Pojmanie

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Amon
Sepulka
Posty: 85
Rejestracja: pn, 05 maja 2014 14:57
Płeć: Mężczyzna

Pojmanie

Post autor: Amon » czw, 15 maja 2014 23:42

Cześć
Mam nadzieję, że nie łamię jakiś miejscowych regulaminów rzucając tu moich słów kilka.
jeśli tak jest, wielce moderatora i innych dotkniętych z góry przepraszam
Pozdrawiam Amon



Gdy otworzyli jego dom, kiedy weszli do środka, on nie poruszył się, nie stawił oporu, w żaden sposób nie zademonstrował inicjatywy. Tak miało przecież być, przekazali mu mentalnie, by oddał się im dobrowolnie i jego zachowanie dowodziło, iż zrozumiał i zaakceptował. Zrozumienie czy akceptacja, choć opcjonalne, były użyteczne.
Jego dom wyglądał dla nich, jak wszystkie inne ludzkie domy, naziemna konstrukcja z gliny i kamienia, wypełniona artefaktami z tworzyw organicznych i metalu, trochę bazującej na elektryczności technologii i jakieś wota. Zaprawdę, jedynym wartościowym elementem, w tym miejscu był on, ale zaraz go stąd zabiorą.
Początkowo, szare, niskie, wielkogłowe istotki, planowały obezwładnić olbrzymiego samca impulsatorem, otworzyć mu szczękę, wepchnąć sondę penetracyjną i pozwolić chemii paraliżować tkanki. Wtedy, szarzy porywacze zamiarowali obwinąć Obiekt w kokon i wyciągnąć z budynku.
Jednak z racji, iż do tej pory, samiec oddawał im pełną inicjatywę, postanowili przynajmniej na razie, posłużyć się mentalnymi komendami. Przekazali, że opróżnią jego ciało z całego tlenu, że teraz ma się rozebrać, a następnie położyć na swoim posłaniu (na którym obecnie siedział), brzuchem do dołu z kończynami szeroko rozłożonymi.
Czekali, gdy on zdejmował materiały okrywające jego ciało i układał się we wskazanej pozycji. Wielkogłowe istotki zmrużyły błoniaste powieki okrywające olbrzymie szkliste oczy w kolorze wieczornego nieba. Doprawdy, Obiekt należał do grupy określanej przez nich mianem “uległych”, do tego czujniki nie odnotowały żadnych wahań w jego organizmie, żadnego stresu, adrenaliny, całkowita obojętność. Gdy zbliżali się do niego, sensory dały odczyt, martwego ciała w bliskiej okolicy. To nie było istotne, ludzie jedli mięso i niejednokrotnie przechowywali je w domowych chłodniach. To mogło być właśnie to. Co prawda, odczyt wskazywał zwłoki ludzkie, ale oni, nie przybyli tu, by zastanawiać się nad motywami, celami, przeszłością, czy wierzeniami Obiektu, byli tu tylko po to, by uprowadzić. I to właśnie czynili.
Jedno z nich, odchyliło jego głowę do tyłu, szarpiąc za włosy. Oczy Obiektu były zamknięte, szczęka lekko uchylona, włożyli mu sondę w usta, ta powędrowała w głąb szyi. Obiekt wzdrygnął się, ale szczypce przytrzymywały już mocno jego kończyny. mniejsze sondy wciśnięto mu odbyt, uszy i nos. Kiedy przestał się poruszać i czytniki potwierdziły, że nie oddycha, Porywacze zaczęli okrywać go kokonem. Śpieszyli się nawet, bo sondy sprawiały tym razem pewne problemy, wykazywały choćby, zawartość substancji w ciele obiektu, przed ich wstrzyknięciem, trzeba było je kalibrować "na żywca" i nadpisywać komendy. Szczupłe istotki przebierały długimi palcami po klawiaturach holokonsoli i kołysały swoimi nieproporcjonalnie dużymi głowami. Porywacze zachowywali całkowitą ciszę, co nie znaczyło że się nie porozumiewali. W pomieszczeniu trwała ożywiona, mentalna wymiana frustracji. “Obiekt należy do Uległych, czemu musimy tu jeszcze być”, “dlaczego sonda nie działa”, “po co w ogóle używamy holokonsoli? zostawmy ją hybrydzie reprodukcyjnej”, “czy holokonsola działa?”, “tak...”, “problem z arkuszem”.
Ostatecznie, uzyskali to co chcieli, tak miało przecież być. Lot powrotny przebiegał bez zakłóceń, warunki atmosferyczne i kosmiczne były świetne i oczywiście nie było nikogo, kto mógłby im przeszkodzić, ich przyczółek na satelicie planety, był jedynym śladem prawdziwej cywilizacji w mrokach tej galaktyki.
Ich Obiekt wraz z Obiektami pozyskanymi przez dwie kolejne grupy, został przetransportowany do odkażnika, gdzie inne drony, oczyszczą go i przygotują pod procedury.
...
Kłucie w skroniach. Mogło by się wydawać, że dwa szpikulce, jednocześnie wbiły się w jej głowę. W rzeczywistości jednak, szklane igły stopera, wysuwały się z jej czaszki, uwalniając ją z chemicznego letargu. Wiedziała o tym doskonale, bo w taki właśnie sposób, zawsze się budziła, ukłucie w skroniach, które zapowiadało koniec snu i obietnicę wspaniałych doznań.
Miała w sobie wystarczająco dużo ludzkiego materiału genetycznego, by móc spółkować z człowiekiem w sposób dla niego zwyczajny oraz przyjemny nawet. Posiadała wszystko, czego ludzki samiec mógł pożądać. Została zaprojektowana tak, by mogła hybrydyzować z człowiekiem. Była samicą do tego stopnia, że potrafiła by nawet taką hybrydę inkubować we własnym ciele, a potem wydobyć na zewnątrz. Mogła też produkować wysoko białkowy pokarm dla młodego, niemal jak człowiek.
Gdy wierzchni panel sarkofagu uniósł się całkowicie, wynurzyła się z fioletowej cieczy i wygramoliła na posadzkę. Krople spływały po niej, tworząc wężowate struktury, które czym prędzej pełzły z powrotem do niecki sarkofagu. Jej wzrok zogniskował się na otoczeniu, znajdowała się w module badawczym. Nie była w stanie stwierdzić jak długo tym razem spała, to pomieszczenie zawsze wyglądało tak samo. Budzono ją, gdy była potrzebna, gdy nie spała, przeżywała rozkosze, gdy nie była już użyteczna, gdy jej przyjemność się kończyła, hibernowano ją, pozwalano zasnąć. Może to było dwa obroty planety wokół własnej osi, może tysiąc obrotów w okół słońca, tego nie wiedziała, pewnie mogła by jakoś sprawdzić ale, tak na prawdę, wcale jej to nie interesowało. Zrobiła kilka kroków do przodu i chwyciła w dłoń, zwisającą z sufitu sondę informacyjną. Miała w sobie tyle ludzkiego DNA, że gdyby pozwoliła sondzie zagłębić się w przełyku, było by to dla niej, niemal tak nieprzyjemne, jak dla człowieka. Dlatego chwyciła oburącz końcówkę sondy i objęła ustami jedynie jej czubek. Sonda informacyjna była zbudowana dla dronów, ale była na tyle silna, by złamać opór również ludzkiego Obiektu. Jednak aksamitne, szczupłe dłonie, trzymające sondę, należały do istoty znacznie silniejszej, zaprojektowanej do interakcji z niespętanymi w żaden sposób Obiektami. Jej błękitne oczy niebian zmrużyły się, gdy dotknęła językiem przewodzącego czubka sondy i dosłownie, zassała briefing.
W przeciągu kilku tercji, jej umysł wypełnił się kompletną dokumentacją z uprowadzenia trzech obiektów, chwilę zajęła jej analiza logów z sond i czujników, nie była przecież dronem, jej mózg posiadał pewną specyfikę. Problemy piętrzyły się jedynie z Obiektem zero kropka trzy i trzy w okresie ( wedle terminologii dronów, co można było wyrazić po ludzku: “obiekt jeden z trzech”). Arkusz był pełen luk, nawet kategorie wiek, rasa, pozostawały puste. Uznała, że to za sprawą awarii sondy penetracyjnej i manualnej kalibracji.
Przywołała holokonsolę, drony używały jej tylko w czasie poważnych awarii, w normalnych okolicznościach korzystały z sond, które były szybsze on konsoli, jak światło jest szybsze od dźwięku. Dla niej, z racji bliższego pokrewieństwa z człowiekiem, praca z holokonsolą była rutyną. Zaraz po zalogowaniu się, zmieniła oświetlenie modułu, na bardziej przyjazne Obiektom, białe. Zadbała też by proporcje tlenu w pomieszczeniu były takie jak na planecie. Dla niej, rzadsze powietrze nie stanowiło wyzwania, jednak dla zwykłego człowieka mogło być nawet niebezpieczne. Odtworzyła jeszcze kilka symulacji bezpieczeństwa i gdy była ze wszystkiego zadowolona, wstukała komendę dla transportera. Na holokonsoli wyświetliły się trzy ikonki odpowiadające trzem obiektom, wcisnęła tą oznaczoną "zero kropka trzy i trzy w okresie", chciała go samodzielnie zreegzaminować i wypełnić luki w arkuszu. Była niezwykłą istotą, mogła by osiągać bajeczne wyniki w każdej fizycznej i mentalnej dyscyplinie. Gdyby objawiła się na powierzchni planety, uznano by ją pewnie za boga. Tak lubiła o tym myśleć, choć doskonale wiedziała, że jedynym celem dla którego została zaprojektowana była prokreacja z człowiekiem, sam fakt że ją obudzono, że miała prawo dostępu do komendy transportera, mówiło samo za siebie. Centrum, chce by weszła w interakcję z pozyskanymi Obiektami i był tylko jeden rodzaj interakcji jaki tu robiła. Nie skarżyła się, stworzono ją tak, by to kochała.
Po dwudziestu tercjach, ze śluzy na suficie, zjechał Obiekt zapakowany w standardowy kokon. Sześćdziesiąt plus czterdzieści (jak jej rodzaj nazywał się według terminologii dronów) stała w lekkim rozkroku otoczona przynajmniej sześcioma ekranami holokonsoli. Jej szczupłe dłonie przeskakiwały z okna na okno wystukując kilobajty komend w każdej tercji. Przywołała liczne przyrządy, których miała zamiar użyć w egzaminacji. Kiedy szczelnie opakowany Obiekt znalazł się we właściwym miejscu, nad wmontowanym w podłogę kręgiem grawitacyjnym, rozpoczęła od komendy skanu, a gdy ten nie napotkał problemów, zainicjowała rozpuszczanie kokonu. Po chwili zablokowany sondami Obiekt zawisł przed nią nagi w powietrzu, pozostając w polu znajdującego się pod nim kręgu. Sześćdziesiąt plus czterdzieści zatrzymała swoje dłonie, a jej źrenice rozszerzyły się o 48.9 procent. Ekrany holokonsoli wyświetlały linie diagnostyczne, zignorowała je, przeszła przez hologram konsoli i podeszła do obiektu. Tyle średnio trwała jej “chwila”, “pięć minut” jak mawiali ludzie, okres w którym jej umysł nie był pod silnym ostrzałem hormonów, na razie tylko widziała nieprzytomnego samca, jeszcze nawet go nie dotknęła (wtedy hormony zaczną ją bombardować), ale lawina już się zaczęła i istniała tylko jedna możliwa wypadkowa.

Sześćdziesiąt plus czterdzieści widziała tysiące Obiektów, pobierała ich materiał genetyczny, dotykała ich ciał, egzaminowała ich wnętrza, czytała myśli. Określenie rasy, szczepu, wieku było dla niej kwestią tercji spojrzenia. Oglądany właśnie Obiekt, gdyby nie wisiał nieważko, a stał obok niej, przewyższył by ją nieco, co oznacza że przewyższył by o głowę każdego wysokiego ludzkiego mężczyznę, jego masa mięśniowa była ogromna, przy czym ciemna skóra całkowicie wolna od jakichkolwiek śladów szybkiego przyrostu. Bak owłosienia, za wyjątkiem głowy, tam długie białe loki, broda i wąs. Brak znaków szczególnych, uszkodzeń. Sześćdziesiąt plus czterdzieści obstawiła, że obiekt należy do rasy właściwej, czyli czarnoskórych ludzi. Rozwinięcie ciała wyznaczało dolny limes wiekowy obiektu na dwadzieścia pięć cykli orbitalnych planety. Oczywiście skóra człowieka powinna po takim okresie czasu posiadać pewne uszkodzenia, choćby skazy słoneczne. Obiekt zero kropka trzy i trzy w okresie, nie miał żadnych.
Gestem dłoni przywołała bliżej projekcję holokonsoli i wstukała komendę dla probera. Nad głową Sześćdziesiąt plus czterdzieści wirowała korona przywołanych wcześniej narzędzi, ostrzy, szpikulców i innych. Zwisający do tej pory igłą ku dołowi prober, wystąpił z kręgu i podryfował przez przestrzeń w stronę Obiektu, wyprowadził szklaną igłę do właściwej, poziomej pozycji i zatrzymał się na styku z ciałem mężczyzny. Sześćdziesiąt plus czterdzieści odczekała tercję, nim zrozumiała, że prober przestał odpowiadać. Ponowiła komendę, spróbowała innych proberów, potem wszystkich przywołanych narzędzi, nic nie dawało rezultatu. Urządzenia przestawały działać przy zetknięciu z Obiektem i żadna diagnostyczna symulacja nie potrafiła podać przyczyny.
Sześćdziesiąt plus czterdzieści dała sobie kilka tercji na przemyślenie pozostałych opcji (hormony i genetycznie argumentowane zachowania, ciągle słabo jeszcze się obawiały i mogła wciąż myśleć względnie swobodnie) Ostatecznie zdecydowała się na bezpośrednią interrogację (albo tylko jej się wydawało ze to ona się “zdecydowała”). Musiała posłużyć się telekinezą, by odesłać cały niesprawny sprzęt do slotów w ścianie, wystukała polecenia sterelizacji mudułu z wszelkich innych elementów, które mogły się znajdować w otoczeniu i stanowić potencjalny szok dla Ziemskiego dzikusa. Chodziło głównie o lewitujące czujniki wszelkiej maści. Ostatecznie w pomieszczeniu pozostała tylko ona, Obiekt, sondy w jego ciele i projekcja holokonsoli. Sześćdziesiąt plus czterdzieści popełniła na ekranie prosty skrypt, nie odrywając wzroku od konsoli objęła ramieniem talię lewitującego obok Obiektu, po czym palcem wolnej dłoni wstukała "zatwierdzić". ciało Obiektu wygięło się lekko do tyłu, sondy wypełzły z niego i opadły na podłogę. To, że nie odpowiadały, już nie zaskoczyło Sześćdziesiąt plus czterdzieści, krąg grawitacyjny, pulsujący do tej pory bladoróżowym światłem, pociemniał.
Wolne od technologii ciało Obiektu opadło całym ciężarem na jej ramię, było ciężkie, dlatego szybko odwołała holokonsolę i pomogła sobie drugą ręką. Trzymając go pewnie dwurącz, przeszła kilka kroków. Położyła go na wznak, sama usiadła skrzyżnie, kładąc głowę Obiektu na udzie. Jego ciemna skóra i tęga budowa, kontrastowały z jej bladą cerą Niebian. Jej kręcone długie loki, opadały na jego falistą brodę. Tu też widać było różnicę, włosy mężczyzny były matowo a jej błyszcząco białe.
Wybudzanie się Obiektów trwało trochę czasu, a długotrwały fizyczny kontakt z ciałem ludzkiego samca, wpływał już na Sześćdziesiąt plus czterdzieści. Została zaprojektowana w pierwszej kolejności do prokreacji z gatunkiem ludzkim, jej siła czy inteligencja miały w tym dopomagać. Temperatura jej ciała wzrosła o 8.1 stopnia, tętno o 30.4 procent. kąt widzenia zmniejszył się do minimum, jedyną myślą był Obiekt zero kropka trzy i trzy w okresie, choć w jej ogarniętej chucią głowie nazywała go już na zwierzęcą, ludzką modłę "jeden z trzech".
Mocarna klatka piersiowa Obiektu zaczęła się unosić to opadać w powolnym rytmicznym tempie. Sześćdziesiąt plus czterdzieści przygryzła lekko swoją mięsistą wargę, co było zupełnie bezsensownym ludzkim atawizmem, jednak typową reakcją w tym stanie jej organizmu.
Przyłożyła swoją rozpaloną dłoń do jego skroni. Jej potencjał mentalny był prawdopodobnie połową tego, czym dysponował każdy dron, jednak Sześćdziesiąt plus czterdzieści posiadała przewagę genów i doświadczenia w kontaktach z Obiektami. Rozumiała choćby koncept gwałtu, wiedziała jak słaby ludzki umysł reaguje na potężne, brutalne wtargnięcie dominującej świadomości. Sześćdziesiąt plus czterdzieści potrafiła działać subtelnie. Wysłała samcowi swoją wiadomość, by się nie bał, że jest bezpieczny. Gałki oczne mężczyzny poruszyły się pod zamkniętymi powiekami, Sześćdziesiąt plus czterdzieści pogłaskała czule jego policzek. Wysłała, że zaraz do niego przyjdzie by mu pomóc. Ludzie nie byli zdolni odpowiadać mentalnie, więc jedynym sposobem na konwersację było wejście do ludzkiego umysłu. Sześćdziesiąt plus czterdzieści wlała się w świadomość Obiektu, niczym delikatna mżawka.


Spojrzała na dłonie swego awatara, wyglądały zupełnie normalnie, co było nienormalne. Płaszczyzna spotkania, jak nazywało się miejsce gdzie teraz znajdowała się jej jaźń, było projekcją umysłu gospodarza, a ona sama zawsze ukazywała się w ludzkim umyśle pod postacią jakiejś człowieczej fantazji. Tym razem była sobą, przestrzeń wypełniała czarna pustka, tak jakby gospodarz o niczym nie myślał. Ludzie zawsze myślą, zreflektowała się i wytężyła wzrok. Oczy jej awatara przeniknął kujący ból. Blokada. Sześćdziesiąt plus czterdzieści jeszcze nigdy nie natrafiła na blokadę, ale nie miała szansy na bliższą egzaminację gdyż wola mężczyzny przechyliła głowę jej awatara w kierunku, w którym miała patrzeć. Stał tam awatar gospodarza, stał pewnie w lekkim rozkroku z rękami założonymi na piersi, nagi, przypominał swoje materialne ciało. Tyle mogła stwierdzić gdyż stał tyłem. Skierował, niewiadomo jak, jej wzrok na siebie by pokazać, że stoi tyłem. Ta projekcja stawała się tylko dziwniejsza i dziwniejsza.
- Przychodzę w pokoju - odezwał się jej awatar,miękkim kobiecym głosem. Sześćdziesiąt plus czterdzieści mogła sobie wyobrazić, że gdyby kiedykolwiek w swoim życiu naprawdę mówiła, to właśnie tak.
- Jeśli tak jest, okażę litość. - odparł samczy awatar. Jego głos był niski i dudniący, dolatywał do niej ze wszystkich kierunków. Sześćdziesiąt plus czterdzieści nie podobała się pewność siebie gospodarza, dzięki ludzkim genom bardzo wyraźnie odczuwała niepokój i wcale tego nie lubiła, zdrowy rozsądek nakazywał przerwać mentalny kontakt w tej chwili. Jednak jej “pięć minut” dawno już minęło i zdrowy rozsądek nie wchodził w grę.
- Chciała bym się czegoś o tobie dowiedzieć, nigdy nie widziałam człowieka twojego rodzaju. - wyraziła z pełną szczerością. Awatar gospodarza prychną pogardliwie
- Znaczy to, że nigdy wcześniej nie widziałaś człowieka, Pomiocie Niebian.
- Rozumiesz kim jestem? - spytała z mieszaniną ciekawości i zdziwienia.
- Jesteś... na mojej łasce. - Sześćdziesiąt plus czterdzieści zinterpretowała intonację jako wyraz samczej pożądliwości i poczytała to za dobry znak, będzie mogła współżyć z tym zagadkowym człowiekiem, przedstawicielem jakiegoś niezbadanego dotąd szczepu. Tak przynajmniej podpowiadał zaprojektowany w jednym celu umysł. Wszechotaczający głos gospodarza wyrwał ją z refleksji - Kiedy pozwolę ci wyjść z mojego umysłu - zaczął mężczyzna z przekonaniem, jakby na prawdę myślał, że człowiek może być tu stroną dominującą - Będę do ciebie mówił w języku, jaki Niebianie ustanowili dla swoich pierwszych ziemskich niewolników, będzie dla ciebie zrozumiały. - oczywiście, że rozumiała także “ten” język, zagadką było tylko to skąd on może w ogóle o nim wiedzieć. Logika, nawet odziedziczone ludzkie instynkty, nakazywały jej teraz ucieczkę. Jednak Sześćdziesiąt plus czterdzieści nie była w stanie okiełznać genetycznej argumentacji nakazującej jej współżyć z tym mężczyzną, za wszelka cenę.


Mentalna projekcja zakończyła się gwałtownie, Sześćdziesiąt plus czterdzieści nie mogła się już skupić. Jej tok rozumowania był już zbyt jednokierunkowy, zresztą zawsze tak było, do każdego Obiektu starała się podchodzić jak dron, ale nim nie była, jej zadaniem, było tylko spółkowanie, pobieranie materiału genetycznego, wszystko inne, drony mogły wydobyć piłą i trepanem.
Siedziała nago okrakiem, na równie nagim Obiekcie, trzymając w dłoniach jego głowę. Zbliżyła swoje usta do twarzy mężczyzny, gdy jego dłoń niespodziewanie chwyciła ją za krtań. Powieki człowieka otworzyły się ukazując oczy o złotych tęczówkach.
- Czuję twoją wilgoć na moim brzuchu potworze, złaź albo zrzucę twoje martwe ciało. - wycedził przez szklistobiałe zęby. Oczywiście było niemożliwe, by człowiek mógł zrobić jej krzywdę, jej twórcy pomyśleli o tym i dali jej ogromną siłę, mogłaby kruszyć kości, rozrywać ciało, przy pomocy gołych rąk. Usłuchała jego prośby tylko dlatego, że zależało jej na współżyciu. Ześlizgnęła się z jego torsu i przysiadła na boku, mężczyzna podniósł się na proste nogi. Ogarnął spojrzeniem pomieszczenie modułu, po czym przeniósł wzrok na nią. chwycił ją za włosy i jednym szarpnięciem postawił na nogi, było to nieprzyjemne, ale hormony podpowiadały jej uległość, przynajmniej do póki nie zdobędzie jego nasienia. Mężczyzna oglądał ją uważnie, jego złote oczy, były zimne, usta nieruchome. Wolną ręką brutalnie badał jej ciało, ugniatał jędrne uda i pośladki, szarpał wydane piersi o drobnych brodawkach, w końcu przywarł do miej i zaciągnął się jej zapachem. Spodziewała się, że teraz rzuci ją na podłogę i weźmie. Myliła się, mężczyzna co prawda oparł wnętrze dłoni o jej czoło i odepchnął od siebie tak, że straciła równowagę i upadła na plecy, jednak ani myślał się na nią kłaść.
- Nawet pachniesz jak Niebianka - jego głos kipiał wściekłością i pogardą. Sześćdziesiąt plus czterdzieści poczuła ogromną złość, jeszcze raz przypomniała sobie też, że ograniczanie jej możliwości prokreacji, jest dyskomfortem niemal nie do zniesienia, to dlatego większość życia spędzała w chemicznym śnie. wstała ku niemu i wyciągnęła dłoń, chciała nawiązać mentalny kontakt i przekazać mu że może wykreować w jego jaźni taki wygląd jaki tylko mu odpowiada, ale on, zatrzymał ją mocnym chwytem w nadgarstku, drugą ręką, z wykorzystaniem jakiejś niespotkanej u ludzi siły, złapał ją za szczękę i zmusił by otworzyła usta. Przysunął sobie jej twarz pod nos.
- Nie wydaje mi się żeby z twoją krtanią było coś nie tak, chcesz coś przekazać, mów. Nie próbuj tych niebiańskich sztuczek potworze. Jak się nazywasz? - to powiedziawszy puścił ją i założył ręce na piersiach. Sześćdziesiąt plus czterdzieści pogłaskała swoją twarz, Obiekt zadał jej fizyczny ból, nigdy czegoś takiego nie doświadczyła, przeprowadziła w myślach szybką symulację. Obiekt mógł stanowić dla niej zagrożenie, pierwszy raz w życiu zaczynała obawiać się człowieka, odruchowo odstąpiła krok do tyłu. Dotknęła swojego podbrzusza, najwidoczniej odczuwanie strachu wcale nie stopowało przymusu współżycia. Przygryzła wargę, nigdy jeszcze nie mówiła, ale jeśli to miało przybliżyć ją do obiektu, to musi spróbować. Zresztą Obiekt okazał jej zainteresowanie, takiej szansy nie mogła zmarnować. Mężczyzna stał niewzruszony i cierpliwie przyglądał się jej kolejnym próbom wydobycia z siebie dźwięku.
- s... ses... des... ot pls c... ctr... - jej umysł niebian analizował i dostrajał nową funkcję - szeszczdżeszount plus ćterźeszczi. - wydobyła wreszcie spoglądając w jego złote oczy, mężczyzna parsknął.
- No tak, tyle można się było spodziewać po szarych impach, tak nazywa się szczepy sukubów, więc wnoszę, że jesteś jednym. - Sześćdziesiąt plus czterdzieści kiwnęła ostrożnie głową, w archaicznym języku którego używał Obiekt, drony nazywano impami a hybrydy jak ona, sukubami. Obiekt dysponował zapomnianą wiedzą, na pewno był groźny nie tylko dla niej ale i dla całego kompleksu, Sześćdziesiąt plus czterdzieści powinna natychmiast przywołać konsolę i uruchomić skrypty ochronne, nie zrobiła tego jednak i to z kilku powodów.
Po pierwsze moduł był inwigilowany nieustanie i jeśli centrala uznała by sytuację za niebezpieczną, podjęła by niezbędne działania. Po drugie, nie miała żadnej gwarancji, że obiekt dalej będzie stał z założonymi rękami gdy ona przywoła konsole, człowiek był niezwykle silny a ona nie miała zamiaru testować tego jak bardzo, na własnych kościach. Po trzecie... po trzecie naturą sukubów było uwodzenie, a nie myślenie o bezpieczeństwie stacji i jej personelu. Dlatego postanowiła poćwiczyć mówienie:
- Jessstesz brdzo.. inny, A jak ty sieł naziwasz? - pytanie o imię było typowo ludzką manierą, wiedziała o tym, dla niej było to zupełnie obojętne czy człowiek ma imię czy nie, ważne było tylko by ją pokrył. Mężczyzna jednak, jak zresztą liczyła, był bardzo zadowolony z tej bezsensownej paplaniny, jak to ludzie. Uśmiechnął się nawet:
- Jestem Mardug. - powiedział jakby to miało coś znaczyć, Sześćdziesiąt plus czterdzieści powtórzyła to imię kilkakrotnie na ile potrafiła, to ludzkie kojarzenie dźwięków z imionami stało się dla niej strasznie zabawne, Mężczyzna też się wciąż uśmiechał, czuła jak te dziwaczne złote oczy lustrują nieustannie jej ciało. Uznała, że moment jest odpowiedni, powoli podeszła i wychyliła usta by go pocałować.
Jego stopa wystrzeliła z prędkością wykluczającą możliwość obserwacji, pięta wbiła się w jej brzuch, poczuła jak pękają jej wnętrzności, siła uderzenia wyrzuciła ją daleko w przestrzeń, zatrzymała się dopiero na ścianie modułu, jej kości zgrzytnęły, złamana w kilku miejscach zsunęła się na podłogę. Pierwszy raz, mogła się na własne oczy przekonać, że jej krew jest czerwona. Właśnie nią rzygała. Potężne geny Niebian, nie pozwalały jej osunąć się w ciemność, mimo iż bardzo by chciała, bo ból był okropny. Poczuła powiew, moduł był właśnie dekompresowany, centrala postanowiła w końcu unieszkodliwić intruza. Brak tlenu jej nie martwił, musiała by spędzić godziny na powierzchni księżyca by się udusić, ale czy ten przerażający człowiek miałby być inny, skoro był tak silny to może mógł nie oddychać równie długo co ona, jak nie dłużej. Jej zmartwienie okazało się jak najbardziej trafne, Mężczyzna wydawał się całkowicie ignorować dekompresję, rozejrzał się po podłodze i odnalazł nieruchomą sondę penetracyjną, tę samą, którą Sześćdziesiąt plus czterdzieści nie pofatygowała się sprzątnąć. Sonda była długa jak ludzkie ramie, składała się z głowni i elastycznego ogona, mężczyzna chwycił koniec ogona i rozkręcił sondę jak jakąś prymitywną broń, zamachnął się i uderzył w podłogę, wybijając dziurę w poszyciu. Sześćdziesiąt plus czterdzieści momentalnie uświadomiła sobie, że w ręce istoty o takiej sile, sonda wykonana z tytanu jest narzędziem zniszczenia. Mężczyzna uradowany z nowej zabawki dopiero teraz przypomniał sobie o sukubie, podszedł do niej, niespiesznie, pozwalając trzymanej w opuszczonej ręce sondzie, złowieszczo szurać po podłodze.
Sześćdziesiąt plus czterdzieści, wciąż wijąc się w bólu, nieporadnie starała się od niego odpełznąć. Oczywiście nie miało to żadnego sensu, znów chwycił ją bezceremonialnie za włosy i poniósł na wysokość swoich oczu.
- Nie możesz mnie od tak sobie dotykać, to ja jestem teraz twoim panem, nie bądź głupia, przeproś, no przeproś - ponaglał, hybryda wybulgotała z siebie przeprosiny krztusząc się krwią. Mężczyzna puścił jej włosy, mimo obrażeń, sukub mógł ustać już na własnych nogach, Niebianie regenerowali się szybko. Mężczyzna poklepał ją po policzku.
- Tak lepiej, służ mi wiernie niebiański pomiocie a zadbam o twoje potrzeby. - źrenice sukuba rozszerzyły się maksymalnie, wyciągnęła dłonie ale zawahała się.
- Czy mogę? - zapytała przezornie, mężczyzna kiwnął głową, Sześćdziesiąt plus czterdzieści objęła jego tors i przywarła do niego, hormony wyparły cały fizyczny ból ogarnęło ją ciepło. jednak ciało mężczyzny pozostawało niewzruszone. Wpadała w panikę, została wybudzona, napotkała samczy obiekt, który nie przejawiał ochoty na kopulację. Był przy tym tak potężny że mógł terminować jej fizyczną egzystencję w każdej chwili. Oparła głowę na jego piersi i wyszlochała:
- Jeseś... zimny, nie chces, mnie wziąś, czy wisz jah ja cierpie, jak ja cierpię, jestem zaprojektowana w ten sposób. To napięcie, sprawia mi cierpienie większe niż fizyczny ból - człowiek zaśmiał się, objął ją wolną ręką i chwycił za pośladek i przyciągnął do siebie
- Bawisz mnie sukubie, będziesz nazywać się Hadisz, co znaczy “zabawna”, wbij sobie to słowo do tej bladej niebiańskiej główki bo ono określa czym jesteś, dostarczasz zabawy - Hadisz powtórzyła swoje nowe imię kilka razy, Mężczyzna obiecywał “zabawę”, och jak bardzo tego potrzebowała. Wpatrywała się w złote oczy Marduga, gdy ten mówił. - Stwórca stworzył człowieka owcę, człowieka wilka, człowieka pasterza. Owiec jest najwięcej, wilki żyją z owiec, jest ich mało, Pasterze których jest jeszcze mniej, bronią owiec i trzymają wilki z daleka. Kiedy przybyli Niebianie, owce od razu im uległy, wilki pozostawały nieufne ale z natury szły za silniejszym, szczególnie jeśli wolno im było zabijać, nawet pasterze dali się omamić i zobaczyli w niebianach bogów. Ale stwórca stworzył jeszcze jednego człowieka - łowcę. I pomyśl, co mógł zrobić łowca, gdy przybyli niebianie? musiał sprawdzić jak wygląda ich krew, musiał poczuć jak łamią się ich kości i nie mógł spocząć póki nie ubrał się w ich skóry, póki nie zawiesił ich głów na swojej ścianie. Ja jestem łowcą, urządzę wielką rzeź wszystkim impom na tej stacji, obwieszę to miejsce ich rozszarpanymi ciałami, wtedy upojony mordem będę cię brał wiele razy na posłaniu z szarych skór. - Mardug spojrzał w jej błękitne oczy Niebian - Pomożesz mi? - Hadisz głaszcząc policzki swego pana wyszeptała z uwielbieniem
- Oszywiszcze.

Awatar użytkownika
neularger
Wielki Cybernator Koronny
Posty: 7012
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Re: Pojmanie

Post autor: neularger » pt, 16 maja 2014 00:07

To miło że wrażasz nadzieję i jeszcze milej, że przepraszasz.
Ale maksymalny stopień umilenia osiągnęlibyśmy, gdybyś pofatygował się i przeczytał regulamin.
Witam się na Łowisku. Tam ma się pojawić pierwszy post

Tekst zostanie zablokowany do momentu dopełnienia przez autora formalności.
Odblokowano.
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17083
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Pojmanie

Post autor: Małgorzata » pt, 16 maja 2014 01:40

Autor dopełnił (formalności, znaczy, przywitał się), więc można go kopnąć w miętkie... :)))

Mogę pierwsza, prawda? Tylko malutki kopniaczek, tak na dobry początek...
Gdy otworzyli jego dom, kiedy weszli do środka, on nie poruszył się, nie stawił oporu, w żaden sposób nie zademonstrował inicjatywy.
Jak to dom, trudno oczekiwać, że przejawi inicjatywę...

I tak przez cały akapit - on i oni, poukrywani w domyślnych podmiotach lub za zaimkami, przez co robi się toporny, niezdarny. A chyba nie o taki efekt chodziło...
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
Poc Vocem
Sepulka
Posty: 84
Rejestracja: śr, 01 lut 2012 19:57
Płeć: Nie znam

Re: Pojmanie

Post autor: Poc Vocem » pt, 16 maja 2014 17:13

Jego dom wyglądał dla nich, jak wszystkie inne ludzkie domy
Zbędny przecinek. Z tego, co widzę, pojawiają się średnio w każdym zdaniu, więc nie będę ich wypisywał.
na swoim posłaniu (na którym obecnie siedział), brzuchem do dołu z kończynami szeroko rozłożonymi.
Niepotrzebny zaimek, równie zbędny przecinek i niepotrzebny szyk przestawny na końcu.
Gdy zbliżali się do niego, sensory dały odczyt, martwego ciała w bliskiej okolicy.
Znowu zbędny przecinek. Ponadto chciałbym wiedzieć, co określa wielkość "martwe ciało", bowiem możemy przeprowadzać odczyty wyłącznie wielkości (np. masy, napięcia itd.).
Lot powrotny przebiegał bez zakłóceń, warunki atmosferyczne i kosmiczne były świetne i oczywiście nie było nikogo, kto mógłby im przeszkodzić, ich przyczółek na satelicie planety, był jedynym śladem prawdziwej cywilizacji w mrokach tej galaktyki.
Trzy razy "być" w jednym zdaniu. Nieźle. I tak, tu też jest zbędny przecinek (po "planety").
Posiadała wszystko, czego ludzki samiec mógł pożądać.
Posiadać można samochód, wielkie cycki można najwyżej mieć.
Problemy piętrzyły się jedynie z Obiektem zero kropka trzy i trzy w okresie ( wedle terminologii dronów, co można było wyrazić po ludzku: “obiekt jeden z trzech”).
Dlaczego drony (jak rozumiem chodzi o takie małe zdalnie sterowane samoloty z zainstalowanymi kamerami, wszakże nigdzie nie zostało napisane, że masz na myśli cokolwiek innego) posługują się wypaczonym, ale wciąż zrozumiałym językiem pseudomatematycznym. Już pomijając fakt, że 1/3=0,(3), a nie 0,3(3) taki sposób stylizacji jest cokolwiek dziwny.
Obiekt zawisł przed nią nagi w powietrzu
Albo "Nagi obiekt zawisł przed nią w powietrzu" albo "Obiekt zawisł przed nią nago w powietrzu". Zresztą dopisek "w powietrzu" jest raczej zbędny, skoro zaznaczone jest wcześniej, że poruszają się w atmosferze imitującej ziemską.
Bak owłosienia,
Tak, baki zazwyczaj są owłosione.
które mogły się znajdować w otoczeniu i stanowić potencjalny szok dla Ziemskiego dzikusa
Czy moje oczy widzą to, co widzą?
Temperatura jej ciała wzrosła o 8.1 stopnia, tętno o 30.4 procent. kąt widzenia zmniejszył się do minimum
Gdyby nie to minimum, byłby to idealny przykład sprawozdania z ćwiczeń laboratoryjnych.
Wysłała samcowi swoją wiadomość, by się nie bał, że jest bezpieczny.
Tak, bezpieczeństwo to niebagatelny powód do strachu.
Oczy jej awatara przeniknął kujący ból.
Taki z młotem i kowadłem? Winno być "kłujący".
okiełznać genetycznej argumentacji
Nie, nie podejmę się nawet interpretacji czym jest "kiełznanie argumentacji", nadawaniem argumentom bardziej obłych kształtów, aby odbiorca się nie pokaleczył?
zresztą zawsze tak było, do każdego Obiektu starała się podchodzić jak dron
Znaczy: atakując z powietrza działkiem kal. 10 mm?
Sześćdziesiąt plus czterdzieści poczuła ogromną złość, jeszcze raz przypomniała sobie też, że ograniczanie jej możliwości prokreacji, jest dyskomfortem niemal nie do zniesienia, to dlatego większość życia spędzała w chemicznym śnie. kropka wstała ku niemu i wyciągnęła dłoń, chciała nawiązać mentalny kontakt i przekazać mu a tu brak przecinka że może wykreować w jego jaźni taki wygląd jaki tylko mu odpowiada, ale on, zatrzymał ją mocnym chwytem w nadgarstku, drugą ręką, z wykorzystaniem jakiejś niespotkanej u ludzi siły, złapał ją za szczękę i zmusił by otworzyła usta.
Bardzo długie i bardzo złe zdanie. Przecinki są tam, gdzie ich nie powinno być, a nie ma ich tam, gdzie należałoby oczekiwać. Na dodatek niepotrzebne zaimki i brak jednej kropki, dzięki której zresztą ten konstrukt nie wyglądałby tak masakrycznie jak mowa końcowa prokuratora.
Sześćdziesiąt plus czterdzieści kiwnęła ostrożnie głową, w archaicznym języku którego używał Obiekt, drony nazywano impami a hybrydy jak ona, sukubami.
Aaa, to o impy, a nie samoloty chodziło. Niby też małe i latające, ale raczej nie ma zamontowanego działka.

I tu przychodzi czas na refleksję. Impy, sukuby, Niebianie. Wszystkie te terminy niosą jakiś kontekst znaczeniowy, podobnie jak imię głównego bohatera (Mardug... Marduk...), niemniej próżno szukać uzasadnienia dla umieszczenia ich w tekście. Równie dobrze rzeczony Murzyn mógłby zostać porwany przez międzygalaktycznego morsa i obyłoby się bez uszczerbku dla fabuły.
Był przy tym tak potężny że mógł terminować jej fizyczną egzystencję w każdej chwili.
Znaczy... Co właściwie mógł zrobić? Nauczyć tą fizyczną egzystencję zawodu?

Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest to jakiś wstęp do czegoś większego, a nie samodzielne opowiadanie.

Awatar użytkownika
Amon
Sepulka
Posty: 85
Rejestracja: pn, 05 maja 2014 14:57
Płeć: Mężczyzna

Re: Pojmanie

Post autor: Amon » pt, 16 maja 2014 18:00

Dziękuję za długiego posta i byłbym wdzięczny za jeszcze więcej uwag, oczywiście rozumiem, że każdy ma swoje życie i nie może pisać non stop na forum.
Dzisiaj zacznę coś nowego i dzięki waszym uwagom mógłbym uniknąć chybionych wyborów.
Tak to jest, że człowiek myśli, że umie mówić i pisać, a potem się okazuje że muwic to mosze umi, ale pisać to tylko emoty w esemesach.
Pozdrawiam Amon

Awatar użytkownika
neularger
Wielki Cybernator Koronny
Posty: 7012
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Re: Pojmanie

Post autor: neularger » pt, 16 maja 2014 18:47

Dopowiem za Margot, że ta zabawa w ukrywanie człowieka za "onym" nie ma żadnego sensu. Nic z niej nie wynika, a w dodatku dość szybko z niej rezygnujesz, dzięki czemu można Ci, Autorze, także zarzucić niekonsekwencję.
W dodatku w tekście jest za dużo zaimków. Nie tylko osobowych (co jest naturalną konsekwencją ukrywania bohatera za "onym"), ale też dzierżawczych na co wytłumaczenia już nie ma.
Język niezgrabny i sztuczny. Sformułowania w stylu "jej źrenice rozszerzyły się o 48,9 procent" miałyby sens gdyby w tekście padała sugestia, iż narratorem jest na ten przykład AI (wiadomo - skrupulata do bólu sztuczna inteligencja), tymczasem mamy tu klasyczną narrację personalną - nikt nie podaje, ani nie mierzy takich szczegółów.
I jak już zauważył Poc Vocem, nie jest to opowiadanie. Mamy do czynienia z początkiem czegoś większego.

edit. Postaram się rozwinąć zarzuty jak znajdę więcej czasu.
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17083
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Pojmanie

Post autor: Małgorzata » pt, 16 maja 2014 19:27

Będzie więcej.
Ja tylko w sprawie tego ukrywania bohatera za zaimkiem "on". Przypomnę, że nazwa "osobowy" jest myląca. Ten zaimek nie odnosi się bynajmniej do osób li tylko, lecz do wszystkich rzeczowników rodzaju męskiego - nie tylko do człowieka, mężczyzny, lecz także "onym" jest pies albo dom czy choćby kształt.
Nie istnieje w naszej stylistyce "domyślny on", tajemniczy człowiek/mężczyzna - to nie wynika z naszej gramatyki. Dlatego wprowadzanie tego zaimka jako samodzielnego podmiotu, bez rzeczownika, do którego się odnosi (mam na myśli bliski rzeczownik, bo o to w referencji zaimka chodzi), będzie zawsze zabiegiem sztucznym, często też bełkotliwym.
Ze względu na fleksję nasz język nie potrzebuje też zaimków osobowych zbyt często. Postawiłabym nawet śmiałą tezę, że im rzadziej się pojawiają, tym lepiej dla stylu.

Podmiot konkretny, Autorze, rzeczownikowy, jest potrzebny z jeszcze jednego powodu. Zaimek w języku polskim nie jest równoprawny z rzeczownikiem. On występuje ZA rzeczownik, czyli rzeczownik musi się pojawić. I lepiej wcześniej niż później, bo odniesienie/referencja zaimka związana jest z odległością od rzeczownika w zdaniu. :P
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
sprutygolf
Sepulka
Posty: 92
Rejestracja: ndz, 17 lut 2013 14:05
Płeć: Mężczyzna

Re: Pojmanie

Post autor: sprutygolf » pt, 16 maja 2014 22:43

Heh, głupia sprawa… drugi raz podchodzę do tematu, bo swój pierwszy post skasowałem, stwierdzając: „Orzeszku! (o żesz q...!) szkoda czasu spruty, lepiej obejrzyj jak tam KNP w sondażach”. No bo jest mi trudno, naprawdę! Brnąć przez Twój tekst tak okrutnie najeżony błędami ORTOGRAFICZNYMI, interpunkcyjnymi, językowymi itd. aż brak mi słów (z powodu ubóstwa wiedzy, bo jestem tylko amatorem). Więc tak sobie niezobowiązująco, po amatorsku stwierdzę: nie jest dobrze, Autorze!
No to parę uwag może?
Wtedy, szarzy porywacze zamiarowali obwinąć Obiekt w kokon i wyciągnąć z budynku.
”Zamiarowali”? Wybacz, tak pisać nie wolno. „Obwinąć”? jw. Przecinek? Potrzebny jak akordeon na polowaniu… (to z blogu „Dwa grosze”, polecam tak zawiasem:)) Uwaga ogólna: przecinki to istny horror, bez sensu wstawiane na zasadzie „im więcej tym lepiej”, zero wyczucia, zero rozumienia, Autor, no weź się doucz i popraw! :)
Przekazali, że opróżnią jego ciało z całego tlenu
Uf, małom się nie zakrztusił śmiertelnie! Tlen nie jest składnikiem ciała, który można ot tak sobie wyodrębnić i „opróżnić” zeń ciało, niczym beczułkę z wody. Za to jest wszechobecny: współtworzy praktycznie wszystkie związki budujące ciało (w tym wodę, białka, tłuszcze ech…). Po opróżnieniu ciała z tlenu uzyskujemy… próżnię! :)
każdego wysokiego ludzkiego mężczyznę
Oho, Autor zna nieludzkich mężczyzn? ;)
długie białe loki, broda i wąs (…) obiekt należy do rasy właściwej, czyli czarnoskórych ludzi
Jasne, murzyn z białymi lokami, spoko. Mijam takich na klatce trzy razy dzienie.
Rozwinięcie ciała wyznaczało dolny limes wiekowy obiektu na dwadzieścia pięć cykli orbitalnych planety.
Bo zdanie: „Miał jakieś 25 lat” to zbyt proste było?
wystukała polecenia sterelizacji mudułu
Łojezuu, toć pojawiły się dwa nowe słowa!? Jeno czy społeczność międzynarodowa jest na nie gotowa?
Ok, powiem szczerze: nie dałem rady doczytać do końca. Wyłapałem parę kulawych zdań i tyle. Konkluzja: Autorze, jeśli chcesz zainteresować Czytelnika, zadbaj o absolutne minimum: uczyń swój tekst czytelnym i „łatwoczytalnym”, czyli: bez ORTÓW, które mógłbyś łatwo sprawdzić i poprawić, choćby pisownię „razem czy osobno” np. było by czy byłoby, bez wkurzających baboli interpunkcyjnych i innych. A tak, no cóż… wiesz jak jest (i zapewne sam tak robisz): mając do wyboru szereg znajomości nie będę tracić czasu na poznawanie – być może „bogatego wewnętrznie” – ale jednak podejrzanego osobnika, który na dzień dobry z lekka cuchnie, jąka się, zatacza i jest odziany w jakieś łachmany, a i buciory ma brudne… i chyba wszystko jasne? :)

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17083
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Pojmanie

Post autor: Małgorzata » sob, 17 maja 2014 12:30

A mnie się udało dobrnąć do końca, chociaż gdyby nie doświadczenie zawodowe, pewnie zrezygnowałabym z lektury po drugim akapicie. Znaczy, Sprutygolfie, daleko dotarłeś... :)))

Nie mam na razie czasu na pełną łapankę (ale widzę, że doskonale sobie radzicie - z czego niezmiernie się cieszę), więc tylko parę uwag.
Autorze, od początku do połowy tekstu masz tylko narrację, zero kwestii dialogowych. To bardzo zły pomysł. Trzeba czytelnikowi jak najszybciej rzucić przynętę, wskazać, że akcja się rozpoczęła. Przydługie wprowadzenie jest monotonne, więc nudzi - przełamanie stylu nawet krótkim dialogiem bardzo pomaga, tekst staje się bardziej dynamiczny.
Zwłaszcza, że w tym narracyjnym kawałku coś się jednak dzieje.
I po drugie, pomijając beznadziejnie sztuczny zabieg ukrywania podmiotu pod zaimkiem, co na dodatek, jak powiedział Neu, jest niekonsekwentne (wiadomo, nie mogło być inaczej), styl musi być spójny i dopasowany do typu narracji. Znaczy, najpierw trzeba mieć koncepcję, jak się opowiada. Wtrącanie archaizmów do opowieści cokolwiek SF, to niespójność. Nie znalazłam koncepcyjnego uzasadnienia dla takiego zabiegu... A powinnam.

Mam uwagi do fabuły, ale na omówienie brakuje mi czasu, więc poczekam na innych. Ale wrażenie po lekturze mam identyczne jak pozostali Komentujący - to nie jest opowiadanie, to jakiś początek.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
ElGeneral
Kratistos
Posty: 8408
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Re: Pojmanie

Post autor: ElGeneral » sob, 17 maja 2014 13:35

Nie na temat, al;e zgodne z pogodą.
Deszcz leje, zaimpregnowałem się pół elem i dlatego napiszę Ci, Małgorzato coś, czego "po trzeźwu" nigdy bym nie napisał. Kocham Cię. Jesteś nie tylko mądra i piękna, ale masz w sobie coś, na widok czego stanąłby i wodospad Niagara. Ilekroć pomyślę, że namówiłem Cię na tłumaczenie literatury (pięknej?), to wzdyma mnie duma i unoszę się ciracebałt pół metra nad krzesło. Przechadzająca Się Pomiędzy Słowami - czynisz zaszczyt językowi polskiemu, racząc się nim zajmować. Howgh! Ja skazał!
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17083
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Re: Pojmanie

Post autor: Małgorzata » ndz, 18 maja 2014 00:52

Zawstydzasz mnie, Generale. :)))
Okrutnie banalna prawda, której i Ty masz świadomość, jest taka, że o języku wiele mi się jeszcze uczyć trzeba. Wystarczy spojrzeć na przekłady mistrzów.
Ale za piękno i mądrość dziękuję. :)))

Ale więcej nie offtopuj, proszę. :D
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
ElGeneral
Kratistos
Posty: 8408
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Re: Pojmanie

Post autor: ElGeneral » ndz, 18 maja 2014 07:55

Przeczytać znaczy posłuchać ;-)...
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
neularger
Wielki Cybernator Koronny
Posty: 7012
Rejestracja: śr, 17 cze 2009 21:27
Płeć: Mężczyzna

Re: Pojmanie

Post autor: neularger » pn, 19 maja 2014 23:19

Słowa klucze do tego tekstu to: „udziwnienie”, i co często się zdarza – „chciejstwo”
Chciejstwo jest tu fabularne. Autor zamiarował wprowadzić do stacji Impów Marduga (domyślam się tu jakiegoś wpływu mitów babilońskich) i spiknąć go z niejaką Hadisz. Cel ten Autor realizuje konsekwentnie i bez zwracania szczególnej uwagi na logikę.
Fabuła biegnie sobie tak: Impy porywają z Ziemi jakiegoś faceta w celach eksperymentalno-prokreacyjnych. Porwany ma zapłodnić superhybrydę o wyglądzie kobiety. Mężczyzna okazuje się jednak jakimś bóstwem, hybrydę mocno uszkadza, która ze względu na nieopanowaną chuć przyłącza się do krucjaty przeciwko Impom. Finito.

Zastanawiam się, po jakiego Impy miałby zadawać sobie tyle trudu? Po co ściągać na stację facetów, tworzyć jakąś nadkobietę, której jedynym celem istnienia ma być stosunek seksualny ze sprowadzanymi na stację obiektami? Czy nie prościej byłoby pobrać tylko materiał genetyczny od obiektów i to na nim dalej eksperymentować? Przecież celem nie jest badanie jak ziemianie uprawiają seks, tylko hybrydyzacja. Co prawda, nie wiadomo kogo z kim… Autor uznał ten szczegół za nieistotny. Wspominam o tym, bo sama nadkobieta jest chyba hybrydą człowieka z impem. Hybrydą całkiem udaną i wyposażoną w niezwykłe możliwości. Znaczy, w hybrydyzacji obcy są całkiem zaawansowani – co jeszcze usiłują osiągnąć ściągając setki mężczyzn do stacji?
No i sama hybryda - Wonder Woman: supersilna, superwytrzymała, nieludzko odporna. Po co? Impom się wydaje, że sprowadzony z planety człowiek to albo będzie walczył albo od razu będzie chciał kobietę przelecieć albo najpierw będzie walczył, a po nieuchronnym skopaniu tyłka będzie miał ochotę na seks.
Logicznie.

Najwyraźniej Impy nie wpadły na pomysł, że uległość obiektu i podniecenie seksualne można wywołać chemicznie, że pobity samiec może nie mieć akurat ochoty na seks z oprawczynią (choć, oczywiście, pewnej grupie samców to się może spodobać)? A co, jak sprowadzony obiekt będzie odpowiedni po względem genetycznym, jednak akurat od maleńkości nie cycki mu w głowie?

Usiłuję powiedzieć, że fabuła robi wrażenie pretekstowej. Mardug ma dostać się na stację, skopać dupę Impom, przelecieć Hadisz i co tam jeszcze autor sobie wymarzył… Tyle że nawet to nie wyszło, nigdzie wspomniane wydarzenia nie zostały opisane. Tekst kończy się w momencie, kiedy chciejstwo Autora ma szansę się spełnić. Innymi słowy, pretekstowa fabuła nie prowadzi nawet do wypełnienia się owego pretekstu – czyli, tak naprawdę, nie służy niczemu.

Język jest dziwny – udziwniony. Nakładają się tu dwie sprawy: słaba znajomość polszczyzny i nieudana oraz niekonsekwentna stylizacja wprowadzona z niejasnych powodów.
Początkowo, szare, niskie, wielkogłowe istotki, planowały obezwładnić olbrzymiego samca impulsatorem, otworzyć mu szczękę, wepchnąć sondę penetracyjną i pozwolić chemii paraliżować tkanki. Wtedy, szarzy porywacze zamiarowali obwinąć Obiekt w kokon i wyciągnąć z budynku.
Puciu, puciu moja ty istotko. Chcesz papusiać? Czyli idiotyczne zdrobnienie.
Kompletnie nie wiem jak się otwiera szczękę. Ona, z natury, nie ma żadnych „drzwi”, można najwyżej zrobić w niej dziurę – wiertłem.
Szarzy porywacze – doceniam Autorze próbę uniknięcia powtórzenia. Naprawdę. Istotki zmieniły się w szarych porywaczy… Autorze może wpadło Ci do głowy, że te określenia do siebie nie pasują?
Wielkogłowe istotki zmrużyły błoniaste powieki okrywające olbrzymie szkliste oczy w kolorze wieczornego nieba.
Poezja! Fantastycznie!
To mogło być właśnie to. Co prawda, odczyt wskazywał zwłoki ludzkie, ale oni, nie przybyli tu, by zastanawiać się nad motywami, celami, przeszłością, czy wierzeniami Obiektu, byli tu tylko po to, by uprowadzić.
Zwłoki były. Przez jakiś czas się zastanawiałem, czy nie chodzi tu o prawowitego właściciela domu z którego porwano Marduga (Bóg go zabił i dał się porwać przez Impy, żeby się dostać do stacji), ale przypuszczenie to nie ma wielkiego sensu. Dlaczego Mardug miałby zabijać tamtego człowieka?
Znaczy, wątek wisi smętnie niezamknięty.
Oczy Obiektu były zamknięte, szczęka lekko uchylona, włożyli mu sondę w usta, ta powędrowała w głąb szyi.
Atlas anatomiczny sobie Autorze kup.
Śpieszyli się nawet, bo sondy sprawiały tym razem pewne problemy, wykazywały choćby, zawartość substancji w ciele obiektu (ale jakich substancji?), przed ich wstrzyknięciem (znaczy, sam sobie wstrzyknął?), trzeba było je (te substancje) kalibrować "na żywca" i nadpisywać komendy (tych substancji).
Genialny kawałek, Autorze.
Porywacze zachowywali całkowitą ciszę, co nie znaczyło że się nie porozumiewali. W pomieszczeniu trwała ożywiona, mentalna wymiana frustracji.
Wymieniali się frustracjami jak piłkarze koszulkami po meczu.
Posiadała wszystko, czego ludzki samiec mógł pożądać. Została zaprojektowana tak, by mogła hybrydyzować z człowiekiem
.Połączenie tych zdań sugeruje, że hybrydyzacja to rodzaj seksu.
Była samicą do tego stopnia, że potrafiła by nawet taką hybrydę inkubować we własnym ciele, a potem wydobyć na zewnątrz.
Ta… wyciągną z macicy za nóżki. Twardzielka, że potrafiłby.
Mogła też produkować wysoko białkowy pokarm dla młodego, niemal jak człowiek.
Kolejny ort.
Może to było dwa obroty planety wokół własnej osi, może tysiąc obrotów w okół słońca,
Raz dobrze, raz źle. Może jednak słownik kupić?
Dlatego chwyciła oburącz końcówkę sondy i objęła ustami jedynie jej czubek. Sonda informacyjna była zbudowana dla dronów, ale była na tyle silna, by złamać opór również ludzkiego Obiektu. Jednak aksamitne, szczupłe dłonie, trzymające sondę, należały do istoty znacznie silniejszej, zaprojektowanej do interakcji z niespętanymi w żaden sposób Obiektami.
Sonda łamie opór dronów i jest na tyle silna by złamać opór człowieka. Jednak dłonie trzymające sondę były znacznie silniejsze. Znaczy. sondy informacyjne w tym świecie działają tak: przybywają, łamią opór dronów lub ludzi i przekazują informacje. Jednak kiedy sondy informacji nie chcą przekazywać, to się ich opór łamie przemocą i wyciąga to co się chce. To jakaś wyjątkowo agresywna cywilizacja, odkurzacze się pewnie okłada się pasem, a lodówki torturuje.
Problemy piętrzyły się jedynie z Obiektem zero kropka trzy i trzy w okresie ( wedle terminologii dronów, co można było wyrazić po ludzku: “obiekt jeden z trzech”).
Jak wiadomo liczby naturalne, to wynalazek wyłącznie ludzkiej cywilizacji. Reszta liczy od razu w ułamkach okresowych (o błędzie matematycznym powiedział już Poc Vocem).
Arkusz był pełen luk, nawet kategorie wiek, rasa, pozostawały puste. Uznała, że to za sprawą awarii sondy penetracyjnej i manualnej kalibracji.
Znaczy, ściąga się na te eksperymenty jakieś kompletnie losowe osobniki, których się nawet wcześniej nie obserwuje. To pewna niespodzianka, ale w sumie to przecież obca cywilizacja…. Naukę się pewnie tam uprawia inaczej niż na Ziemi.:P
Przywołała holokonsolę, drony używały jej tylko w czasie poważnych awarii, w normalnych okolicznościach korzystały z sond, które były szybsze on konsoli, jak światło jest szybsze od dźwięku.
Opowiedz, narratorze, jeszcze o innych rzeczach nieistotnych dla fabuły. Na przykład o tym jak wycinają nagniotki po drugiej stronie planety.
Była niezwykłą istotą, mogła by osiągać bajeczne wyniki w każdej fizycznej i mentalnej dyscyplinie.
Oczywiście. Mogła dyskutować z obiektami o Platonie i szukać rozwiązań dla równań Naviera-Stokesa, brać udział w maratonie wokół modułu i podnosić ciężary. Niemniej zadowalała ją rola biologicznej dmuchanej lalki.
A i „mentalna dyscyplina” – cudo po prostu.
Na holokonsoli wyświetliły się trzy ikonki odpowiadające trzem obiektom, wcisnęła tą oznaczoną "zero kropka trzy i trzy w okresie", chciała go samodzielnie zreegzaminować i wypełnić luki w arkuszu.(...)
Przywołała liczne przyrządy, których miała zamiar użyć w egzaminacji.(...)
Sześćdziesiąt plus czterdzieści widziała tysiące Obiektów, pobierała ich materiał genetyczny, dotykała ich ciał, egzaminowała ich wnętrza, czytała myśli.
Byś, Autorze, zreegzaminował swój polisz dikszjonarny pod anglem jego sajzu. I zenlardżował dikszjonar mejbi?
Oglądany właśnie Obiekt, gdyby nie wisiał nieważko, a stał obok niej, przewyższył by ją nieco, co oznacza że przewyższył by o głowę każdego wysokiego ludzkiego mężczyznę, jego masa mięśniowa była ogromna, przy czym ciemna skóra całkowicie wolna od jakichkolwiek śladów szybkiego przyrostu.
Innymi słowy skóra wolna od rozstępów spowodowanych nagłym rozrostem mięśni. Dobrze, że gość jest naturalnym pakerem i nie bierze sterydów.
Sześćdziesiąt plus czterdzieści obstawiła, że obiekt należy do rasy właściwej, czyli czarnoskórych ludzi.
Czarnoskórzy ludzie są właściwi czemu?
Rozwinięcie ciała wyznaczało dolny limes wiekowy obiektu na dwadzieścia pięć cykli orbitalnych planety.
Superkobieta miała skitrane w sarkofagu rozmówki łacińskie. I czasem jej się coś wymskło. Zwłaszcza podczas rozwijania ciał.
Oczywiście skóra człowieka powinna po takim okresie czasu posiadać pewne uszkodzenia, choćby skazy słoneczne
Obce cywilizację w okresach mierzą też wagę, odległości i IQ. Na Ziemi „okres czasu” to tautologia.
Gestem dłoni przywołała bliżej projekcję holokonsoli i wstukała komendę dla probera
Kiedy to czytam, to się zastanawiam czemu ten tekst nie jest po angielsku. Możliwe, że Autor czułby się w tamtym języku pewniej.
A po polsku istnieje słowo „próbnik”.
Nad głową Sześćdziesiąt plus czterdzieści wirowała korona przywołanych wcześniej narzędzi, ostrzy, szpikulców i innych.
I łopatek do mięsa.
A szpikulec to takie wysokospecjalizowane narzędzie do przerywania, na niewielkim obszarze, ciągłości struktur organicznych lub nieorganicznych o twardości nie większej niż 6 w skali Mohsa.
Więcej kwerendy Autorze, bo „narzędzia, ostrza, szpikulec i inne” brzmi jak fragment opisu instrumentów chirurgicznych wykonany przez gimnazjalistę
Tyle średnio trwała jej “chwila”, “pięć minut” jak mawiali ludzie, okres w którym jej umysł nie był pod silnym ostrzałem hormonów, na razie tylko widziała nieprzytomnego samca, jeszcze nawet go nie dotknęła (wtedy hormony zaczną ją bombardować), ale lawina już się zaczęła i istniała tylko jedna możliwa wypadkowa.
Plus – wypadkowa to już po polsku.
Minus – słowo jest źle użyte, pomijając fakt że wypadkowa zawsze jest tylko jedna.
Określenie rasy, szczepu, wieku było dla niej kwestią tercji spojrzenia.
Szczególnie szczep rzucał się w oczy.
Sześćdziesiąt plus czterdzieści dała sobie kilka tercji na przemyślenie pozostałych opcji (hormony i genetycznie argumentowane zachowania, ciągle słabo jeszcze się obawiały i mogła wciąż myśleć względnie swobodnie)
<wali czołem o biurko>
Trzymając go pewnie dwurącz, przeszła kilka kroków
Niosła go też idąc dwunóż i patrząc dwuocz…
Została zaprojektowana w pierwszej kolejności do prokreacji z gatunkiem ludzkim, jej siła czy inteligencja miały w tym dopomagać.
Do wyboru miała gwałt albo cytaty z erotyków albo jedno i drugie. To ważne jak się prokreuje z całym gatunkiem.
Jej potencjał mentalny był prawdopodobnie połową tego, czym dysponował każdy dron, jednak Sześćdziesiąt plus czterdzieści posiadała przewagę genów i doświadczenia w kontaktach z Obiektami.
Wcześniej były „dyscypliny mentalne” użyte w znaczeniu „zdolności/możliwości umysłowe”. Wychodzi na to, że nadkobieta, mino że bosko inteligentna, była tylko w połowie tak bystra jak drony obcej cywilizacji. Aż strach myśleć jakie IQ mieli twórcy tych dron, pewnie z 100000… :)
Kiedy pozwolę ci wyjść z mojego umysłu - zaczął mężczyzna z przekonaniem, jakby na prawdę myślał, że człowiek może być tu stroną dominującą.
Naprawdę, Autorze, kup sobie słownik.
Ześlizgnęła się z jego torsu i przysiadła na boku, mężczyzna podniósł się na proste nogi
To chyba fizycznie niemożliwe, na boku to można najwyżej się położyć. Ale co ja wiem o obcych…
Chwycił ją za włosy i jednym szarpnięciem postawił na nogi, było to nieprzyjemne, ale hormony podpowiadały jej uległość, przynajmniej do póki nie zdobędzie jego nasienia.
Dziwne. Prosta hybryda ma boską inteligencję, nie wspominając już o dronach czy nadsuperinteligentnych twórcach tych dron, a nikt nie wymyślił mniej skomplikowanego sposobu na pozyskanie owego nasienia. Zalecam konsultację u pobliskiego weterynarza.
Po pierwsze moduł był inwigilowany nieustanie i jeśli centrala uznała by sytuację za niebezpieczną, podjęła by niezbędne działania.
Obserwowali moduł jak spał, sikał i chodził do kościółka. Z inwigilacją mamy do czynienia tylko wtedy, jeżeli strona obserwowana nie jest tego świadoma. Kolejne źle użyte słowo.
Potężne geny Niebian, nie pozwalały jej osunąć się w ciemność, mimo iż bardzo by chciała, bo ból był okropny. Poczuła powiew, moduł był właśnie dekompresowany, centrala postanowiła w końcu unieszkodliwić intruza. Brak tlenu jej nie martwił, musiała by spędzić godziny na powierzchni księżyca by się udusić, (…)
Potężne geny Niebian także zawieszały prawa fizyki, w związku z czym efekty związane z różnicą ciśnień nadkobiety nie dotyczyły.
Był przy tym tak potężny że mógł terminować jej fizyczną egzystencję w każdej chwili.
Rozumiem, że duchowej egzystencji nie terminuje, cokolwiek to może oznaczać w tym zdaniu. „Terminować” po polsku oznacza być w terminie u mistrza, czyli uczyć się. Termin kończy się majstersztykiem. Dlatego pewnie „Terminator” ze Schwarzeneggerem miał po polsku tytuł „Elektorniczny morderca”.
Ale kto by się przejmował jakimiś niuansami polszczyzny, przecież nie autor tekstów literackich.

I już więcej mi się nie chce.
W tym tekście trudno znaleźć jedno zdanie napisane bez większych lub mniejszych usterek. Podsumowując: język drewniany na krawędzi bełkotu. Nielogiczna i pretekstowa fabuła. No i nie jest to utwór, czyli nie jest to opowiadanie. To jest tekst.
Eufemistycznie mówiąc: nie wyszło.
You can do anything you like... but you must never be rude. Rude is being weak.
Ty, Margoto, niszczysz piękne i oryginalne kreacje stylistyczne, koncepcje cudne językowe.
Jesteś językową demolką.
- by Ebola ;)

ODPOWIEDZ