Organizacja pisania

Żale i radości wszystkich początkujących na niwie.

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
LiAiL

Organizacja pisania

Post autor: LiAiL » pt, 13 lip 2007 11:23

Witam forumowiczów!

Chciałbym zapytać w jaki to sposób planujecie swój czas podczas pisania. Czasem jest to kwestia zasadnicza, czasem nie tak ważna. Zależy od osoby i jej nastawienia do pisarstwa. Ja, dla przykładu, zazwyczaj działam na bazie impulsu, jednak z czasem zacząłem nieco dokładniej planować moje prace. Nadal staram się to doskonalić, aczkolwiek muszę przyznać idzie to z mozołem.

Jak jest w Waszym przypadku? Na samym początku robicie iście "scenariuszowy" plan, scena po scenie? A może piszecie bardziej spontanicznie, pod wpływem impulsu?

Podzielcie się, proszę, swoim doświadczeniem z organizacją pisania, że się tak dziwnie wyrażę.

Pozdrawiam i z góry dziękuję,
Tymoteusz

Awatar użytkownika
Ignatius Fireblade
Kameleon Super
Posty: 2575
Rejestracja: ndz, 09 kwie 2006 12:04

Post autor: Ignatius Fireblade » pt, 13 lip 2007 11:32

A ja bym polecał szanownemu Panu/Pani przywitanie się w odpowiednim do tego temacie. A także, jako rozrywka, lekturę Forumokiety. Wtedy powymieniamy się spostrzeżeniami i uwagami :P
- Na koniec zadam ci tylko jedno pytanie. Co ci wyryć na nagrobku?
- Napisz: "Nie ma lekarstwa na brak rozumu".
"Black Lagoon" #10 Calm down, two men PT2

LiAiL

Post autor: LiAiL » pt, 13 lip 2007 12:10

*Salutuje* Zrobione!

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » pt, 13 lip 2007 13:07

Z chęcią do pisania jest u mnie tak jak z chęcią do uprawiania sportu - 24 h na dobę, 7 dni w tygodniu. Mam bujną wyobraźnię, więc pomysłów nie brakuje (gorzej z językiem pisanym po przelaniu na dysk/kartkę), a najlepsze pomysły miewam w wyższych stanach świadomości i przed snem. Są też impulsy, ale godzinę po przejściu impulsu pomysł mi się zwykle nie podoba.

Awatar użytkownika
Ignatius Fireblade
Kameleon Super
Posty: 2575
Rejestracja: ndz, 09 kwie 2006 12:04

Post autor: Ignatius Fireblade » pt, 13 lip 2007 13:07

Ku chwale Ojczyzny, Towarzyszu!

Jestem stosunkowo początkującym autorem, ale troche już przerabiałem :P To może wymienię:

* Pomysł się pojawia, rzucam się do pisania i w połowie wygasa zarówno zapał, jak i pomył.

* Zaczynam pisać, ciągnę do końca, mimo tego, że tekst nudzi nawet mnie. Na końcu się wkurzam i wywalam

* Pisze krótkie teksty, nie potrzebując żadnego planowania...

Tak kiedyś robiłem, ale teraz na samym początku tworzę konspekt. Może nie zawieram tam wszystkich scen, to nie ma być komiks... Wszsytkie ważniejsze momenty, postaci, przewijające sie i krótki opis miejsca, w którym to się dzieje. Później piszę zgodnie z punktami, czasem odchodząc w mniejszym, badź większym stopniu.

Pozwala to jednocześnie dobrze rozplanować czas pracy i nie pogubić się we własnym tekście. zawsze, gdy mam wątpliwości podczas pisania, patrzę na projekt... Zdecydowanie polecam. Może i pisanie na żywca jest pociągajace, ale przy dłuższych tekstach może prowadzić do pomieszania z poplątaniem.
- Na koniec zadam ci tylko jedno pytanie. Co ci wyryć na nagrobku?
- Napisz: "Nie ma lekarstwa na brak rozumu".
"Black Lagoon" #10 Calm down, two men PT2

Awatar użytkownika
Hitokiri
Nexus 6
Posty: 3318
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » pt, 13 lip 2007 13:50

Ignatius Fireblade pisze:* Pomysł się pojawia, rzucam się do pisania i w połowie wygasa zarówno zapał, jak i pomył.

* Zaczynam pisać, ciągnę do końca, mimo tego, że tekst nudzi nawet mnie. Na końcu się wkurzam i wywalam

* Pisze krótkie teksty, nie potrzebując żadnego planowania...
Przerabiałam to wszystko, ale generalnie wciąż szukam własnej metody. Napisałam jedno opowiadanie trzymając się konspektu - nawet dobrze mi się pisało - a także pisałam całkowicie bez żadnego przygotowania i sama się w tekście pogubiłam, tak, że oho! Zdarzyło mi się też robić konspekt i nie móc wymyśleć zakończenia, a potem zabrać się za tekst według tego co mam z podejściem: "zakończenie się samo wymyśli". Tak pisałam na Mrocznego Żniwiarza dwa teksty. Zakończenia się nie wymyśliły i tekstów nie skończyłam. A gdy wpadł mi w końcu pomysł, z początkiem, środkiem i końcem, a nawet jakieś przesłanie było, to skończył się termin.
No, teraz to się przygotowuję do pisania jednego tekstu - mam trochę notatek, mam rozpisanych kilku bohaterów, a niedługo się wezmę za konspekt[tym razem taki z początkiem i końcem] i pisanie. A dalej - pożyjemy, zobaczymy.
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Xiri
Nexus 6
Posty: 3386
Rejestracja: śr, 27 gru 2006 15:45

Post autor: Xiri » pt, 13 lip 2007 13:56

Ignatius Fireblade pisze:Może i pisanie na żywca jest pociągajace, ale przy dłuższych tekstach może prowadzić do pomieszania z poplątaniem.
Dokładnie. Najlepiej jest robic notatki przy dłuższych opkach i powieściach, bo wszystko się może posmyrgać, np. kolory oczu 30. bohaterów.

Awatar użytkownika
zyto
Mamun
Posty: 165
Rejestracja: wt, 01 maja 2007 17:08

Post autor: zyto » pt, 13 lip 2007 14:25

Co tekst, ciut inna metoda. Krótsze, które można załatwić jednym lub dwoma posiedzeniami zwykle pociągam bez żadnego planowania tylko z pomysłem zakleszczonym pod kopułą. Ale i tu są wyjątki. Czasem dokładnie planuję nawet opowiadania na 3-4 strony.
Teksty dłuższe powyżej 25k prawie zawsze staram się załatwiać pod plan. Oczywiście z trzymaniem owego planu bywa różnie - zależy, na ile wolności w kształtowaniu własnych losów pozwalam postaciom:)
Raz udało mi się napisać historię na niemal 200 stron objętości bez jakiegokolwiek planowania i całkiem spójnie wyszło. Inna sprawa, że owe dziełko powierzyłem dyskowi twardemu (niech się kurzy), bo nazbyt emocjonalny do tego mam stosunek... Jeden jedyny raz mi się tak przytrafiło i raczej na trwający miesiąc amok (zwany też weną), nie ma co liczyć;)

Plan przy dłuższych rzeczach to raczej konieczność. Ma jednak pewną wadę - zauważyłem, że po rozplanowaniu chęć do napisania fabułki maleje. Po co pisać, skoro i tak wiemy, jak się skończy? I nawet jak do owego skończenia dojdzie? No, nie chce się normalnie;)

Awatar użytkownika
Gustaw G. Garuga
Psztymulec
Posty: 940
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 11:02
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Gustaw G. Garuga » pt, 13 lip 2007 17:25

Dla mnie dobrze opracowany konspekt to najlepszy bodziec do pisania. Czasem nie mogę się wręcz doczekać, aż zabiorę się za tę czy inną scenę.

Radziłbym zapisywanie pomysłów nawet przy krótkich formach. To da czas na przemyślenie, udoskonalenie pomysłu. No chyba, że kogoś wena ciśnie... Ale w 9 przypadkach na 10 efekt ulegania chwili będzie mizerny. Odradzam też zasiadanie do pisania bez choćby zarysowanego zakończenia. Łatwo można wtedy stracić serce nawet do dobrego pomysłu. Konspekt nie zając.

Oczywiście nie ma musu, niech każdy idzie swoją drogą. Tylko po co własną cieżką pracą odkrywać prawdy, które wielu już dawno odkryło?

Awatar użytkownika
Hitokiri
Nexus 6
Posty: 3318
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » pt, 13 lip 2007 17:33

Gustaw G. Garuga pisze:Tylko po co własną cieżką pracą odkrywać prawdy, które wielu już dawno odkryło?
Może dlatego, że im boleśniej człowiek się uczy na własnych błędach, tym lepiej zapamiętuje lekcje. Przynajmniej ja tak mam ;)
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Awatar użytkownika
zyto
Mamun
Posty: 165
Rejestracja: wt, 01 maja 2007 17:08

Post autor: zyto » pt, 13 lip 2007 18:31

I ja, i ja.
Na własnych błędach uczyć się lepiej, na cudzych... przyjemniej;)

Matheous

Post autor: Matheous » pt, 13 lip 2007 18:32

Poza tym nie wszystkie prawdy są uniwersalne... =)

Piszę na żywca, raczej. Konspekt? Niee... Cała przyjemność z pisania to stawianie się w pozycji czytelnika. Ja tak przynajmniej mam. A raczej rzadko zdarza się, że czytamy coś z taką samą werwą, gdy znamy zakończenie. A co dopiero, gdy nie mamy tego przeczytać, tylko *napisać*...

Plątanie się to inna rzecz. Pamięć trzeba ćwiczyć, no :P

Awatar użytkownika
Gustaw G. Garuga
Psztymulec
Posty: 940
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 11:02
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Gustaw G. Garuga » pt, 13 lip 2007 19:31

Rozumiem, że dobry opowiadacz dowcipów najlepiej rozerwie słuchaczy, kiedy wymyśla dowcip w trakcie opowiadania ;)

Ja niczego nie narzucam. Po prostu wiem, ile sam czasu straciłem, ucząc się na własnych błędach. Pamiętam, jak bodajże KTL napisał czy powiedział swego czasu, że nie siada do pisania, dopóki nie wie dokładnie, co i jak ma napisać, bo pisanie pod wpływem weny to amatorszczyzna... Myślałem wtedy dokładnie to, co wy teraz piszecie;)

Biegnący_po_ostrzu

Post autor: Biegnący_po_ostrzu » pt, 13 lip 2007 20:08

Do niedawna pisałem na żywioł. Wychodziło z tego coś w stylu: "Była sobie mała żabka,(...) i odstawili czołg do garażu." O ile dotarłem do końca. Jedno z tych "dzieł" wciąż leżakuje. Zachowałem je ze względu na pomysł.
A W dodatku popadałem w "syndrom Josepha Granda" próbując doprowadzić tekst do perfekcji.
Teraz piszę na brudno nie przejmując się stylem, interpukcją i powtórzeniami. Taki nieobrobiony tekst stanowi swoisty konspekt. Później przepisuję starając się wyłapać jak najwięcej błędów. Kolejny etap to leżakowanie i ostateczna edycja.
Dłuższe teksty to inna sprawa. Najpierw obrabiam pomysł w myślach, wstępnie zapisuje sobie o czym to ma być. Następnie opisuję bohaterów, głównych i drugoplanowych, np.: ich cechy charakterystyczne, jaką rolę mają odegrać, jakie są relacje między nimi itp. Kilka zwięzłych zdań. To samo dotyczy miejsc, kluczowych artefaktów itd. Wtedy dopiero przystępuję do pisania właściwego.
Co do nauki na błędach, wolę uczyć się na cudzych. Analizując dziełka forumowiczów i komentarze do nich, oraz urządzając własne łapanki nieraz łapę się na: "Zaraz, zaraz! Przecież napisałem podobne bzdury?"
I tak się dziwnie składa, że często znam zakończenie mojej opowieści, mam natomiast problem z jej rozpoczęciem.

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3011
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » pt, 13 lip 2007 21:01

W pełni popieram Gustawa. Jeśli nie znam zakończenia, tracę do tekstu serce - po prostu nie wiem, o czym opowiadam. To jak spalony kawał właśnie. Znając zakończenie, nie mogę się doczekać, aż o nim opowiem. Tak na zasadzie: słuchajcie, słuchajcie, a ja coś wiem! Coś, czego wy nie wiecie!
Stawianie się w pozycji czytelnika, to IMHO błąd. Jeśli nie masz ochoty opowiadać, snuć historii, być gawędziarzem... to lepiej ogranicz się do czytania cudzych opowieści. Wtedy nie będziesz znał zakończenia i w ogóle...

ODPOWIEDZ