana na pewno odeszła.
Wędrowali przez tydzień nim skończyły się im zapasy.
Albo Hiro i Michiko mieszkali bardzo daleko od wioski albo mieszkańcy szli bardzo wolno, skoro przez tydzień nie dali rady dotrzeć do chaty małżeństwa.
Przyda ci się odpocząć, wyjść między ludzi
Paskudny błąd składniowy.
Gdy wróciła Nanami ruszyli w dalszą drogę, ale Hiro zmienił nieco kierunek wędrówki. Po dwóch dniach, w nocy, starając się być jak najciszej wziął na ręce swoją żonę. Zaniósł ją do niewielkiej jaskini znajdującej się o godzinę drogi od ich obozowiska. Znajdowali się w odludnej części gór, więc wiedział, że Michiko nie powinna zostać zbyt szybko odnaleziona.
Rankiem, gdy się obudzili, Nanami wpadła w panikę. Hiro nie chcąc się zdradzić, zaproponował poszukiwania, ale omijał miejsce, gdzie ją zostawił. Wrócili do obozu popołudniu. Podjęli decyzję, by poszukać jej jeszcze jutro. Dziewczyna z jednej strony cieszyła się, że Michiko zaginęła, ale z drugiej wstydziła się tego uczucia. Dzięki temu Hiro stał się znów wolny.
Tym fragmentem zostałem utwierdzony w przekonaniu, że Hiro ma problemy psychiczne. Nie wiem tylko czy taki był zamiar.
Gdybyś był dzikim lisem ta kobieta nie byłaby taka spokojna i na pewno nie piłaby wody. Niedoświadczeni kapłani nie zobaczą różnicy.
Skoro jednego demona od drugiego da się odróżnić po tak prostych znakach, po co kapłanom doświadczenie? Mimo wszystko kapłanem nie zostaje się na zasadzie "Słuchaj Zenek, Mietka zeżarły borsuki, teraz ty będziesz nam kapłanił, tam jest ołtarz", tylko zapewnia się im jakiekolwiek przeszkolenie, na którym podstawowe informacje powinny się znaleźć.

Wreszcie mamy zakończenie, które chyba nie do końca pasuje do początku utworu. Michiko zostaje poddana egzorcyzmom, ale w międzyczasie rolę głównego bohatera opowieści zdążył przejąć Hiro, którego wątek urywa się nagle prostym "odszedł".

Na dodatek zauważyłem kilka literówek i błędów interpunkcyjnych, których jednakowoż już nie chciałem wypisywać.

Podsumowując mamy zatem do czynienia z wyjątkowo niespójnym jak dla mnie tekstem, obarczonym szeregiem błędów na wszystkich płaszczyznach. Historia jest naciągana i bazuje głównie na autorskim chciejstwie, a tworzona od początku atmosfera sprawia wrażenie sztucznej i przesadnie paranoicznej. Nie. To nie jest dobry utwór.

I to tyle, bo wołają na obiad. Wesołych świąt.

Awatar użytkownika
JanTanar
Fargi
Posty: 383
Rejestracja: wt, 22 lip 2008 21:10

Re: Opętanie

Post autor: JanTanar » ndz, 20 kwie 2014 22:14

Lisie opowieści cd?
Przeczytałem, ale chyba zbyt szybko. Nie zrozumiałem zakończenia. Spróbuję jeszcze raz po świętach.
Dwa momenty wpadły w oko. "Kobietę owionął zapach alkoholu." ę-ą
"Mężczyzna obrzucił Nanami potępiającym wzrokiem." - coś mi zgrzytnęło.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Opętanie

Post autor: Małgorzata » pn, 21 kwie 2014 15:29

Zgrzyta Ci kontaminacja frazeologiczna - najczęstszy błąd językowy pokolenia od X w górę, czyli tych, którzy dorastali już przy komputerze.
Obrzucić można wzrokiem, owszem, ale potępiające może być tylko spojrzenie. Ot, niuanse polszczyzny...

e... Trochę się jeszcze poczepiam języka, bo zmęczyłam się żarciem i przekładem (codziennie jeden rozdział, ale tylko 20 000 znaków, drobiazg, tylko że plenus venter non laborat libenter... czy jakoś tak).
Michiko cicho przygotowała śniadanie nie chcąc obudzić męża.
Po pierwsze, przed wyboldowanym powinien być przecinek.
Po drugie, użycie imiesłowu przysłówkowego współczesnego od "chcieć" jest trochę niezręcznie => miesza się wolę podmiotu z momentalnością i równoczesnością czynności podmiotu, uzależnia się tę wolę - chcenie/chęci - od wykonywanej czynności nadrzędnej, czyli tej opisanej orzeczeniem; mówiąc prościej: chęci nie zależą gramatycznie od podmiotu/osoby (Michiko), lecz od czynności jaką Michiko wykonuje (tu: przygotowanie śniadania). A tak chyba nie powinno być... :X
jakiś mężczyzn
Znaczy, jeden (bliżej nieokreślony=jakiś) mężczyzn? :P
Wiem[,] jak patrzą na ciebie mieszkańcy
Zdania cząstkowe podrzędne zawsze są oddzielone od zdania nadrzędnego w wypowiedzeniu - zwykle przecinkiem.
Wiedząc, że jej rodzice nie zgodzą się na ślub, uwiódł ją, chcąc pokazać, że może zdobyć najładniejszą dziewczynę po tej stronie gór.
Nie ma nic złego w imiesłowach, ale należy ostrożnie traktować te, które opisują cechy => wiedzę, chęci, uczucia. A na pewno nie należy w jednym zdaniu powtarzać składni z równoważnikiem imiesłowowym.
Do tego spiętrzyłaś tutaj, Autorko, mnóstwo czynności. Dlaczego to musiało być jedno zdanie? Nie mogłaś zrobić dwóch? Na dodatek komu "H. chciał pokazać"? Tak tylko pytam...
− Nigdzie nie idziesz – złapał ją za rękę.

To są DWA zdania. Osobne, czyli takie, które nie są częściami wypowiedzenia złożonego. Tego rodzaju zdania zawsze rozdzielone są kropką. Ergo:
− Nigdzie nie idziesz. – Złapał ją za rękę.
Szerzej o tym napisała Karola, por. Treść ważna, ale FORMA też...
jestem wysłannikiem ze świątyni. Jesteś Michiko
Wiadomo, powtórka.
powiedziała, że na pewno będę wiedział, że ty to ty.
"Schodki" składniowe, czyli "że-że". Nieładny błąd stylistyczny.

No, na razie tyle. Odpoczęłam, więc mogę już zająć się przekładem i robić własne błędy... :)))
So many wankers - so little time...

Juhani
Laird of Theina Empire
Posty: 3038
Rejestracja: czw, 18 lis 2010 09:04
Płeć: Mężczyzna

Re: Opętanie

Post autor: Juhani » pn, 21 kwie 2014 22:12

Ja też tylko na szybciutko do jednego się przyczepię. Ot, do takiego fragmenciku:
Elenwena pisze:Hiro jeszcze cztery miesiące temu należał do grona wielbicieli jej piękna. Wiedząc, że jej rodzice nie zgodzą się na ślub, uwiódł ją, chcąc pokazać, że może zdobyć najładniejszą dziewczynę po tej stronie gór. Trzy miesiące temu doszło do ślubu.
Zrozumiałem z tego, że:
- Hiro już nie należy do grona wielbicieli jej piękna (jak przed czterema miesiącami)
- była łatwa do uwiedzenia
- rodzice kłamali, że nie zgodzą się na ślub.
O to chodziło?


e. literka

Awatar użytkownika
moleskine
Sepulka
Posty: 4
Rejestracja: czw, 24 kwie 2014 11:42
Płeć: Mężczyzna

Re: Opętanie

Post autor: moleskine » pn, 28 kwie 2014 16:45

I ja napisze coś od siebie. Całe lata tego nie robiłem, ale trzeba w końcu rdzę zetrzeć i zacząć.
Michiko cicho przygotowała śniadanie nie chcąc obudzić męża. Wczoraj wrócił późno ze spotkania z przyjaciółmi. Ubrała się i już stała w progu, gdy podszedł do niej Hiro.
− Wybierasz się gdzieś?
Kobietę owionął zapach alkoholu.
− Idę do świątyni złożyć ofiarę i spotkać się z moją matką.
− Chcesz iść sama? Przecież możesz spotkać po drodze jakiś mężczyzn. Wiem jak patrzą na ciebie mieszkańcy naszej wioski…
Michiko była bardzo ładną kobietą. Hiro jeszcze cztery miesiące temu należał do grona wielbicieli jej piękna. Wiedząc, że jej rodzice nie zgodzą się na ślub, uwiódł ją, chcąc pokazać, że może zdobyć najładniejszą dziewczynę po tej stronie gór. Trzy miesiące temu doszło do ślubu.
− Zaczyna szerzyć się zaraza, powinniśmy wyprosić opiekę dla mojej matki – powiedziała.
− Dla twojej matki? Nie lepiej wyprosić opiekę dla siebie?
− Modli się za nas i za naszą wioskę, a za nią nikt.
− Nigdzie nie idziesz – złapał ją za rękę. – Teraz wiele osób idzie do świątyni, a nie wszyscy mają dobre intencje.
Michiko przez moment spoglądała na męża, ale opuściła głowę i odeszła od drzwi. Późnym popołudniem poszli do pobliskiego lasu, by zebrać drewno.
Ten fragment, czyli de facto pierwsze kilka zdań utworu, daje obraz tego, z czym mam do czynienia w całym tekście – kompletny brak logiki. Ciąg wydarzeń jest poszatkowany, wygląda to tak, jakby ktoś zapomniał co to jest ciąg przyczynowo-skutkowy. Dziewczyna cicho krząta się po kuchni, bo mąż śpi. W momencie jednak wychodzi i u progu podchodzi do niej mąż? Wstał? Nie spał w ogóle? Obudziła go? Przecież wszystko starała się robić jak najciszej. Inny przykład tego poszatkowania i braku sensu, to „uwiedzenie”. Albo Autor nie wie, co znaczy to słowo, albo zupełnie nie to chciał przekazać czytelnikowi. Facet wie, że rodzice kobiety nie zgodzą się na ślub. Więc ją uwiódł i się z nią ożenił. Ale jak? Skoro rodzice nie wydają pozwolenia na ślub, to jak? Chyba, że słowo klucz to „porwał” a nie „uwiódł”. Nic nam na razie nie wiadomo o tym, czy dziewczyna sprzeciwiła się woli rodziców i uciekła z facetem, czy jednak po negocjacjach, czterech podarowanych krowach i dwóch litrach sake ojciec Michiko zgodził się oddać rękę córki. Mało tego, cała ta sytuacja jest zupełnie nieistotna z punktu widzenia czytelnika, nic nie wnosi do historii, nie „rozgwieżdża” nam tekstu na nowe wątki. Ot, chcieliśmy dodać trochę trudnego romansu, to mamy. Jedyne co uda się nam wyciągnąć z tego wątku to fakt, że dziewczyna jest świeżo po ślubie (co nie jest istotne), że ma rodziców (co jest jeszcze mniej istotne, ale o tym za chwilę), oraz że jej facet jest kobieciarzem-zdobywcą, który chciał pyknąć najładniejszą laskę we wsi (to akurat jest najmniej ważne).
Kolejny przykład braku logiki to kwestia zarazy. Szerzy się po świecie (albo nie), ludzie umierają (albo nie), ogólnie sytuacja jest dramatyczna (albo i nie), by wszyscy w całej tej historii będą do niej wracać. Nic jednak o zarazie nie wiemy – i ja nie oczekuję tutaj wyjaśnienia, czym jest, skąd nadeszła i czym się objawia. Przydałoby się jednak kilka zdań jakiegokolwiek wyjaśnienia, o co w ogóle chodzi. Skoro bowiem utwór ma zakończyć się (ło-boże-tera-będzie-spojler) niebotycznych rozmiarów cliffhangarem właśnie na temat zarazy, wypadałoby ją czytelnikowi chodziaż jakkolwiek przybliżyć, zasiać w nim to ziarenko niepokoju. Tutaj jednak nie ma takiego zabiegu, a więc mamy pół-tragiczny (jak się później okaże) romans. Przy zarazie już będąc. Panuje nam ta zaraza, straszna niczem sama Buka, ale pójście do lasu po chrust nie stanowi problemu i żadnego zagrożenia? Idźmy dalej.
Nawet nie spostrzegła, kiedy Hiro zniknął jej z oczu. Zobaczyła za to młodego mężczyznę, który wyróżniał się białym strojem.
Wyróżniał się od czego, albo od kogo? Nie wiemy nawet jak ubierali się mieszkańcy wioski. Wyróżniał się z grupy innych mężczyzn, którzy łazili po lesie? Nie ma ich tam? Wyróżniał się „z lasu”? Człowiek w swej naturze (nie licząc snajperów) raczej wyróżnia się spośród innych stworzeń oraz leśnej flory tak czy siak.
− Jak ci na imię dziecko? – odezwał się do niej.
Kobieta podskoczyła przestraszona. Zaczęła panicznie rozglądać się, czy w pobliżu nie ma jej męża.
− Dlaczego się boisz?
Sam bym się bał, gdyby facet, którego dopiero zauważyłem gdzieś w lesie nagle zmaterializował się przy mnie i zaczął do mnie gadać. Jak to jest, że weszli do lasu, gdzieś między drzewami zniknął jej mąż i zauważyła (nie wiemy gdzie, blisko czy daleko) faceta w białym stroju. Nie wpadli na siebie, a przynajmniej nie wynika to z treści utworu.
− Nie musisz się obawiać, jestem wysłannikiem ze świątyni. Jesteś Michiko, prawda?
− Skąd zna pan moje imię?
Czy skoro jest wysłannikiem świątyni, w której przesiaduje jej matka, Michiko, która – jak mniemam – matkę odwiedza często, nie rozpoznała tego gościa. To wioska, a nie 40-tysięczne miasto. Skoro facet był kimś obcym, ewidentnie skłamał, że jest wysłannikiem z świątyni (czyli kapłanem? Jakimś zakonnikiem?) i do tego wyróżniał się spośród innych znanych Michiko ludzi strojem, główna bohaterka okazuje się bardzo głupią kobietą rozmawiając z nim. Szczególnie w czasach zarazy. O! Zaraza – za moment znowu będzie coś o niej, szkoda, że dalej nic nie wiemy...
− Przysyła mnie twoja matka, powiedziała, że na pewno będę wiedział, że ty to ty.
− Mama?
− Nie pojawiłaś się dziś w świątyni. Od dłuższego czasu prosiła mnie o pomoc. Wiesz o zarazie, prawda?
− Tak.
− Więc, czy chcesz przyjąć pomoc, o którą tak bardzo prosiła dla ciebie twoja matka?
− A co z nią? Przecież ona też może zachorować…
− Przykro mi to stwierdzić, ale już jest chora, jeszcze o tym nie wie – powiedział ze smutkiem, − jej życzeniem jest ocalić ciebie i twoich najbliższych. Dobrze się stało, że dziś nie wyszłaś poza wioskę.
Po pierwsze – wszyscy, nawet czytelnik, wiedzą już o zarazie. Cała wieś wie o zarazie. Po drugie – dziewczę z mężem WYSZLI POZA WIOSKĘ! Poszli do lasu! Zresztą, inna sprawa – świątynia jest poza wioską? To dlaczego mieliby na Michiko ślinić się inni mężczyźni z wioski? Po trzecie – O! Jest coś o zarazie! Wiemy już, że matka jest chora. Ale na co? Ale że umrze? Czy też może ma tylko lekki katar, albo co gorsza inne objawy alergii?
Dziewczyna przed dłuższą chwilę z niedowierzaniem spoglądała na mężczyznę. Nie mogła w to uwierzyć, ale widziała w jego oczach smutek. Padła na kolana starając się powstrzymać płacz. Skryła twarz w dłoniach.
− Spójrz na mnie… Chcesz przyjąć pomoc, o którą prosiła? – powiedział do niej łagodnie, klękając przy niej. – To jest jej życzenie.
– Naprawdę? – zapytała powstrzymując łkanie.
− Nie okłamałbym ciebie.
− A nie możesz jej uratować? Moja wioska jest odseparowana, zaraza może do nas w ogóle nie dotrzeć. Błagam cię uratuj ją!
− Mogę ochronić przed chorobą, a nie z niej wyleczyć. Takie mam zadanie. Jaka jest twoja decyzja?
Aaaa! A więc wioska jest odseparowana. Dobrze, że Autor zdecydował się na tak wygodne rozwiązanie, oszczędzając sobie – po raz kolejny – jakichkolwiek trudów w opisie zarazy, jej przebiegu czy nawet objawów. Nikt nie jest chory, wszyscy zdrowi i szczęśliwi. Ale skoro Michiko może wyjść do świątyni, inni mieszkańcy też mogą. I naprawdę nikt nie zaraził się w świątyni, w której przecież zachorowała jej matka? Problem takich wygodnych zabiegów upraszczających świat utworu jest taki, że gruba nić, którą to wszystko jest pozszywane bardzo łatwo rzuca się w oczy.
Michiko wciąż płakała. Prosiła przybysza o ratunek dla matki, ale on uparcie jej odmawiał.
− Zrozum dziecko, to moja jedyna forma pomocy, jaką mogę ci ofiarować. Uszanuj decyzję twojej matki.
− Dobrze, oddam się pod twoją opiekę.
− Podaj mi rękę.
Wyciągnęła przed siebie morką od łez dłoń. Mężczyzna dotknął jej paznokci i zniknął. Dziewczyna przez moment z niedowierzaniem spoglądała przed siebie. Po chwili podbiegł do niej Hiro.
Primo – jak to „pod opiekę”? Skąd dziewczę wiedziało, że facet w białym stroju będzie jej w jakikolwiek sposób patronował. Skoro był wysłannikiem z świątyni to logika nakazuje raczej spodziewać się jakiegoś specjalnego błogosławieństwa kapłana, jakiegoś leku, który miałby uchronić dziewczynę i jej bliskich (czyli męża, o ojcu zapomnijmy, bo ewidentnie nie ma go w tej opowieści, choć jeszcze 3 miesiące temu nie zgadzał się na ślub. I tyle go widzieli) przed zarazą. Ten jednak dotyka paznokci dziewczyny. Domyślam się, że w geście tym chodziło pewnie o maksymalną tajemniczość i magiczność, ale dotykanie paznokci jest jest... dziwne, a same wyrażenie „dotknął jej paznokci i zniknął” wywołało u mnie uśmiech. Miało być pewnie inaczej – miałem się zastanawiać, kim był ten facet, miało to we mnie zasiać to ziarenko niepokoju, o którym pisałem wcześniej. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Po chwili do dziewczyny dotkniętej w paznokcie podbiega mąż. To znaczy, zgubił się o znalazł ją? Czy widział to co się stało? (Oczywiście, że nie widział, to byłoby zbyt niewygodne dla historii)
− Co się stało? – zapytał, spoglądając na jej zapłakaną twarz.
− Mam… przeczucie, że z mamą dzieje się coś złego – powiedziała.
Nie miała odwagi przyznać się, że spotkała mężczyznę, chociaż zniknął tak szybko jak się pojawił.
Po kilku dniach młoda mężatka przestała odzywać się do otaczających ją ludzi, w nocy nie spała, tylko spoglądała w niebo nieruchomym wzrokiem. Przestała też chodzić. Czasem szeptała do siebie niewyraźne słowa. Dom Hiro często odwiedzali sąsiedzi, chcąc na własne oczy zobaczyć Michiko.
„- Ok – powiedział Hiro. - Zbieraj dalej chrust. Robię dzisiaj małą imprezę dla kolegów i ma być ciepło w chatce. Widze, że płaczesz i jesteś roztrzęsiona, ale miejmy już z głowy te zbieranie i wracajmy. Co na obiad?”. Czy naprawdę sądzisz Autorze, że zostawienie takiej dziury w fabule jest w porządku. Mąż Michiko jest dosłownie pustą figurą, która potrzebna Ci była do wydumanego, nieszczęśliwego romansu rodem z najprostszych anime. Znajduje swoją kobietę zapłakaną w lesie i... na tym kończy się wątek. Michiko zresztą jest również figurą – posłusznej, uległej i kompletnie głupiej młodej kobiety, nieszczęśliwie zamężnej. Ten obrazek spotkać można również w słabych anime. Tak prawdę powiedziawszy, ta historia coraz bardziej zaczyna mi tanim anime pachnieć. Uprzedzam fakty – będzie tak do samego końca.
Dziewczyna zapada na zdrowiu, a jako że wygodnicki autor nie uraczył nas opisem zarazy, nie wiemy co się dzieje. Dziewczyna przestaje mówić i spać. Aha i przestaje też chodzić. Wieśniacy robią najmniej logiczną rzecz – w czasach zarazy, wiedząc, że młoda mężatka jest na COŚ chora, odwiedzają ją. No przecież to najlepszy z pomysłów w czasach, gdy tylu ludzi choruje (lub nie choruje...).
− Co się jej mogło stać? – spytał naczelnik wioski uważnie przyglądając się pięknej kobiecie.
− Może to kara? – zagadnęła sąsiadka. – Może rzuciła na nią klątwę jakaś zazdrosna kobieta, bo jej mąż zbyt często się za nią oglądał?
Wieśniacy próbowali znaleźć w domu jakiś przedmiot, które mogłyby być nośnikiem klątwy, ale nic nie znaleźli. Plotki o rzekomej karze rozeszły się szybko i podsunięto nawet pomysł, że może Michiko zdradziła męża, a to był efekt jej czynu.
W czasach wielkiej zarazy, która (podobno) panuje, rozchorowana, sparaliżowana kobieta nie wzbudza paniki czy niepokoju. Ludzie wchodzą, wychodzą, przeszukują mieszkanie. Pierwsza myśl – klątwa, zdrada, kara. Serio? Najbardziej podpada mi tutaj właśnie ten brak logiki, bo sam fakt, że ktoś wydedukował, iż może rzucona została klątwa akurat mi nie przeszkadza.
Już trzeciego dnia dziwnego zachowania Michiko do domu małżeństwa przychodziła młodziutka Nanami pomagając Hiro w opiece nad domem i chorą. Mężczyzna już dwa dni później zaczął coraz częściej wychodzić z domu pod byle, jakim pretekstem. Dziewczyna początkowo nie chciała go o nic wypytywać, ale przełamała się, gdy przestał wracać na noc.
W jednym akapicie poznajemy nową bohaterkę historii, zresztą bez żadnej osobowości i charakteru, która – jakież to wygodne – okazała się dobrą przyjaciółką Michiko (co wyniknie później). Bardzo rzuca się też w oczy to przesadne przywiązanie do czasu w tym akapicie. Zupełnie niepotrzebne. „Już trzeciego dnia zjawiła się Nanami”, „już dwa dni później Hiro zaczął wychodzić z domu”. Wiem, że Autor chciał przekazać nam dwie podstawowe rzeczy – że Nanami jest dobrą dziewczyną, która od razu zareagowała na chorobę swojej (podobno) bliskiej koleżanki oraz że Hiro mając w domu pomoc ze strony dziewczyny zaczął wychodzić z domu, imprezować i sypiać z innymi kobietami. Autor uczynił to jednak tak brzydko, że bardziej rzuca się w oczy słabo sklecone zdanie niż sens akapitu. Ten fragment jest zresztą kolejną próbą nadania jakiegokolwiek wymiaru mężczyźnie, czego dowodem jest zresztą odbywający się zaraz po tym wstępie dialog:
− Dlaczego wczoraj i przedwczoraj nie wróciłeś w nocy do domu? Coraz rzadziej tu zaglądasz i wiem, że nie spędzasz czasu z mężczyznami z wioski…
Mężczyzna obrzucił dziewczynę potępiającym wzrokiem.
− Co tym możesz o tym wiedzieć… jesteś mężczyzną? Wiesz, co to znaczy mieć kaleką żonę? Może ona rzeczywiście mnie zdradziła i to jest jej kara…
− Michiko by tego nigdy nie zrobiła… spędzałyśmy tyle czasu razem! Ja też bym nigdy cię nie zdradziła…
Hiro westchnął ciężko i położył się na swoim miejscu nawet nie spoglądając na swoją żonę.
− Idź już do siebie… przepraszam, nie powinienem na ciebie krzyczeć.
Nagle okazuje się, że Michiko i Nanami spędzały ze sobą kupę czasu, podczas gdy wcześniejsza część historii uświadamia nas, że Hiro był chorobliwie zazdrosny i nawet do świątyni swojej żony nie wpuszczał. Myślę, że przyjaźń pomiędzy tymi dwoma kobietami byłaby na tyle istotna dla wciąż trzymanej pod dachem Michiko, że Autor wcześniej raczyłby nas o tym poinformować. Tak się jednak nie stało. Nanami jest kolejnym wygodnym zabiegiem, by pokazać nam zły, zepsuty charakter Hiro – co się oczywiście nie udało. Po kilku dniach (a przynajmniej takie wrażenie odniosłem z akapitu wcześniej) młoda Nanami znajduje w sobie dość woli, by wygarnąć panu tego domostwa, że nie wraca na noc. Skąd ona wie? Zamieszkała tam? Oczywiście, że nie – tego dowiemy się później. Inną sprawą jest fragment „Ja też bym nigdy cię nie zdradziła…”. Kolejna próba nadania tej płaskiej, bezwyrazowej historii jakichś śladów tragicznego romansu. Platonicznie zakochana w Hiro Nanami zbliża się swego ukochanego dzięki chorej żonie, którą się na co dzień opiekuje. Szkoda, że wcześnie nie wiedzieliśmy nic na temat tej bohaterki, tego, że jest przyjaciółką Michiko, że podkochuje się w Hiro. Nie wiedzieliśmy nawet, że Hiro ma wzięcie we wsi. De facto, prócz imion i nieudolnych prób nadania im charakteru przez zbiór nielogicznych i często wygodnickich zabiegów, nie znamy tych postaci. Nie mam żadnego emocjonalnego związku z Hiro, który jest tekturową wycinanką stereotypowego quazi-japońskiego wieśniaka, który pracuje, pije i zdobył młodą żonę, bo uprzedmiotawia kobiety. Nie czuję nic do Michiko, która jest również mierną, bezwyrazową próbą nakreślenia stereotypowej, znanej z anime młodej, pięknej wiejskiej dziewczyny. Niewinnej, bogobojnej i dobrej. Problem w tym, że kompletnie obdartej z charakteru. Nie wiem nawet po co w tej historii znajduje się Nanami. Jest dla mnie nikim, bo jak inaczej nazwać postać, która nagle wyskakuje z tłumu innych bezwyrazowych wieśniaków, jest jakimś cudem bliską przyjaciółką chorej bohaterki i prócz tego, że czuje coś do Hiro nie wiemy o niej nic. Kreacja bohaterów tej historii jest jednym z najsłabszych jej elementów. Każda postać jaką kreujesz Autorze jest bez wyrazu. Żona- piękna, mąż – szowinista, młoda dziewczynka – zakochana i zazdrosna. Tyle.
Po dwóch tygodniach do wioski wezwano kapłana ze świątyni. Mężczyzna przybył dopiero po ośmiu dniach tłumacząc się zarazą. Był młody, ledwo po ostatnich inicjacjach. Zabrał pieniądze na ofiarę, odprawił krótki rytuał i oświadczył, że nie ma już nic do zrobienia. Rozwiązanie zostawił w rękach wieśniaków.
Dlaczego dopiero po dwóch tygodniach? Co ich zatrzymało przed wezwaniem go natychmiast? Pewnie zaraza. Dlaczego jednak przybywa on dopiero po ośmiu dniach? Pewnie zaraza. Zaraz jest w Twojej historii wytrychem, który otwiera każde drzwi, rozwiewa wszelkie wątpliwości i nakazuje przestać zastanawiać się nad szczegółami, które są bardzo słabo dopracowane. Dlaczego droga z świątyni, do której Michiko chciała wybrać się rankiem nie pakując nic ze sobą trwała osiem dni – zaraza. Dlaczego wieśniacy nie reagują na to, że w ich wiosce, odseparowanej od reszty świata nikt nie reaguje na potencjalnie zarażoną kobietę – zaraza. Dlaczego do teraz nie wiemy co się stało z ojcem tej kobiety, dlaczego nie przybył do chorej córki – pewnie zaraza. Dlaczego ta cała historia w ogóle nie trzyma się kupy – zaraza.
Ja już wiem, co jest zarazą w tej opowieści – lenistwo. Chciał Autor opowiedzieć historię. Rodem z anime to historia – o młodej, trochę nieszczęśliwej młodej mężatce i jej facecie, standardowym japońskim szowiniście. Jak jednak sprawić, by z tej obyczajówki wyszło coś więcej? Najlepiej dodać element fantastyczny – zarazę i opętanie. Problem w tym, że te dwa wymyślone na poczekaniu, proste jak budowa cepa i płytkie jak kałuża elementy nie wystarczą.

I już napiszę dlaczego. Mamy krainę, w której panuje zaraza. Mamy też wioskę, cudownie ocaloną. Pierwszym elementem, na który czytelnik zwróci uwagę jest świat, do którego go Autorze zapraszasz. A zaprosiłeś mnie do krainy, w której nie ma nawet cienia realizmu. Skoro zaraza – to jaka? Do teraz nie wiem nic na temat tej tajemniczej choroby, która toczy ludność tej krainy. Skoro wioska-azyl, to jaka? Czym jest to miejsce, w którym dzieje się akcja? Wciąż tłuczesz o zarazie i tragedii, ale nigdzie jej nie widać. I nie wmawiaj mi, a próbujesz, że wioska jest cudownie ocalona i odseparowana. Gdyby tak było, pod bramami tłoczył by się spory tłum ludzi, chcących schronić się w miejscu, gdzie zaraza nie dociera, handel zupełnie by zamarł, a ludzie mieliby kompletny zakaz opuszczania tego miejsca. Gdyby było tak jak piszesz, zaraza i tak miałaby wpływ na życie ludzi w tym miejscu. Problem jednak w tym, że w tej mieścinie życie w ogóle się nie toczy. Michiko leży i pachnie – gotuje obiady i jest piękna. Hiro – imprezuje i jest zazdrosny. A reszta... no cóż, reszty niemalże nie ma. Oprócz kilku momentów, gdy ci ludzie coś robią, o czymś rozmawiają i podejmują jedną decyzję, de facto w tym świecie nie dzieje się nic.

− Została opętana przez lisa.
Słowa te rozeszły się po wiosce lotem błyskawicy. Demon był podobno zbyt silny żeby odprawić egzorcyzm. Hiro został zmuszony przenieść Michiko do opuszczonego domu leżącego na obrzeżach wioski. Mieszkańcy po wyjeździe kapłana zebrali się, by podjąć odpowiednie decyzje.
Opętana przez lisa. Czyli przez zwierzę? Jeśli „lis” miał być nazwą własną demona, proponowałbym pisać od dużej litery. A teraz do treści... Demon był zbyt silny, by odprawić egzorcyzmy, mąż zmuszony zabrać żonę w odludne miejsce na skraju wioski, mieszkańcy (żywi i aktywni) zbierają się, by podjąć jakąś decyzję. Pytanie tylko – po co. Znów Autor stwierdził, że tego czytelnik wiedzieć nie musi. Co to za demon i jaki wpływ jego obecność będzie miała na mieszkańców? Od bliżej nieokreślonego czasu (choć biorąc pod uwagę niektóre zapiski, przynajmniej od miesiąca) opętana leży sobie w domu, milczy, nie rusza się, nikomu nie wadzi. I nagle wielkie przenosiny, zebrania i decyzje? Ale po co? Znów się fabuła nie trzyma kupy, a kapłan został wstawiony do tej opowiastki tylko o to, by podrzucić kolejny element fantastyczny, by ten bardzo nieudany romans mógł się znaleźć na forum Fahrenheita – czyli demony. Uuuu.
− Nieszczęście chodzą parami – odezwał się naczelnik wioski. – Nie dość, że w okolicy panuje choroba, to jeszcze u nas jest opętana.
− Nie może tu zostać – oświadczył jeden z mężczyzn.
− Nie ma sensu próba zabójstwa – dopowiedziała stara kobieta. – Demon opuści jej ciało, żeby nie stała się mu krzywda i może szukać zemsty.
− Jest tylko jedno wyjście – odezwał się starzec. – Mąż musi opuścić z nią wioskę.
Dnia następnego oddelegowano Nanami do domu, gdzie przebywało małżeństwo. Stanęła przy wejściu, ale nie miała odwagi przekroczyć progu. Teraz cieszyła się, że nie jest tak ładna jak Michiko, gdyby było inaczej to ją mógł opętać lis.
Jasna cholera. Jaki popaprany świat Autorze mi przedstawiasz. „Nie ma sensu próba zabójstwa”... o co w ogóle chodzi? Jakiego zabójstwa? Dlaczego Michiko nie może zostać w wiosce? Dlaczego ten demon jest tak groźny? DLACZEGO CZYTELNIK TEGO NIE WIE (i – tutaj spojler – nigdy się nie dowie!). No i ostatni element układanki. Starszyzna wioski wysyła z komunikatem małą dziewczynkę. Autor stwierdza, że za mało jeszcze wiemy o tej arcyważnej bohaterce, albo – z lenistwa – nie chciało się mu wymyślić kogoś nowego. To się naprawdę nie trzyma kupy. Ja gdzieś, pod tym całym pogmatwaniem i brakiem logiki widzę pomysł. Ale ten pomysł, a raczej jego ślad, to za mało.
− Mogę cię na chwilę poprosić? – zagadnęła nieśmiało.
Zrobiła to z pewnością słodkim głosem wprost z anime (wiem, zaczynam robić się wredny, ale to opowiadanie zaczyna coraz bardziej denerwować).
Mężczyzna zbladł. Przez moment zastanawiał się, co ma powiedzieć.
− Mówiąc szczerze spodziewałem się takiej reakcji – oświadczył, – ale czy muszę odchodzić z nią? Nie można tego w inny sposób rozwiązać?
Nanami przez moment spoglądała na mężczyznę z szeroko otwartymi ustami.
− Obawiam się, że nie, ale… jeśli tylko chcesz pójdę z tobą – wyrzuciła z siebie pochylając gwałtownie głowę, żeby ukryć rumieńce.
Hiro zbladł, zabrakło mu języka w gębie, po czym stwierdził twardo „Spodziewałem się”. Kolejny raz wytykam brak logiki. Naprawdę zaczyna mnie to już nudzić i irytować. Po drugie – dziewczę wyrzuciło z siebie jakiś tekst, po czym spuściło głowę by ukryć rumieńce.... AAAAANIIIIIMEEEEEEEEEE!
Hiro przez dłuższą chwilę spoglądał przed siebie.
− Dobrze, skoro tego chcą… A ty nie powinnaś skazywać się na tułaczkę ze mną i moją chorą żoną.
− Na pewno będzie ci łatwiej, jeśli będę ci towarzyszyć – powiedziała cicho. – Poza tym może dzięki temu złagodzimy gniew wygnanego lisa.
Czym jest wygnany lis? Jak można złagodzić jego gniew? Odchodząc z wioski w składzie chora kobieta, stereotypowy japoński mężczyzna i mała dziewczynka? Być może jakieś pradawne zwoje kryją w sobie odpowiedź na to nurtujące pytanie. Szkoda, że nie mam ich pod ręką, bo to opowiadanie żadnej odpowiedzi mi nie udziela.
Widać natomiast wyraźnie, że w tym momencie miał się tutaj potencjalnie utworzyć już bardzo wyraźnie miłosny trójkąt. Mąż, chora żona i dziewczyna, która opiekuje się żoną i kocha w mężu. Problem w tym, że prócz zarysu tego pomysłu nie ma tutaj nic, a dziury w treści teraz zamiast zarazy łata się słowem „demon” i jemu pochodnymi „lis”, „wygnany lis” i tak dalej.
Mężczyzna przyglądał się dziewczynie. Nie miała rodziców, nic jej tutaj nie trzymało. Mieszkała z ciotką, która wykorzystywała ją do najgorszych prac.
BOŻE! Nareszcie! Wiem, kim jest Nanako. Nie, zaraz... Nanaki? Nanamo? Nanami? Tak bardzo interesuje mnie ta postać, że naprawdę trudno zapamiętać jej imię. Drastycznie teraz ironizuję, ale chcę uświadomić, że na tym etapie, ta postać nawet z najtragiczniejszą historią, w ogóle nikogo nie obchodzi. Zresztą, trudno powiedzieć by ktokolwiek mnie w tej historii obchodził.
− Robisz to tylko na swoją własną odpowiedzialność. Jutro o świcie wyruszamy, zabierz ze sobą jedzenie i najważniejsze rzeczy.
− Tak! – niemal wykrzyknęła.
Hiro jeszcze przez chwilę wpatrywał się w jej oddalającą się sylwetkę. Wiedział, że nie był to najrozsądniejszy pomysł, ale samemu będzie mu zbyt trudno, a ona już zajmowała się jego chorą żoną.
Tak, to bardzo logiczne, szczególnie biorąc pod uwagę, że w lesie miał zamiar pozbyć się żony. Ups, spojler. Taki twist zepsuć...
Kolejna nielogiczna decyzja – po co zabiera ze sobą tę dziewczynkę. Wiemy już, że żony nie kocha, jest dla niego ciężarem. Teraz kazali mu się z nią wynieść. Robi to bardzo, bardzo niechętnie. Za kilka akapitów okaże się, że po prostu w tym lesie ją porzucił. Po co brać ze sobą tą małą?
Dnia następnego Nanami z bagażem i Hiro z Michiko na plecach opuścili wioskę.


Właśnie wyobraziłem sobie młodą dziewczynkę, która niesie ogromny plecak, na tym plecaku siedzi facet, na plecach mają swoją chorą żonę. Silna jest ta Nanami. Nudna, ale silna.
Mieszkańcy dopiero wieczorem odważyli się pójść do chaty, by się upewnić, że opętana na pewno odeszła.
To nikt tego nie nadzorował? Nikt tego nie przypilnował, by opuścili wioskę? Kolejny przykład już nie braku logiki, ale skrajnego debilizmu starszyzny z tej mieściny. Jakim cudem osada oparła się zarazie, przecież biorąc pod uwagę podejście tych ludzi do podejmowania ważnych decyzji, ta wioska jako pierwsza powinna wymrzeć.
Wędrowali przez tydzień nim skończyły się im zapasy. Szli przez góry, więc podróż była wyczerpująca. Hiro coraz bardziej zdawał sobie sprawę z tego, że to wszystko go przerasta.
Dopiero teraz? A nie wtedy, gdy jego żona przestała chodzić? Gdy wymykał się, by zaliczać inne kobiety, wypierając tym samym świadomość domowej tragedii? Nie wtedy, gdy dowiedział się, że to nie choroba a opętanie? Nie wtedy, gdy kazali mu się wynieść? Dopiero, gdy ją niósł?
Widzisz, Autorze, przez Twoje niechlujstwo ten akapit sugeruje, że Hiro dotychczas dzielnie znosił trudy codzienności, był dobrym i kochającym mężem, opiekował się żoną, a dopiero ta wędrówka zaczyna go przerastać. Tak jednak nie było. Kolejny raz wpuszczasz czytelnika w maliny.
Wsparciem była dla niego Nanami. Może nie była zbyt ładna, ale była zdrowa i chętna do pomocy.
To znaczy, że zaraza Nanami nie dotknęła... Uff, bo już się bałem, że w końcu dowiemy się, czym jest zaraza. Na szczęście Autor czuwa.
Hiro znał tą okolicę, wiedział, że o godzinę drogi stąd jest niewielka wioska. Dał Nanami pieniądze i kazał kupić jedzenie. Chciał pomyśleć w samotności.
Kolejna wygoda Autora. Wioska była ODSEPAROWANA, a więc zwiedzanie okolicy raczej nie wchodziło w grę. Hiro czas swój spędzał na nie-wiadomo-czym, na pewno chlał i zaliczał panny. Nie był traperem, ani drwalem, a przynajmniej my tego nie wiemy. Skąd mógł znać tamte tereny? Wędrowali już ponad tydzień, pokonali kawał drogi.
− Może ty pójdziesz? – zaproponowała nieśmiało dziewczyna. – Ja popilnuję Michiko. Przyda ci się odpocząć, wyjść między ludzi. Jesteś coraz bardziej poddenerwowany.
Mężczyzna obrzucił Nanami potępiającym wzrokiem. Dziewczyna speszyła się i bez słowa poszła w wyznaczonym kierunku. Gdy oddaliła się, Hiro podszedł do swojej żony.
Pozwólcie, że spróbuję tutaj coś podsumować. Nie wiadomo kiedy zaczęła się zaraza, ale akcja w opowiadaniu trwa przynajmniej miesiąc. W tym czasie zaraza (uuuuuu!) rozprzestrzenia się po krainie. Hiro nie był tej okolicy przynajmniej od czasu, gdy obserwujemy mrożące krew w żyłach przygody małżonków (i młodej Nanako... Nanami!). Niemniej, Hiro – będąc mężczyzną z krwi i kości, w dodatku japońskim i na wskroś przerysowanym – wysyła młodą dziewczynkę do jakiejś wioski, ryzykując, że po prostu się zarazi, wróci i zarazi jego. F**k logic. Skąd w ogóle wiedział, że dziewczyna tę wioskę znajdzie. Wędrowali PRZEZ GÓRY, nie jakimś traktem. On znał okolicę, ale ona nie. Niemniej, dał jej pieniądze (cholera wie, skąd je miał, skoro z tego co wiemy był bezrobotnym lowelasem) i wysłał. Geniusz.
− Słyszysz mnie? – odezwał się do niej.
Kobieta nawet na niego nie spojrzała.
− Michiko ocknij się. Będę musiał cię zostawić, rozumiesz? Nie mogę tak z tobą żyć. Nie możesz być żoną w takim stanie. Daj mi jakikolwiek znak.
Żadne z jego słów do niej nie dotarło. Mężczyzna przygryzał wargę, nerwowo spoglądając na piękną kobietę. Po chwili westchnął ciężko i przeczesał włosy palcami.

Przykład bezpodstawnego trwonienia słów. Te kilka linijek tekstu można byłoby zamknąć w dwóch zdaniach, gdy Hiro z trudem (chyba) wyznaje jej, że będzie zmuszony ją zostawić. Tutaj jednak pojawia się opis każdego jego ruchu, przygryzanie warg, przeczesanie włosów, nerwowe spojrzenie i westchnienie. Gdzieś, kiedyś, widziałem już takie niepotrzebne kawalkady gestów, przerysowanych i znajdujących się tam tylko po to, by wzmocnić i tak już niemożebnie mocne i widoczne emocje bohatera.... ANIME! Hiro brakuje jedynie wyimaginowanej, wielkiej kropli potu (niebieskiej!), która spłynie po jego czuprynie. Albo w okolicach skroni. Autorze, zamiast skupiać się na oddawaniu teatralnych, nic nie znaczących gestów, skup się na treści dialogów, tam pokazuj emocje.
Gdy wróciła Nanami ruszyli w dalszą drogę, ale Hiro zmienił nieco kierunek wędrówki. Po dwóch dniach, w nocy, starając się być jak najciszej wziął na ręce swoją żonę. Zaniósł ją do niewielkiej jaskini znajdującej się o godzinę drogi od ich obozowiska. Znajdowali się w odludnej części gór, więc wiedział, że Michiko nie powinna zostać zbyt szybko odnaleziona.
Skąd Hiro wiedział, że jest tam jakaś jaskinia... Aaaa, no tak – bo tak było najwygodniej dla Autora. Dlaczego wszystko w tej opowieści jest albo dwa dni, albo o godzinę drogi od czegoś innego? Inna sprawa – skąd Hiro wiedział, że wioska czy jaskinia są akurat o GODZINĘ drogi od miejsca, gdzie się znajdował? Mierzył czas? Jakim cudem?
Rankiem, gdy się obudzili, Nanami wpadła w panikę. Hiro nie chcąc się zdradzić, zaproponował poszukiwania, ale omijał miejsce, gdzie ją zostawił. Wrócili do obozu popołudniu. Podjęli decyzję, by poszukać jej jeszcze jutro. Dziewczyna z jednej strony cieszyła się, że Michiko zaginęła, ale z drugiej wstydziła się tego uczucia. Dzięki temu Hiro stał się znów wolny.
Coraz bardziej dociera do mnie, że Nanami cierpi na cyklofrenię. Gdy jest w fazie depresyjnej spada jej samoocena (przyznaje np. przed sobą, że nie jest tak ładna jak Michiko), wycofuje się z kontaktów społecznych (opuszcza wioskę z małżeństwem), a gdy w fazie maniakalnej nagle ma urojenia (Michiko jest jej przyjaciółką), ma zawyżoną samoocenę i odhamowanie seksualne (stara się zdobyć mężczyznę, mimo że ten przeżył rodzinną tragedię). Jako, że wiem iż nie był to zabieg celowy – szczególnie że Hiro i Nanami po następnym akapicie znikną i nigdy się nie dowiemy, co się z nimi stało – wydaje mi się, że Autor powinien poważnie przemyśleć to, jak buduje swoje postaci, na czym się wzoruje, jakie cechy im nadaje.
Trzeciego dnia po tym jak Hiro zostawił Michiko, odwiedził ją niespodziewany gość. Samotny, stary wędrowiec chciał znaleźć miejsce, gdzie mógłby przeczekać deszcz. Nie zamierzał tam wejść. Znał w tym miejscu inną jaskinię, ale coś go tam przyciągnęło. Leżała tam niebywale piękna kobieta. Złapał ją za rękę, chcąc ją odwrócić, ale coś zwróciło jego uwagę. Pod wpływem jego dotyku jej skóra zapadła się i z trudem odzyskała swój kształt. Dziewczyna była odwodniona. Przez kilka godzin podawał jej ostrożnie wodę.
− Lisie, dlaczego opętałeś tą biedną kobietę? – zapytał.
Kobieta w żaden sposób nie zareagowała.
− Nie jesteś dzikim lisem, tylko zenko. Jesteś sługą bóstwa z lokalnej świątyni.
Dziewczyna po raz pierwszy spojrzała na niego pytającym wzrokiem, ale nie odezwała się ani słowem.
− Byłem kiedyś mnichem, przez wiele lat praktykowałem – powiedział jakby domyślając się, o co może chcieć zapytać. – Głównie zajmowałem się egzorcyzmami. Inaczej opętują nogitsune, inaczej zenko. Gdybyś był dzikim lisem ta kobieta nie byłaby taka spokojna i na pewno nie piłaby wody. Niedoświadczeni kapłani nie zobaczą różnicy. Dlaczego ją opętałeś?
Kobieta przez chwilę nie odezwała się, a potem pod nosem zaczęła mruczeć jakieś ledwo zrozumiałe słowa. Wędrowiec zbliżył się do niej. Po kilku chwilach zorientował się, że jest to zaklęcie, potężne zaklęcie odstraszające chorobę.
Ostatni fragment zostawiam w całości. Bo jest to idealny przykład zakończenia bez zakończenia. Kompletnie nieudanej próby rozwiązania historii, którą się wymyśliło i popełniło. Trójkąt romansowy już się zamknął. Młoda Nanami i Hiro zostawili chorą i odeszli, może będą razem, a może nie – mało istotne. Mamy tragiczny koniec małżeństwa. Zły mąż zostawia kochającą żonę i odchodzi. Pomysł się wyczerpał i trzeba było teraz jakimś cudem sprzątnąć ten bałagan w fabule, który się narobiło. No to jedziemy.

W mało dostępnej i odludnej części gór nagle znalazł się wędrowiec, były mnich-egzorcysta-wagabunda. Wow, co za przypadek, co za niespodziewany zabieg literacki. Wprowadzić tak ciekawego i zaskakującego bohatera, a jednocześnie tak przydatnego dla całej historii! Szapo-ba! No więc, ten to mnich-egzorcysta zauważył, że kobieta jakimś cudem pije wodę. Czyli – mam rozumieć – że początkujący egzorcysta tego nie wiedział? Nie spytał nawet o to? Sposób odróżnienia jednego demona od innego jest tak prosty, a pierwszy egzorcysta go nie znał? Bulszit, powiadam, bulszit. Kobieta mamrocze, mnich-egzorcysta się pochyla i rozpoznaje potężne zaklęcie odstraszające chorobę. DU-DU-DUUUUUUM! W końcu jest! Trzęsienie ziemi jak u Hitchcocka, zawias na koniec fabuły taki, że człowiek w głowę zachodzi, co było dalej, nie da się spać, paznokcie do krwi wygryzione... Dobra, koniec ironii. Czy chcesz mi, Autorze, powiedzieć, że istniało zaklęcie, które odstrasza zarazę i ten mnich-egzorcysta je znał? Skoro je rozpoznał to je znał. Czy chcesz mi powiedzieć, że rozwiązaniem wszystkich problemów tej krainy było to, by ktoś w wiosce mamrotał po nosem zaklęcia? I nikt na to nie wpadł? Nikt o tym nie pomyślał? Ten jeden, cudownym przypadkiem spotkany mnich-egzorcysta znał to zaklęcie? To zakończenie jest gorsze niż finałowy odcinek ostatniego sezonu „Jak poznałem waszą matkę”.

Podsumowując ten arcydługi post – splotły się w tym utworze dwa pomysły bardzo średnie. Jest zaraza i tylko jedna osoba może uratować swoich ludzi, ale oni ją odrzucają – to jeden. Jest małżeństwo, ale jest też ta trzecia, pojawia się trójkąt tragiczny … i potem coś wymyślę dalej – to drugi.
Ani jeden ani drugi pomysł nie został nawet odpowiednio przemyślany. Ja nie mówię o pisaniu, ale o przemyśleniu, o opracowaniu tego, co chciało się zawrzeć w opowiadaniu. Dziur jest tutaj więcej niż w serze szwajcarskim, dialogi sztampowe i nudne, wieje konwencją anime z każdego niemal kąta, a do tego udało Ci się, Autorze, stworzyć zupełnie nijakich, mało interesujących, a nawet – o zgrozo – irytujących bohaterów. W Twoim opowiadaniu nikt nie miał tak naprawdę niczego do powiedzenia. Większość z tego, co zostało im włożone w usta to oczywistości. Do tego kuleje tutaj logika i sposób budowania fabuły. Nie wypisałem tutaj błędów, na które się natknąłem. Lepiej robią to ode mnie inni. To wszystko, zamykam w końcu ten edytor tekstu i idę coś zjeść, bo przesiedziałem na tym sporo czasu. Pax!

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Opętanie

Post autor: Małgorzata » wt, 29 kwie 2014 21:33

Poc Vocem, Moleskine - uwielbiam Was. Zwłaszcza Wasze rozważania dotyczące Hiro. Cudne! :)))

Plan, Autorko. Trzeba mieć plan fabuły, żeby widzieć związki między epizodami i postaciami. A potem trzeba się zastanowić, które cechy bohatera są istotne dla opowieści. I które postacie są dla opowieści.
Zwłaszcza postacie. Bo inaczej to, czego nie ujęłaś w karby fabuły, Czytelnik, ta przebiegła bestia, okrutnie wykręci... I to Twoja wina. Tylko Twoja. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
sprutygolf
Sepulka
Posty: 87
Rejestracja: ndz, 17 lut 2013 14:05
Płeć: Mężczyzna

Re: Opętanie

Post autor: sprutygolf » śr, 30 kwie 2014 22:36

Koleżeństwo bardzo pięknie rozsiekało „Opętanie”, prawie nic nie zostało, więc jeno dodam parę drobiazgów.
Kobietę owionął zapach alkoholu.
Nnno tttak się smakowicie zaczęło, że człowiek już nabrał ochoty na jednego (Ty, Natasza, chcesz wodku czy spirita? Ach, sama nie znaju, jedno i drugie takie pyszne!), a tu ani razu w dalszym tekście alkohol się nie pojawił… więc po co zaistniał na początku? Aby sobie ustawić złego męża do bicia? Oj, chyba sam wynajdę jakiś powód... może na końcu?
Przy okazji spróbuję wyjaśnić sprawę ożenku: rodzice Michiko nie zgodziliby się na ślub z Hiro, więc uwiódł ją i wtedy już, że tak powiem... musieli! :) Ale jest haczyk: już po miesiącu zorientowali się, że dzioucha zaciążyła? Bo ciąża to chyba jedyne wytłumaczenie. Jeśli nie, to pozostaje brak logiki.
− Nie wolno mi rozmawiać z innymi mężczyznami – wymamrotała ze spuszczoną głową.
Ale mamrotać wolno? Uwielbiam kobiecą logikę! ;)
Padła na kolana starając się powstrzymać płacz.
Niestety, płacz, choć przygnieciony kolanami, wybuchnął niepowstrzymanym strumieniem… hm, czy to aby na pewno był płacz?
Moja wioska jest odseparowana
Wieśniaczka ma bogate słownictwo. Zresztą jest to problem absolutnie wszystkich postaci: mówią w ten sam sposób, używaja takich samych słów i stylu, no massakra, nawet „stara kobieta” zamiast rzec np. „a łońskiego roku ogórcy nie obrodzili” wygłasza sieriozno:
Nie ma sensu próba zabójstwa

Straszne to jest. Wszystkie postacie papierowe do bólu. A niektóre wyrazy są po prostu nie na miejscu, niczym ten horrorowy przecinek w poniższym zdaniu:
Mężczyzna już dwa dni później zaczął coraz częściej wychodzić z domu pod byle, jakim pretekstem.
Wyciągnęła przed siebie morką od łez dłoń.
Morką, ok, literki się przestawiły.
w nocy nie spała, tylko spoglądała w niebo nieruchomym wzrokiem.
No proszę, Autorka dyskretnie nam przekazuje, że niedobry mąż wystawiał na noc żonkę za drzwi, aby sobie niebo podziwiała? Przy okazji mamy inny przekaz: biedna żona oślepła… parę godzin takiego nieruchomego wzroku i szlag musi trafić spojówki, rogówki itd., wyschną jak amen w pacierzu.
Demon był podobno zbyt silny żeby odprawić egzorcyzm.
Bez sensu. Demon miał ten egzorcyzm odprawić (na sobie?), ale był zbyt... silny?
Mieszkańcy dopiero wieczorem odważyli się pójść do chaty, by się upewnić, że opętana na pewno odeszła.
No ja myślę! Też bym odczekał słuszny czas, by się nie narazić na nagły atak opętanej chaty.
Nie-nie, Autorka nie mogła mieć na myśli naszej Mich(n)iko! Przecież wszyscy mieszkańcy wiedzieli, że bidula już nie chodziła, więc w żaden sposób nie mogła „na pewno” odejść, no nie?
Wędrowali przez tydzień nim skończyły się im zapasy.
Może i tak… jeno zwracam uwagę, że wszystkie zapasy niosła ta - drobna zapewne - jak-jej-tam Nonejma, a mąż dźwigał lubą żoneczkę, więc sporo kalorii potrzebowali. Ale niech tam.
Każde z nich głęboko w duchu liczyło, że kobieta się nie pojawi.
Naprawdę? Hiro też głęboko w duchu liczył, że jego ledwo ciepła żona, którą osobiście umieścił w jaskini na pewne umarcie, się nie pojawi? BEZ SENSU!
Nie zamierzał tam wejść. Znał w tym miejscu inną jaskinię, ale coś go tam przyciągnęło.
Znał inną jaskinię, byli po bruderszafcie nawet w tym miejscu. Tam-tym-tam… taram. Przyciągnęło go przerośnięte pacholę za pomocą długieeego kostura? No bo przecież nie zamierzał tam wejść.
Złapał ją za rękę, chcąc ją odwrócić.
Spodziewał się złotego dukata pod tą ręką czy co? Ją-ją.
Nie jesteś dzikim lisem, tylko zenko.
Ta, jasne, nie ma jak wprowadzać coraz to nowe istoty (?) na finał, by czytelnika zaskoczyć.
Inaczej opętują nogitsune, inaczej zenko.
Inaczej furfulle, inaczej manginki. No nie, litości! Zenkowe nogi opętane, znaczy... pochlał se chłop?
Ha! Więc mamy rozwiązanie tego zagadkowego ankoholu z początku! ;)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 14516
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Opętanie

Post autor: Małgorzata » sob, 03 maja 2014 08:19

Nie powinnam chyba czytać łapanek, bo właśnie napisałam w przekładzie, nad którym pracuję: "wycisnął morką koszulkę". :/
Te błędy są jak dżuma, roznoszą się przez kontakt...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
JanTanar
Fargi
Posty: 383
Rejestracja: wt, 22 lip 2008 21:10

Re: Opętanie

Post autor: JanTanar » czw, 08 maja 2014 22:39

Zgodnie z obietnicą przeczytałem ponownie.
Jeszcze bardziej nie rozumiem zakończenia.
Albo autorka nie mogła się zdecydować o czym ma być ten tekst, albo zakłada u czytelnika (zbyt optymistycznie) rozległą wiedzę o lisach-opętaczach i kontekstach występujących w legendach (chiny, japonia, korea?)
Trzeba by jednak krótko ale jasno wyjaśnić na przykład czym różnią się lisy dzikie od świątynnych, i czy w ogóle to istoty dobre czy złe, szczere czy podstępne, uczciwe czy zakłamane. (albo dać więcej poszlak do odgadnięcia tego z tekstu)
Czy lis bohaterkę uratował czy oszukał, i po co te ceregiele ze zgodą na przyjęcie, bądź nie, pomocy.

Awatar użytkownika
Elenwena
Sepulka
Posty: 7
Rejestracja: ndz, 26 sty 2014 19:50
Płeć: Kobieta

Re: Opętanie

Post autor: Elenwena » ndz, 25 maja 2014 13:24

Skłaniam przed wami głowę...
Zgłoszę się jeszcze do was jak się trochę ogarnę, żeby było widać chociaż cień poprawy :)

ODPOWIEDZ