WT 4 - pocałunek tragiczny

Moderator: RedAktorzy

Zablokowany
Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

WT 4 - pocałunek tragiczny

Post autor: kiwaczek » sob, 15 mar 2008 16:28

ZWT IV: Pocałunek - scena tragiczna

Z powodów niezależnych od Komisji trochę to trwało, ale co ma wisieć nie utonie, więc wisi.
TADAM
Zanim oddamy teksty na pastwę komentujących pozwolimy sobie stwierdzić, że tym razem pojęcia „scena”, „pocałunek” i „tragedia” udało się wam, w większości przypadków, ze sobą pogodzić.
------------------------------------
Żółte kartki, za niewielką nadprodukcję znaków otrzymują: Tenshi i Lukan.z
----------------------------------
Pod kreskę trafiają:
KPiach, Łosiu za nadporodukcję znaków, której można było uniknąć
Tariel za błędy
Vesper za formę niezgodną z instrukcją obsługi języka polskiego.

No to lecimy:

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Lukan.z Ostatni Pocałunek

Czerwone słońce wschodziło powoli nad Kępą Oksywską. W ten poranek początku września dwoje kochanków żegnało się ostatnim pocałunkiem. Bujne, rude, dziewczęce loki powiewały na morskim wietrze. Postawny oficer gładził je dłonią. Zaraz usta ich złączyły się w jedno cierpiące serce. Rozstanie było blisko. Od tej jutrzenki świat miał się zmienić.
- Karwino…- rzekł
- Kapitanie – przerwała łagodnie – niedługo opuścisz mnie. Demony od morza już pędzą po ciebie.
Spojrzeli smutno na siebie i ognistowłosa rozpłynęła się w porannej mgle.
Kapitan rzucił okiem na zegarek- była 4.43. Wrócił, więc do baterii i usiadł przy lornecie. Nagle zobaczył demoniczny kształt na morzu. Padł z niego ogłuszający strzał. Rozkazał wycelować i działem dać odpowiedź.
- Dla ciebie ukochana. Ognia!
Na Babich Dołach Karwina z resztą czarownic zobaczyła jak niemiecki okręt zostaje zatopiony przez maleńką baterię. Zaraz dało się słyszeć ryk samolotu i świst bomby. Posterunek kapitana wybuchł.
- Żegnaj ukochany- szepnęła i gorzko zapłakała.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Novina I żyła długo...

- Niech żyje królewska para!

Z wahaniem dotknęła policzka męża. Nawet przez materiał cienkich rękawiczek czuła jego szorstki zarost i gładką fakturę zabliźnionych ran.
Mocne ramię zacisnęło się na talii kobiety, kiedy pochylił się, by pocałować wybrankę. Jego wąskie usta zdradzały niecierpliwość, szare, błyszczące oczy lśniły ludzką pychą.
Smakował inaczej niż to sobie wyobrażała - oddech niósł aromat elfickiego wina, był przepełniony rządzą. Podała się namiętnemu pocałunkowi, w duszy walcząc ze sobą, by nie zamknąć oczu.
Człowiek cofnął się o krok, potem mruknął cicho jej imię, dotykając warg elfki czerwoną rękawicą. Uśmiechnęła się wymuszenie i przytuliła policzek do masywnej dłoni.
Barwiona skóra pachniała dalej włosami i krwią jej ukochanego.
Opuściła głowę, ukrywając łzy w poddańczym dygnięciu.

- Co zrobimy z elfem? – Szept kapitana gwardii dosięgnął uszu uśmiechniętego króla.
- Przed chwilą moja urocza żona wyprosiła dla niego łaskę. Nie zabijajcie go, po prostu go zakopcie...

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

rubens Bez wyjścia

- Już tu są – wyszeptał Hem.
Drzwi wyginały się ze zgrzytem. Metalowa rura, którą je zablokował, powstrzymywała ghule przed wdarciem się do środka, jednak słychać było, że długo nie wytrzyma.
- Uciekaj, proszę... – szeptała cicho Misa.
Cała była we krwi. Potwór zaskoczył ich na stacji benzynowej. Zanim Hem rozpłatał mu głowę, ghul zdołał pazurami dosięgnąć Misy, raniąc brzuch i klatkę piersiową. Chłopak zaniósł dziewczynę do pustego sklepu, zanim zjawiły się inne stwory.
- Uciekaj, słyszysz? Uciekaj – zawodziła, gdy zakładał opatrunek.
- Nie wierć się, kochanie. Wyjdziemy z tego – powiedział spokojnie.
- Nie! Jest ich za dużo! Poczuły już moją krew, ale ty możesz uciec! – Łoskot za drzwiami stawał się coraz głośniejszy.
Hem pocałował ją czule, poczym wyjął z pochwy miecz.
- Stąd nie ma innego wyjścia, kochanie – powiedział i uśmiechnął się.
Odwrócił się i ruszył w stronę drzwi z uniesionym orężem.
- Kocham cię – rzekła, zanim rozległ się trzask pękającej rury.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Xiri Ogień niebios

Ludzie uszkodzili bombę Marsa.
Nam, androidom. Zbawicielom świata.
Stoję pośrodku miasta, z ładunkiem antyantropowym w dłoniach, otoczony kręgiem biegnących wrogów. Wiem, co zaraz nastąpi: będę musiał zużyć swą energię, by zdetonować bombę.
A Ziemia jest tak piękna...
Lecz będzie piękniejsza bez ludzkości. Moi bracia stworzą tu raj, wzniosą solarne elektrownie, odtrują morza. Nie będzie też wojen.
Wielka szkoda, że tego nie zobaczę.
Przystawiam usta do syfonu, by rozpocząć transfer energii. I złożyć światu najwspanialszy pocałunek.
Słychać, czuć i widać potężną eksplozję boskiej energii. Jakby w glob trzasnęła kometa.
Fala uderzeniowa niszczy wszystko, co ludzkie. Dziewięć miliardów wrogów ulega unicestwieniu.
A ja wciąż istnieję, nie rozumiejąc dlaczego.
Nagle dostrzegam mężczyznę w antycznej zbroi, z lwem po prawicy. Poznaję go: to Mars, nasz patron. Który najwyraźniej ocalił mi życie. Być może tak nagrodził me poświęcenie, przybywszy ściągnięty mocą ognistego pocałunku.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

girlfromthebridge Zawsze będę obok

Patrzył na mnie. Tak samo, jak kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy. Wtedy nie wiedziałam, co oznacza takie spojrzenie jego ciemnych oczu.
- Myślałaś o tym, co zrobisz?
- Myślałam o tym, co muszę zrobić.
Zrobiłam dwa kroki do przodu i wtuliłam się w niego, zaplatając ręce na jego plecach. Nawet przez gruby materiał sztruksowej koszuli czułam blizny.
- Nie chcę tego robić, nie chcę Cię zabić – wyszeptałam mu wprost do ucha.
- Maleńka, tak długo, jak będziesz żyć, będę żył w Tobie. Nieważne, co się wydarzy, zawsze będę obok, zawsze byłem – spokojnym ruchem głaskał mnie po włosach.
Wspięłam się na palce i spojrzałam mu w oczy. Nienaturalnie wielkie oczy pełne smutku i przerażającej mnie w tej chwili miłości. Opuściłam, więc powieki i poczułam, jak jego ciepłe usta delikatnie dotykają moich. Zrozumiałam. Przytuliłam go i oddałam pocałunek.
- Kocham Cię – wyszeptałam.
Osunął się na podłogę. Zabiłam go tak, jak powiedział. Każdego Anioła Stróża zabić mogła tylko zakazana ludzka miłość.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Nieznany Na polu chwały

Bartek, młody szeregowiec z oddziału Stefana, nie był w pierwszej linii, gdy zaczęła się walka, jednak to jego zraniła zabłąkana kula. Od początku wiedział, że rana jest śmiertelna, zbyt mocno krwawił z rozszarpanej pociskiem piersi. Widział, jak przez mgłę, innych żołnierzy pochylających się nad nim, słyszał dobiegające jakby z daleka okrzyki, wołanie o pomoc. Czuł, że śmierć jest blisko, już się z tym pogodził i nie odczuwał strachu. Żal mu było tylko, że umiera tak młodo, zaledwie kilka dni wcześniej skończył osiemnaście lat. Nagle zobaczył pośród żołnierzy śliczną dziewczynę. Dziwne było to, że widział ją wyraźnie a wszystko inne było rozmyte, jak świat za oknem w czasie ulewy. Podeszła, pochyliła się nad nim i zamknęła jego usta w gorącym pocałunku. Zatracił się cały w tej pieszczocie. Czuł, że wraz z uciekającymi sekundami gaśnie w nim ostatnia iskierka życia. Zdążył jeszcze tylko usłyszeć, jak dziewczyna cicho powiedziała „po bohaterów przychodzę osobiście”.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Świeżynek Okazja

Tom znalazł Loran zapłakaną.
- Nie chcę umierać – łkała. – Poprzednim dziewczynom nie udało się donieść pieczęci do grobowca.
Pieczęć była pasożytem żyjącym własnym życiem, jej niszczące działanie wpływało na całe królestwo. Od kilku lat kapłani podejmowali próby, by zanieść pieczęć do właściciela – zmarłego króla klątw. Wybierali w tym celu młode dziewczęta. Tom pamiętał poprzednią kandydatkę. Znaleziono ją w połowie drogi. Wypadły jej włosy, skóra złuszczyła się jak u jaszczurki, z otwartych ran sączyła się krew ze śluzem. Oto co pieczęć robiła ze słabym ciałem.
- Dlaczego kapłani wybrali akurat mnie? – Loran uniosła głowę. – Nie podołam.
Tom pchany wewnętrznym impulsem dotknął twarzy dziewczyny, pochylił się i pocałował. Usta miała wilgotne i słone od łez.
- Co robisz! – Odskoczyła przerażona. – Teraz pieczęć jest w tobie!
- Pójdę do grobowca – uśmiechnął się. – Nawet bez zgody kapłanów.
Przy drzwiach odwrócił się i dodał:
- Zawsze chciałem cię pocałować. Nareszcie trafiła się dobra okazja.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » sob, 15 mar 2008 16:29

keiko Przejście

Dotarłem na czas. Stoję obok człowieka w czarnym mundurze. Patrzymy w ogień. Niczym stęskniony kochanek powoli, nieśmiałą czułością, obejmuje martwe ciała. Kaskadą pocałunków pokrywa włosy, następnie zdziera ubranie i w namiętnym szale pochłania wszystko. Wiatr unosi smród i kłęby czarnego dymu wysoko w stronę nieba. Obaj widzimy jak mały, czarnowłosy chłopczyk tuli się do sztywnych zwłok. Jakby chciał aby go przytuliły. Ochroniły przed tym, co nadciąga. Zamyka oczy by nie widzieć. Za chwilę ucałują go płomienie. Pocałunkiem bezgranicznie gorącym, niczym żar matczynej miłości. Powietrze przeszyje przeciągły, świdrujący krzyk, gdy rodzić się będzie dla nowego świata. Czekam, aby go tam zabrać.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Teano Romantyczna kolacja we dwoje

Na zegarze 00:02. Spałam? Nigdy więcej szampana na pusty żołądek! Jest mi wstyd.
Z sypialni sączy się światło. Wstaję, podchodzę na palcach. Widzę go przez szparę. Siedzi z opuszczoną głową. Kochany.
Tak starannie zaplanował ten wieczór. Jechałam na kurs. Zadzwonił, powiedział, że mnie porywa, podał adres uroczego hoteliku. Zameldowałam się pod panieńskim nazwiskiem. Tak chciał. Mój romantyczny mąż.
Unosi głowę. Coś szepcze. Biedny, samotny... Wsuwam się do pokoju i...
On nie jest sam!
Co tu robi recepcjonistka?
Mąż wstaje. Mija mnie bez słowa. Biegnę za nim, wołam po imieniu, chcę dotknąć, ale moje ręce chwytają powietrze!
On zapala światło, zabiera ze stolika swój kieliszek, starannie wyciera blat. Na sofie ktoś leży, widzę tylko rękę. Mąż zaciska w tej bezwładnej dłoni puste opakowanie i pozwala mu upaść. Omiata wszystko wzrokiem, odwraca się i mówi z uśmiechem: Gotowe!
Ona przechodzi przeze mnie! Zarzuca MOJEMU mężowi ręce na szyję, a on całuje ją, nie mnie!

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Tenshi Dziękuję, że jesteś.

Zawiasy zaskrzypiały cicho. Alan, spostrzegłszy ukochaną sylwetkę, zagryzł wargę.
- Nie powinno cię tu być.
Wyszeptał.
- Nie odejdziesz beze mnie.
Przez kilka uderzeń serca do Alana nie docierał sens tych słów. Oślizgła macka zacisnęła się na jego gardle, odbierając głos. Osłabł, przez co prawie upuścił drogocenną fiolkę.
- Elfom pisano żyć przez wieki.
Wydusił wreszcie.
- A ludziom ginąć marnie? W samotności, na jakimś zadupiu, zagonionym w pułapkę przez ojca...
- To nie twoja wina!
- Wiem.
Smukłe palce wyjęły mu fiolkę z dłoni. Nie stawiał oporu, choć czuł się jak pieprzony egoista. Patrzył zahipnotyzowany jak trucizna barwi kremowe usta na kolor atramentowy. Czuł lekkie pieczenie, gdy i jego wargi splamił specyfik.
- Kocham cię.
Usłyszał, a miękki głos działał niczym balsam na zszargane nerwy.
- Ja ciebie też.
Pocałunek śmierci był delikatny, ale namiętny. Zanim umarł, patrzył w ukochane, modre oczy przepełnione nadzieją. Nadzieją na lepszy byt w świecie bez dyskryminacji i cierpienia. Odeszli razem. Obaj.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

karla Sędzia nieomylny

Zadrżał. I choć północny wiatr był na tyle porywisty, że zwiewał mu włosy z twarzy, to nie on był tego przyczyną. Kolejka mężczyzn stojących z przodu, niebezpiecznie szybko się skracała. Chwila, w której zdrada młodego buntownika miała zostać ujawniona, zbliżała się nieuchronnie. Gdy nadeszła jego kolej, wyprostował się i popatrzył Cesarzowej prosto w oczy. Naiwnie wierzył, że udawana pewność siebie ją zmyli. Kiedy jednak jej delikatne wargi zetknęły się z jego spierzchniętymi ustami, nadzieja umarła. Nie udało mu się stłumić westchnięcia. Z głębi świadomości, wbrew rozpaczliwym próbom zapanowania nad chaotycznymi myślami, wyrwało się wspomnienie planowanego zamachu. Cesarzowa odsunęła się, by jeszcze raz spojrzeć w oczy swemu niedoszłemu mordercy. Nic nie powiedziała, skinęła tylko lekko głową. Uderzenie buławy powaliło go na ziemię. Ostatkiem gasnącej świadomości uświadomił sobie błąd, który popełniono. Asasynem powinna być kobieta.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Airel II Księga Opowiadań. Wojna Dusz – zdrada.

Nie mogła uwierzyć własnym oczom, gdy Arion wyszedł spomiędzy drzew. A jednak to był on, niezapomniane, długie, srebrne włosy, zielone oczy, strój elfich łuczników, to był jej Arion…
Dopiero po chwili widok skórzanych osłon na przedramionach nieodwołalnie przekreślił jej nadzieje. Arion podszedł bliżej, obejmując ją bez słowa.
- Kochanie…
- Muszę. Przecież wiesz.
- Kochanie, ta wojna… - spróbowała ponownie, ale zamknął jej usta pocałunkiem. Ciepłym, mocnym pocałunkiem, który na nowo obudził jej zaufanie. Potem ją puścił.
- Muszę iść – powiedział tylko i odszedł, a ona została, napełniona otuchą.
Gdy już dłużej nie mogła go widzieć, sylwetka elfa rozmyła się nagle i pozostał półbóg o ciemnoczerwonych oczach i cynicznych ustach. Trącił nogą martwe ciało Ariona, a wróżka syknęła na niego gniewnie.
- Już dobrze – wzruszył ramionami i schylił się po elfi łuk. - Dałem jej miłość, jak prosiłaś – dodał, i poszli. Oczekiwano ich.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

BMWW innym miejscu, w innym czasie

Oddech Marlene jest szybki, urywany i płytki. Delikatne palce zaciskają się kurczowo na moich ramionach. Zdumiewa tkwiąca w nich siła. Głaszcząc po włosach, próbuję ją uspokoić.
Dziewczyna szepcze, powtarzając jak mantrę, tylko jedno słowo. Moje imię.
Składam pocałunek na drżących ustach. Odpowiada zachłannie i drapieżnie. Do utraty tchu, przedłuża chwilę tej namiastki namiętności. Nagle dotyk staje się subtelniejszy. Ruch warg zamiera, jakby znalazła już ukojenie. Głowa Marlene ucieka do tyłu.
Nie! Błagam! Jeszcze mamy trochę czasu. Nie pozwalam, aby przestrzeń wdarła się między nas. I zapamiętale całując nieruchome usta, mocno tulę do siebie bezwładne ciało, a potem, najdelikatniej jak potrafię, kładę je na chłodnej ziemi.
Wyciągam katanę tkwiącą w trzewiach Marlene. Jestem już absolutnie spokojny. Zrobiłem to, co musiałem zrobić.
Wstaję i ruszam naprzeciw zacieśniającemu się kręgowi barbarzyńców. Po raz ostatni spoglądam na ukochaną. Już niedługo znów będziemy razem.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Wyklęty Obraz

Mężczyzna klęczał, wspierając się na mieczu. Jego dłoń zamykała się na palcach leżącej przed nim kobiety. Przywarł ustami do jej ust. Czerwonych, tak jak czerwona była krew wypływająca z rany ziejącej w jej piersi. W tej chwili łączyła ich najsilniejsza więź – więź życia i śmierci. Miłość i spełnienie w jedności. Ta scena przypominała mi jeden z ludzkich obrazów... tylko że to był obraz idealny, namalowany przez najwspanialszych artystów – Życie i Śmierć. Złączona miłością para pośrodku płótna, dwa ciała a jedna dusza, za nimi zwęglone belki budynków, ciemny, nieomal czarny w swej czerwieni ogień, wszechobecny mrok napierający na środek obrazu... a wyżej słońce i niebo. Kontrast. Tak. On jest najważniejszy. I symbolika.
Za chwilę kobieta wyda ostatnie tchnienie, a wojownik rzuci się na mnie w przypływie szaleństwa. Wzruszyła mnie ta scena. Postanowiłem im coś podarować – śmierć. Właśnie w tej chwili, kiedy ich dusze są jednością. Nabrałem powietrza w płuca i wypuściłem ogień...

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » sob, 15 mar 2008 16:29

Marcin Robert Kolaps raju (fragment)

- Zwiadowcy wrócili - powiedział minister. - I nie przynoszą dobrych wieści. Wszystkie dostępne planety zostały totalnie wyjedzone.

Wódz podszedł do okna. Równina wokół pałacu wypełniona była ludźmi, siedzącymi w równych odstępach na ziemi. Każdy - mężczyzna, kobieta czy dziecko - miał na sobie tani, lecz mocny kombinezon, chroniący przed wszelkimi niewygodami. Większość trzymała w zębach supersłomki, zamieniające materię planety w pożywną papkę. A był to tylko ułamek dwustumiliardowej populacji, która obsiadła całą Gaję-348.

- Portale międzyplanetarne są już bezużyteczne, a zasoby tego świata wyczerpane. - Wódz zaczął przechadzać się po komnacie. - Wkrótce nadejdzie głód. Utraciliśmy zdolność opieki nad ludzkością, Wybrani powrócą więc do Elizjum, a pozostałym damy wolność.

- Myślisz o pocałunku wolności?! - wykrzyknął minister. - Ależ wtedy nastąpi chaos, ludzie zaczną konkurować ze sobą, decydować o własnym życiu! Ulegną kłamstwu!

- To jedyne wyjście. Idź, każ przygotować urządzenia.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Wolfie Przemiana

Aleksandra przyklękła nad ciałem, leżącym bez ruchu wśród krzaków i połamanych róż.
– Jezu... – zaszlochała na widok czerwonych, kwiecistych plam.
Bardzo się bała. Wiedziała, co musi zrobić, i wiedziała, że musi to zrobić szybko. Mimo to wzdrygała się na myśl o sprawdzeniu, czy...
Długo walczyła ze strachem – zanim wzięła się w garść, słońce zniknęło za horyzontem. Niezwykle delikatnie chwyciła za poszarpane ramię i przewróciła trupa na plecy.
Z ust Aleksandry wyrwał się zduszony okrzyk.
Twarz, którą tak doskonale znała, i tors, na którym zasypiała setki razy, znaczyło wiele płytkich i głębokich ran – wszystko okalała zakrzepła krew.
Żwir chrzęścił pod adidasami Aleksandry, gdy biegła do samochodu. Była przerażona – marzyła, by rzeczywistość okazała się snem.
Poczuła silne uderzenie w plecy. Upadła i krzyknęła.
Jeszcze kilka chwil walczyła z Markiem, który przed momentem leżał bez ducha.
Zaczął się zmieniać.
Kobieta po raz ostatni w swoim życiu zaczerpnęła tchu i pocałowała mężczyznę.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Hitokiri Koniec nadziei

W pracowni jak zwykle panował bałagan. Drobinki kurzu tańczyły w promieniach słońca wpadających przez okno, lecz Pigmalion się tym nie przejmował. Nie zwrócił też uwagi na Cyntię.
- Przyniosłam ci wino, panie.
Burknął coś w odpowiedzi, nie spuszczając z rzeźby przepełnionego miłością wzroku. Cyntia wiele by dała, żeby choć raz spojrzał tak na nią.
Powinna teraz odstawić tacę i odejść, ale ciało odmówiło posłuszeństwa. Stała wpatrzona w mężczyznę swojego życia, próbując nie poddać się rozpaczy. Odkąd Pigmalion stworzył Galateę, świat przestał się liczyć. Podejrzewała, że błagał boginię miłości, by ją ożywiła.
A może ją zniszczyć? Na wszelki wypadek…
- Jeszcze tu jesteś? – spytał. – Postaw to na stole i odejdź – rozkazał, dotykając rzeźby. Ta poruszyła się. Powłoka z kości słoniowej odpadła niczym stara skóra, odsłaniając ludzkie ciało o idealnych kształtach. Kobieta zeszła z cokołu, trzymając osłupiałego rzeźbiarza za rękę.
- Kochany… - szepnęła. A potem pocałowała go.
Cyntia upuściła tacę.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Mirael Czarownica

Wchodzę do piwnicy. Powietrze tętni magią, niewielkie przedmioty drżą...
Ona siedzi na ławce, którą zabrano sprzed bloku wczesną zimą. Skulona, ukrywa twarz.
- Lili, maleńka.
Nie podnosi sie, nie zmienia pozycji.
- Szakal?
- To ja maleńka. Opowiedz mi.
Zaczęła drzeć... Powietrze drżało w tym samym rytmie. Podszedłem do niej, ująłem jej twarz, podniosłem lekko. Była pokryta zaschniętą krwią i łzami. Krwawiła ranka nad brwią, od skroni do połowy policzka miała ohydny siniak.
- Znalazłeś mnie, zawsze uciekam jak wilk, tam gdzie mnie nie można znaleźć - wyjąkała przez łzy
- Zawsze cię znajdę, co sie stało.
- Bił mnie, i bił matkę, a ja uciekłam i zostawiłam ją samą - powiedziała, a jej twarz wykrzywiła się brzydko. Kamyczki na ziemi zatańczyły, wystukując rytm jej nieregularnych oddechów. Przytuliłem ją
- To nie twoja wina moja czarownico.
- Już tam nie wrócę, nie mam gdzie iść, ze mną koniec...
Ucałowałem ją w czoło, czułem jak magia uspokaja sie, drżenie piwnicy zanika.
- Już jesteś bezpieczna.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Zabroniona Urok Driady

Ze snu u boku pięknej driady wyrywa mnie przeczucie, że nie jesteśmy w sypialni sami. Nad łóżkiem widnieje postać mojej byłej, utraconej miłości. Serce wali mi jak oszalałe.
– Kto cię zabił? – szepczę. Biała ręka wskazuje komodę pod ścianą. Idę tam i zaglądam do szkatułki obecnej kochanki. To, co widzę w środku oświeca mnie na tyle, że po policzku spływa łza, a wraz z nią opada urok. Zakładam skradziony amulet ukochanej na szyję. Siadam okrakiem na driadzie, która przebudza się z uśmiechem.
– Pocałuj mnie. – prosi. Nawilża językiem wargi i kusi spojrzeniem. Jej piękno nie robi już na mnie wrażenia. Nachylam się nad nią, a między nami kołysze się łańcuszek. Driada patrzy na amulet z rodzącą się obawą.
– Nie skrzywdzisz mnie, bo kochasz bardziej niż ją kochałeś.
– Zabiłaś ją! Rzuciłaś na mnie urok! Nie wygrasz z prawdziwą miłością.
– Już wygrałam... Pocałuj. – nalega.
– Niech całuje cię śmierć. – odpowiadam. Nie daję jej czasu. Sztylet, jaki zaciskam w dłoni, zanurza się miękko w jej sercu.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Łosiu Holokiss

Ania otworzyła drzwi i ujrzała zdenerwowanego, Boże jak ona kochała ten widok, Jakuba trzymającego niepewnie małą czerwoną różę. Uśmiechnęła się zapraszająco. Chłopak jednak stał jak wryty.
- No chodź - chwyciła go za ramię i wciągnęła do środka uśmiechając się.
Zdezorientowany biedak nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. Ona - dziewczyna za którą ogląda się każdy chłopak z Międzygalaktyczego Liceum. On - zwykły do bólu chłopak. I teraz właśnie on, Jakub W. jest w jej mieszkaniu, sam na sam.Ania wróciła z kuchni stawiając kolację na stole. Usiedli. W pewnym momencie oboje wychylili się po pieprz. Niby głupota, a wystarczyła aby delikatnie zderzyli się nosami. Spojrzeli sobie w oczy zmieszani. Ich usta zbliżały się do siebie nieśmiało. Serce Kuby waliło jak młotem. I już, kiedy ich wargi miały spotkać się w tej fali przyjemności, hologram Ani rozmył się w krótkim zielonym błysku, a twarz Jakuba wylądowała w pozostałościach tego co na poczatku było kurczakiem zapiekanym, ziemniaczkami puree i sałatką marchewkową.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
kiwaczek
szuwarowo-bagienny
Posty: 5629
Rejestracja: śr, 08 cze 2005 21:54

Post autor: kiwaczek » sob, 15 mar 2008 16:30

Teksty nie spałniające wymogów formalnych

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

Tariel Stacja metra

On i Ona biegli co sił w nogach przez stacje metra. Gonili ich żołnierze jeden wyciągnął broń, wycelował i trafił w jej serce. On zdąrzył załapac i połozyc deikatnie na podłodze. Wtedy mu szepnęła.
-Pocałuj mnie ten ostatni raz.
I pocałował ją namiętnie jej usta po czym jej głowa lekko przechyliła się na bok a oczy straciły blask.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

KPiach Wybór mniejszego zła

Kilkuletni chłopiec leżał w pokoju zalanym białym, zimnym światłem. Przy łóżku siedziała kobieta o bladej twarzy i zapadniętych, podkrążonych oczach. Ściskała rękę syna uwięzioną w unieruchamiającej obręczy. Z przedramion malca do przyłączy w ścianie biegły kolorowe rurki.
- Mamusiu, to będzie bolało?
- Nie, synku, po prostu zaśniesz.
Ogromna łza potoczyła się po policzku kobiety.
- Mamo, nie płacz.
- Dobrze. – Otarła wierzchem dłoni oczy.
- Musiałaś, mamo, kogoś wybrać. Gdybyś nie wybrała, przyszliby po nas wszystkich. Prawda?
- Tak. – Zacisnęła powieki.
- Teraz moje siostrzyczki są bezpieczne. Prawda?
- Prawda. – Bezgłośny szloch wstrząsnął ciałem kobiety.
- Mamusiu, co tam jest?
- Gdzie synku?
- Tam, gdzie pójdę, gdy… Gdy już zasnę.
- Boże dopomóż – szepnęła udręczona matka.
Pisk alarmu zadał kobiecie niemal fizyczny ból. Uniosła głowę, na ścianie, w pobliżu przyłączy migotała czerwona lampka.
- Mamo, mamusiu, pocałuj mnie.
- Synku!
Pochyliła się i przywarła do ust syna. Łzy matki płynęły po policzkach dziecka, którego życie powoli gasło.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

VESPER ZIMNE USTA

PŁAKAŁA CAŁUJĄC GO DELIKATNIE W CHŁODNE USTA.
- BĘDĘ CIĘ PAMIĘTAŁA, ZAWSZE. KOCHANIE. NIE BYŁEŚ PIERWSZY, ALE DAŁEŚ MI TAK DUŻO.
MUSNĘŁA GO USTAMI PO POWIEKACH I PRZYTULIŁA SIĘ MOCNO.
- OSTATNI RAZ I ODCHODZĘ.
TEN POCAŁUNEK NIE BYŁ DELIKATNY, POCAŁOWAŁA GO GŁĘBOKO, DOTKNĘŁA SZTYWNIEJĄCEGO JĘZYKA. TRWAŁO TO MINUTĘ ALBO I ROK. Z ZAMKNIĘTYCH OCZY KAPAŁY JEJ ŁZY. SPADAŁY NA JEGO POLICZKI. POCAŁUNEK BYŁ CORAZ BARDZIEJ ŁAPCZYWY I POCHŁONĄŁ JĄ CAŁKOWICIE. EONY CZASU TRWAŁO ZANIM SIĘ OD NIEGO ODERWAŁA
- ŻEGNAJ KOCHANY. –POWIEDZIAŁA ZAŁAMUJĄCYM SIĘ GŁOSEM. ZAMKNĘŁA JEGO POWIEKI POCAŁUNKIEM, WYTARŁA SZTYLET W CHUSTECZKĘ I WYSZŁA ZANOSZĄC SIĘ PŁACZEM.

-@--@--@--@--@--@--@--@--@--@-

KONIEC
I'm the Zgredai Master!
Join us young apprentice!
Jestem z pokolenia 4PiP i jestem z tego dumny!

Awatar użytkownika
Hitokiri
Nexus 6
Posty: 3318
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » sob, 15 mar 2008 16:34

Uffff... Nie jestem pod kreską, znaczy udało się. Znaczy, formalnie, reszta jest niewiadomą.

No, to będzie czytania...
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Awatar użytkownika
Tenshi
Pćma
Posty: 201
Rejestracja: pn, 28 sty 2008 22:19
Płeć: Kobieta

Post autor: Tenshi » sob, 15 mar 2008 17:11

Wreszcie, ale muszę przyznać, że scena napisana caps lockiem wygląda zajebi...

Nieźle : P

Czytu, czytu!

Ten.

PS. Aaaa, żółta kartka. To wina tych złych, mhrocznych myślników, które w Wordzie nie są liczone a w PW już trzeba je dopisać... Obiecuję poprawę.
Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Awatar użytkownika
Hitokiri
Nexus 6
Posty: 3318
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » sob, 15 mar 2008 17:13

Myślniki? Dopisać? Znaczy, chcesz powiedzieć, że jak ty piszesz tekst i robisz kopiuj-wklej, do PW, to myślników ci nie kopiuje?
Coś ci się pokićkało w tym Wordzie :P
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Awatar użytkownika
Tenshi
Pćma
Posty: 201
Rejestracja: pn, 28 sty 2008 22:19
Płeć: Kobieta

Post autor: Tenshi » sob, 15 mar 2008 17:41

No właśnie nie chce się wklejać za cholerę. I poprawka - nie używam Worda tylko OpenOffice'a (z przyzwyczajenia rzucam terminem "word').

A żeby było na temat:

Przeczytało się ;) Najbardziej podobały mi się te prace (może jeszcze coś dodam po kolejnym czytaniu):

Novina I żyła długo...
girlfromthebridge Zawsze będę obok
Nieznany Na polu chwały - żeby było śmieszniej, w moich oczach uratowało cię ostatnie zdanie. Scenka wydawała mi się taka cholernie pospolita aż o tego momentu :P

Musze przyznać, że ta edycja jest o niebo lepsza od poprzedniej. Prawie wszystkie teksty mi sie podobały, kiedy ostatnio nie podobała mi się większość. Naprawdę gratuluję kolegom, aż mój tekst wydał mi się taki banalny i mdły...

I żeby mi tego błędu nikt nie wytknął, sama zauważyłam : P
Nie stawiał oporu, choć czuł się jak pieprzony egoista. Patrzył zahipnotyzowany jak
Cięłam, cięłam i mi się te "jak" za bardzo w efekcie cięcia zbliżyły.

Ten.
edit/żeby nie było - postaram się skomentować wszystkie, ale tak na pierwszy strzał okryłam swoją 3...
Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Awatar użytkownika
karla
Sepulka
Posty: 90
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 19:45

Post autor: karla » sob, 15 mar 2008 18:16

Najbardziej spodobało mi się:
1. Novina I żyła długo...
2. Tenshi Dziękuję, że jesteś - przede wszystkim zasługa zakończenia
3. Zabroniona Urok driady i girlfromthebridge Zawsze będę obok

A teraz łapanie :D
Na razie pierwsza praca.
Wrócił, więc do baterii i usiadł przy lornecie
Czy ten przecinek aby na pewno jest poprawny?
Nagle zobaczył demoniczny kształt na morzu. Padł z niego ogłuszający strzał.
Dziwnie to brzmi - strzał pada z kształtu :/
Wystarczą opuszczone spodnie i chwila nieuwagi, by ktoś nieżyczliwy dobrał ci się do dupy.

A.Sapkowski Narrenturm

Awatar użytkownika
Hitokiri
Nexus 6
Posty: 3318
Rejestracja: ndz, 16 kwie 2006 15:59
Płeć: Kobieta

Post autor: Hitokiri » sob, 15 mar 2008 18:43

Lukan
Zaraz usta ich złączyły się w jedno cierpiące serce.
Ja wiem, że to miała być metafora taka, ale jak usta mogą łączyć się w serce?
Demony od morza już pędzą po ciebie.
Od morza? "Demony morza" lepiej by brzmiało, IMO.
Nagle zobaczył demoniczny kształt na morzu. Padł z niego ogłuszający strzał.
Kształ ogłusza strzałem? No, ja tu też wiem o co chodzi, ale mnie się to nie podoba.

Hmmm... pocałunek jest. Tragedia jest. Scenka też. Język mi zgrzyta - taki jakiś suchy, pozbawiony emocji. Ogólnie - tekścik przeczytałam, spłynęło po mnie jak po kaczce i zaraz zapomniałam. A jeśli chodzi o scenerię... skojarzyło mi się to z II wojną światową, nie wiem czy dobrze.

Novina
Pocałunek jest. Scena... czy końcówka nie zaczyna przypadkiem następnej sceny? Nie wiem sama... Tragedia jest. I to ratuje tekst - bo bez tego, byłoby to, że król zabił jej kochanka i zmusił ją żeby za niego wyszła bo jak nie to on ją np. zabije, albo coś, czyli nic niezwykłego. A tak to ona sama się zmusiła, ale...

Jeśli chodzi o język to czytało się dobrze i bez zgrzytów.

rubens
Taka filmowa ta scena, a przynajmniej mi się tak skojarzyła :) Pocałunek jest, tragedia też. Pomysł nie jest oryginalny. A co do tego miecza, to mi by bardziej pasowała jakaś strzelba, albo insza broń palna. Językowo zgrzytów nie znalazłam.

Xiri
Łe, nie podoba mi się. "Ustny" transport energii, porównany z pocałunkiem - no, fajne, jak na razie najoryginalniejsze potraktowanie tematu, ale ja wolę tradycyjne pocałunki ;D W dodatku językowo patosem mi trąci.
Na plus, że nie używasz dziwacznych sformułowań :D

girlfromthebridge
Od samego początku zaczęłam się domyślać, że facet nie jest człowiekiem - stawiałam na wampira. Nie jest, niemniej jednak i tak mnie nie zaskoczyłaś. Czytało się bez zgrzytów, ale emocji to we mnie nie wywołało - może, jakbym przeczytała to w jakimś dłuższym opowiadaniu na ten temat... Jednak spłynęło po mnie.

Nieznany
Za długie zdania piszesz. Aż się ciężko czytało, bo tam gdzie ja się spodziewałam kropki, był przecinek, albo w ogóle go nie było. Nie wiem czy ty chciałeś w ten sposób dodać dynamiki..? Jeśli tak, to ci nie wyszło.
A szkoda, bo jakby to było lepiej napisane to odbiór byłby inny. Bo sam pomysł mi się podobał - ale czym ten młodziak się tak wsławił, że został bohaterem?

Świeżynek
Fajne to! Scena jest, pocałunek, tragedia... Podobało mi się to, że chłopak w obliczu śmierci jeszcze jest w stanie żartować :) Zgrzytów ani w pomyśle, ani w języku nie widzę, a cała scenka mogłaby być punktem wyjścia czegoś większego.


Tyle. Natchnienie mi się skończyło.
"Ale my nie będziemy teraz rozstrzygać, kto pracuje w burdelu, a kto na budowie"
"Ania, warzywa cię szukały!"

Wzrúsz Wirusa! Podarúj mú "ú" z kreską!

Awatar użytkownika
Nieznany
Fargi
Posty: 376
Rejestracja: pt, 11 sty 2008 17:49
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Nieznany » sob, 15 mar 2008 18:48

Show must go on. Mój warsztat numero uno. :)

A teraz ontopicznie. Pierwsze czytanie.

Lukan.z "Ostatni Pocałunek"
- Kapitanie – przerwała łagodnie – niedługo opuścisz mnie.
Tekst pochylony jest w szyku przestawnym, w mojej opinii lepiej byłoby "niedługo mnie opuścisz".
- Dla ciebie, ukochana. Ognia!
Brak przecinka we wskazanym miejscu.

Moim zdaniem nieco na siłę uczyniłeś Karwinę czarownicą, by spełnić wymóg fantastyczności tekstu. Hmm... scenka jest w porządku, ale tylko tyle. Niespecjalnie mi się ten tekst spodobał.

-------------

Novina "I żyła długo..."
Smakował inaczej niż to sobie wyobrażała - oddech niósł aromat elfickiego wina, był przepełniony rządzą.
No tak, był królem, więc o rządzeniu wiedział to i owo, natomiast w oczach miał żądzę.

Niezły tekst, zakończenie mnie zaskoczyło swą kpiną... dziwne. Ale jestem na tak, całość niezła, choć wskazany błąd kłuje po oczach.

---------

rubens "Bez wyjścia"
Hem pocałował ją czule, poczym wyjął z pochwy miecz.
Po czym.

Niezły tekst, podoba mi się. Ten jeden zauważony przez mnie błąd nie razi, całość jest napisana sprawnie a i zakończenie pozostawia wiele fantazji czytelnika. Dobre. :)

----------

Xiri "Ogień niebios"

Niezły tekst, dobry pomysł na pocałunek, ale... trochę zniechęca mnie ten czas teraźniejszy, który pod koniec przechodzi w przeszły ("poznaję go", ale zaraz "uratował", "nagrodził") - ja bym widział ten tekst w całości w czasie przeszłym. Podsumujmy - tekst niezły, ale nie trafił w mój gust.

--------------

girlfromthebridge "Zaraz będę obok"
Patrzył na mnie. Tak samo, jak kiedy zobaczyłam go po raz pierwszy.
IMHO te zdania powinny być jednym. Ich rozdzielenie psuje nieco efekt na samym początku tekstu.
Każdego Anioła Stróża zabić mogła tylko zakazana ludzka miłość.
Bardziej pasuje tu "może", bo Aniołów jest wielu a to jest prawda dotycząca ich wszystkich. "Mogła" oznaczałoby, że to był juz ostatni Anioł Stróż i Twoja bohaterka właśnie wykończyła całą rasę. ;)

Podsumujmy - poza wykazanymi niedociągnięciami tekst mi się bardzo spodobał, zwłaszcza zaskakujący finał. Brawo. :)

------

Nieznany "Na polu chwały"

No comment. ;)

-------

Świeżynek "Okazja"
Oto, co pieczęć robiła ze słabym ciałem.
Brak przecinka we wskazanym miejscu.

Test z tragedią i z humorem. Brawo, bardzo mi się podoba. :]

---------

keiko "Przejście"
Niczym stęskniony kochanek powoli, z nieśmiałą czułością, obejmuje martwe ciała.
Moim zdaniem bark tu "z" we wskazanym miejscu.
Obaj widzimy, jak mały, czarnowłosy chłopczyk tuli się do sztywnych zwłok. Jakby chciał, aby go przytuliły.
Sam często bywam na bakier z interpunkcją, ale moim zdaniem brak tu dwóch przecinków, tych pogrubionych. Poza tym "tuli" i "przytuliły" zdają mi się być powtórzeniem. Zamiast "przytuliły" można było użyć "przygarnęły".
Zamyka oczy, by nie widzieć.
Brak przecinka.

Tekst jest pogmatwany i dla mnie niejasny, nie podoba mi się.

------

Teano "Romantyczna kolacja we dwoje"

Nic nie mam temu tekstowi do zarzucenia, pomysł dobry, wykonanie też niezłe i choć nie podpadł mi pod mój gust, to jest OK. To wszystko.

------

Tenshi "Dziękuję, że jesteś"
- Nie powinno cię tu być.
Wyszeptał.
To raczej powinno wyglądać tak:
"- Nie powinno cię tu być - wyszeptał."
To przerzucenie szeptu do drugiej linijki jest dla mnie sztuczne, psuje efekt. Dalej jest to samo:
- Elfom pisano żyć przez wieki.
Wydusił wreszcie.
- Kocham cię.
Usłyszał, a miękki głos działał niczym balsam na zszargane nerwy.
Poza tym:
Nie stawiał oporu, choć czuł się, jak pieprzony egoista.
Przecinek.
Zanim umarł, patrzył w ukochane, modre oczy, przepełnione nadzieją.
Jw.

Te dziwnie, moim zdaniem, zapisane dialogi burzą ład tej opowieści. Hmm... sądzę, że trochę na siłę dodałeś wątek zwązku dwóch osób tej samej płci, finisz zaskakuje, ale wcale nie pozytywnie. Generalnie tekst dośc płaski, nie zagrał na moich emocjach a do tego te dziwnie spisane dialogi... gdybym był nauczycielem a Ty uczniem, wystawił bym tylko "-4".

---------

karla "Sędzia nieomylny"

Podoba mi się, choć dwa ostatnie zdania są IMHO niepotrzebne, nieco burzą zgrabną całość. Mogłaś zostawić wyciągnięcie wniosków czytelnikom. :) Ale to jest tylko drobna uwaga, tekst przypadł mi do gustu.


Ciąg dalszy nastąpi... asap.
Na prawdę zważam i "naprawdę" piszę razem.
Naprawdę zważam i "na prawdę" piszę osobno.
Moja schizofrenia ma się lepiej, dziękuję.

Awatar użytkownika
karla
Sepulka
Posty: 90
Rejestracja: sob, 23 lut 2008 19:45

Post autor: karla » sob, 15 mar 2008 18:58

Przeczytałam jeszcze raz, oto co wyłapałam:
Rubens
Mam kilka zastrzeżeń natury merytorycznej. Po pierwsze gryzie mi się miecz ze stacja benzynową. Po drugie w sklepach zawsze są 2 wyjścia, mogłeś ewentualnie napisać, że cały sklep był otoczony etc.

Nieznany
Nie mogłam nie zauważyć pewnego podobieństwa do pracy Lukana z poprzednich warsztatów. I już w końcu nie wiem, czy wasze pocałunki są romantyczne czy tragiczne... :)

Świeżynek
Nie rozumiem pewnej sprawy. Skoro dziewczyny przenosiły pieczęć wewnątrz siebie, to co się działo po ich śmierci? Przychodzili kapłani, wyciągali ją ze zwłok, brali pod pachę i wracali?
Proszę o wytłumaczenie.

Mirael
Zawsze cię znajdę, co sie stało.
Czy tu nie powinno być kropki?

Edit
Nieznany - Bałam się, że tekst może być dla "postronnego" czytelnika niezrozumiały. Przepraszam, że wątpiłam w Waszą inteligencję ;).
Wystarczą opuszczone spodnie i chwila nieuwagi, by ktoś nieżyczliwy dobrał ci się do dupy.

A.Sapkowski Narrenturm

Lukan.z

Post autor: Lukan.z » sob, 15 mar 2008 20:21

Witam serdecznie Hitokiri, przepraszam ale muszę odnieść się w jakiś sposób do krytyki.
Ja wiem, że to miała być metafora taka, ale jak usta mogą łączyć się w serce?
Tak może wystarczy przyjrzeć się osobom całującym się.

Od morza? "Demony morza" lepiej by brzmiało, IMO.
Chodziło o Demony od morza, Demony morza nie pasują tu ponieważ chodziło o demony okrętów wojennych.

Kształ ogłusza strzałem? No, ja tu też wiem o co chodzi, ale mnie się to nie podoba.
Polecam wybrać się na Kępę Oksywską ewentualnie na baterię na Helu i spojrzeć przez lornetkę, statki i okręty wydają się z daleka nieregularnymi kształtami.
skojarzyło mi się to z II wojną światową, nie wiem czy dobrze.
Tak oczywiście jest to początek II Wojny Światowej, która zaczęła się 4.45 ostrzałem Westerplatte, na Kępie Oksywskiej pojawiły się trochę później obce okręty, naciągnąłem troszeczkę z godziną, ale czego to się nie robi dla sztuki.


Bardzo dziękuję za krytykę jest naprawdę dobra i kulturalna

Kiwaczek jest z Gdynii i wie o czym mówię i wie gdzie są Kępa Oksywska i kim był pułkownik Dąbek.

Ps. Kiwaczku przepraszam za błędy.
Ostatnio zmieniony sob, 15 mar 2008 20:35 przez Lukan.z, łącznie zmieniany 1 raz.

Lukan.z

Post autor: Lukan.z » sob, 15 mar 2008 20:31

Witaj Nieznany
-Moim zdaniem nieco na siłę uczyniłeś Karwinę czarownicą, by spełnić wymóg fantastyczności tekstu. Hmm... scenka jest w porządku, ale tylko tyle. Niespecjalnie mi się ten tekst spodobał.
Karwina to czarownica z Babich Dołów, postać legendarna w mieście Gdynia. Babie Doły od dziejów pogańskich były siedliskiem wiedźm. Niedaleko jest właśnie Kępa Oksywska.
Twierdzenie, że robię z Karwiny czarownicę na siłę jest troszeczkę nieuprawnione.
Jeżeli mi nie wierzycie to jedna z dzielnic Gdyni jest nazywana właśnie Karwinami.

Co do stylu pisania, ostatnio dostało mnie się za styl zbyt patetyczny, więc napisałem miniaturkę bardziej stonowaną.

Oczywiście bardzo dziękuję Tobie za krytykę jestem naprawdę wdzięczny

Awatar użytkownika
Nieznany
Fargi
Posty: 376
Rejestracja: pt, 11 sty 2008 17:49
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Nieznany » sob, 15 mar 2008 21:06

Ach, nie miałem pojęcia, że ta czarownica jest legendarna, sądziłem, że jest Twoim wymysłem. Zwracam honor. :)
Karla pisze:Nie mogłam nie zauważyć pewnego podobieństwa do pracy Lukana z poprzednich warsztatów. I już w końcu nie wiem, czy wasze pocałunki są romantyczne czy tragiczne... :)
To prawda, tekst Lukana był czymś w rodzaju natchnienia. :) A to, jaki był - romantyczny, czy tragiczny - musisz sama stwierdzić. :>
Hitokiri pisze:Za długie zdania piszesz. Aż się ciężko czytało, bo tam gdzie ja się spodziewałam kropki, był przecinek, albo w ogóle go nie było. Nie wiem czy ty chciałeś w ten sposób dodać dynamiki..? Jeśli tak, to ci nie wyszło.
Nie, dłuższe zdania nie miały nadać dynamiki, po prostu zarzucono mi przy okazji innego tekstu (na innym forum), że piszę zbyt krótkie zdania, stąd te były dłuższe i złożone.
Hitokiri pisze:ale czym ten młodziak się tak wsławił, że został bohaterem?
Myślę, że podjęcie walki miast uciekanie jak najdalej od placu boju jest już bohaterstwem, zwłaszcza w tak młodym wieku... a poza tym, któż odgadnie, jakimi kryteriami bohaterstwa kieruje się Śmierć? :)
Tenshi pisze:Nieznany Na polu chwały - żeby było śmieszniej, w moich oczach uratowało cię ostatnie zdanie. Scenka wydawała mi się taka cholernie pospolita aż o tego momentu :P
Tak miało być - niby scena, jakich wiele, ale finisz miał poruszać emocje. Cieszę się, że komuś się podobało. :)
Na prawdę zważam i "naprawdę" piszę razem.
Naprawdę zważam i "na prawdę" piszę osobno.
Moja schizofrenia ma się lepiej, dziękuję.

Zablokowany