Wewnętrzny krytyk - zmora debiutantów

Żale i radości wszystkich początkujących na niwie.

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
blazenada
Fargi
Posty: 407
Rejestracja: czw, 14 cze 2007 11:34
Płeć: Kobieta

Post autor: blazenada » czw, 15 lis 2007 19:44

niby wiem, ale lubie miec jakas mala (taka malutka, tycia) opinie na temat tekstu, nawet jesli nie jest jeszcze skonczony ; )
bo czasami sama mam watpliwosci odnosnie jakiegos fragmentu czy pomyslu w ogole i dobrze jest uslyszec czyjes zdanie na temat : )
chociaz z drugiej strony, poki tekst jest tylko moj, nie mysle podczas pisania: a czy spodoba sie x lub y?

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 15 lis 2007 20:22

Ani pochwał, ani zarzutów wobec tekstu nie powinno się formułować (niezależnie, czy własny, czy cudzy), jeżeli nie zna się całości. Po prostu.

Dlatego wewnętrzny krytyk winien przede wszystkim pilnować, żeby utwór stał się całością, czyli miał początek i koniec, a pomiędzy związki przyczynowo-skutkowe*, na których oparte są wątki, charakterystyki bohaterów, akcja. To, co Twain napisał: że opowieść winna do czegoś zmierzać.

Dopiero nad takim tekstem wewnętrzny krytyk może się rozpływać w komplementach lub stawiać zarzuty. Wcześniej, tak po prostu: NIE MA NAD CZYM SIĘ ANI PASTWIĆ, ANI ZACHWYCAĆ.

Ponieważ utwór niedokończony - w przypadku Autora, który dopiero zaczyna drogę ciernistą kariery literackiej - winien być dla krytyka tylko śmieciem. Niestety. Utwór dokończony - to inna sprawa, rzecz jasna.

________
*Kolejność elementów zależy od Autora, dla wygody podaję je linearnie.


edit: Źle sformatowałam i poprawiłam skrót myślowy, który zaowocował mącipolem. Czarodziejka miała rację, interpretując moją wypowiedź niezgodnie z intencją => moja wina.
Ostatnio zmieniony czw, 15 lis 2007 22:26 przez Małgorzata, łącznie zmieniany 1 raz.
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1108
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » czw, 15 lis 2007 21:58

michiru pisze:odnosnie monitora: *umarla z zachwytu (i zazdrosci)*
pieeekny jest : ) jak bede kiedys milionerka to sobie taki sprawie ; D

odnosnie wewnetrznego krytyka: akurat w chwili obecnej taki jeden mnie meczy : / pisze sobie od jakiegos czasu opowiadanie, jest milo, jestem zadowolona, az tu nagle pojawia sie mysl: przeciez to jest gniot!
no i ta mysl juz odejsc nie chce >.>
przydaloby sie, oj przydalo troche komplementow do polechtania ego ; )
Jest taki etap, kiedy człowiek uczy się tak szybko, ewentualnie tak szybko zmienia koncepcję... że pod koniec tekstu przestaje mu się podobać początek.
Nie należy się wtedy w ogóle przejmować, tylko skończyć i przerobić początek tak, żeby pasował. ALE PO FAKCIE. Bo tak to się nigdy nie skończy.... znam zjawisko aż za dobrze, to wiem.
I syndrom porannego spojrzenia na wieczorne wypociny też znam.
Wszystko jest do obróbki. Tekst na szczęście nie ma wspólnego pewnego szczegółu z muzyką czy też taką sztuką, jak ten monitor - jak coś schrzanisz, zawsze możesz poprawić. Jesteśmy na uprzywilejowanej pozycji.
Przedwczesne dawanie ludziom fragmentu do oceny często powoduje, że się z niego wygadujemy i tracimy nim zainteresowanie. Najlepiej kończy się tekst wtedy, kiedy nikt nic nie wie.

Dla krytyka może, ale dla autora żaden tekst nie jest śmieciem, nawet niedokończony, nawet słaby. Nigdy nie wiadomo, czy ze starego tekstu po dziesięciu latach nie wygrzebiemy ciekawego pomysłu, sformułowania, fajnej postaci. Poza tym jak sobie człowiek masochistycznie obniża samoocenę, mówiąc "śmiecie" na stare, słabe teksty, to nie będzie mu się nawet chciało pisać.
Ciągnąc analogię dalej, "zapasowe części" to będzie akurat właściwe sformułowanie...

Edit: Nie chce mi się całkiem edytować - niech tak zostanie, może się przyda.
Ostatnio zmieniony czw, 15 lis 2007 22:42 przez inatheblue, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 15 lis 2007 22:10

Wypowiadam się jako zewnętrzny krytyk, nie Autor, Czarodziejko.
A dla mnie niedokończony, niedopracowany tekst, to śmieć. Gniot, muł tekstowy, błoto i szlam.

Dla mnie - krytyka - jest to tekst bez wartości.
Dla właściciela - to inna sprawa. Dlatego masz prawo się nie zgadzać, szanuję to. Niemniej, pozostanę przy stanowczości swoich podziałów. Nazbyt często widuję teksty, które są niedokończone, marnują pomysły przez to, abym nie była stanowcza. Co Autor robi ze swoimi śmieciami, nie moja sprawa. Ale kiedy mam taki twór przed oczyma... Cóż, wtedy jestem zła. :)))
So many wankers - so little time...

Awatar użytkownika
inatheblue
Cylon
Posty: 1108
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 16:37

Post autor: inatheblue » czw, 15 lis 2007 22:14

Powiedziałaś, że dla autora, więc zrozumiałam dosłownie... ok.

Awatar użytkownika
Małgorzata
Gadulissima
Posty: 17042
Rejestracja: czw, 09 cze 2005 09:11

Post autor: Małgorzata » czw, 15 lis 2007 22:24

Tak napisałam, faktycznie. Moja wina, mącipole wprowadziłam, skrót myślowy. Przepraszam!

Już edytuję.
So many wankers - so little time...

Delvila

Post autor: Delvila » śr, 23 sty 2008 15:29

Co do wewnętrznego krytyka...
Piszę i piszę, a nagle wydaje mi się, że coś z tekstem jest nie tak. Szukam błędów, ale dalej czuję, że nie jest to to co chciałam osiągnąć. Jednak najgorsze jest to, że gdy tekst jest ukończony dostaje pozytywne opinie o nim, a ja wciąż szukam co jest nie tak.
A później tekst leży przez długi czas, by po kilku miesiącach znów wydostać się na zewnątrz. Wydaje mi się, że opowiadanie jest dobre, a gdy znów zaczynam korektę, dopada mnie niechęć, bo znów coś nie pasuje...
Mój wewnętrzny krytyk na pewno jest kobietą (ciągle zmienia zdanie:P)

Awatar użytkownika
ElGeneral
Kratistos
Posty: 8408
Rejestracja: pt, 09 lis 2007 18:36

Post autor: ElGeneral » śr, 23 sty 2008 15:37

Delvilo, ktoś kiedyś (nie wiem kto i kiedy) powiedział, że do stworzenia arcydzieła potrzeba dwu ludzi. Artysty... i tego drugiego, który powstrzyma artystę od polerowania szczegółów w nieskończoność...
Takie jest moje zdanie w tej materii, a oprócz tego uważam, że Kartagina powinna być zburzona.

Awatar użytkownika
Dabliu
ZakuŻony Terminator
Posty: 3221
Rejestracja: wt, 22 sie 2006 20:22
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Dabliu » śr, 23 sty 2008 15:46

Autor nigdy nie kończy swojego tekstu, po prostu w pewnym momencie przestaje nad nim pracować. Należy jedynie wyczuć, kiedy ten moment (najodpowiedniejszy) nadchodzi.

Awatar użytkownika
Hitokiri
Yilanè
Posty: 3642
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » śr, 23 sty 2008 16:37

A ja mam teraz tak:
Wymyślam tekst. Początek, środek, zakończenie, wszystko ładnie wymyślone, zapisane w konspekcie i dobra, piszemy.
To sobie siedzę, piszę, piszę i piszę, i właśnie mój krytyk się odzywa w trakcie pisania "to zdanie jest wujowe""a ten fragment okropny - weź napisz to jeszcze raz, ale inaczej" itd. Dlatego potrafię pisać jedno zdanie na setkę sposobów, tak jak i fragment. A tymczasem przydałoby się napisać resztę... ot, zakończenie na przykład, które siedzi w konspekcie i czeka, aż się za nie wezmę.

A kiedy tak siedzę i np. męczę się z jakimś fragmentem, to w końcu się denerwuję i piszę pogrubionymi literami: "tu ma być opis, jak Y napada na bank" [taki przykład :)]. I lecę dalej. Ale to chyba też nie jest dobry sposób. Jeden - prawie skończony tekst - wciąż nie ma ważnego dla fabuły fragmentu, a ja nie mam pomysłu na opisanie go tak, by ładnie wyglądał.
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Świeżynek

Post autor: Świeżynek » śr, 23 sty 2008 20:51

Ja lubię swojego wewnętrznego krytyka. Podam prosty przykład dlaczego: biorę opowiadanie sprzed paru lat, czytam, poprawiam, czasem zmieniam bebechy (wstęp, rozwinięcie lub zakończenie) i zadowolony zamykam tekst do szuflady. Po kilku latach czytam go znowu.
Mam taki tekst sprzed dziesięciu lat, który leży na twardym w chyba czterech wersjach. Mogę sobie zobaczyć jak zmieniały się moje koncepcje i styl z upływem czasu. Fajne.

Awatar użytkownika
Jessabel
Sepulka
Posty: 94
Rejestracja: ndz, 20 sty 2008 18:57

Post autor: Jessabel » ndz, 17 lut 2008 19:00

czy ktoś mi sprzeda skuteczny sposób na zakneblowanie natrętnego wewnętrznego krytyka? bo gość się zachowuje jak cudzy wen... jeśli wiecie, o co mi chodzi :)
Nie ma to jak mała prywatna wojna pośród ogólnego szaleństwa...

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 23479
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » ndz, 17 lut 2008 19:33

Jessabel, nie knebluj go, bo on często miewa rację.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
Jessabel
Sepulka
Posty: 94
Rejestracja: ndz, 20 sty 2008 18:57

Post autor: Jessabel » pn, 18 lut 2008 18:10

a co, jesli on nie pozwala mi pisać dalej?
Nie ma to jak mała prywatna wojna pośród ogólnego szaleństwa...

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 23479
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » pn, 18 lut 2008 19:01

Wtedy podyskutuj z nim rzeczowo i przekonaj go.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

ODPOWIEDZ