Wolność słowa a poprawność polityczna.

rozmowy nie zawsze niepoważne.

Moderator: RedAktorzy

ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Wolność słowa a poprawność polityczna.

Post autor: Młodzik » pt, 15 sty 2010 18:42

Chyba był podobny temat, ale w kontekście pisania opowiadań.

O co mi chodzi?
O podejście do wolności słowa w dzisiejszych czasach.
Tytułem wstępu:
Nietolerancja była dla mnie zawsze jednostronna, znaczy jedna grupa była nietolerowana przez drugą i ta druga się buntowała (słusznie lub nie). Dla przykładu: nietolerancja Kościoła Katolickiego wobec homoseksualistów (no, konkretniej wobec nadawania im praw takich jak parom heteroseksualnym). Myślałem, że homoseksualiści słusznie się buntują i są "obrażeni" na Kościół, a Zachód ich w tym wspierał. Innymi słowy uważałem Kościół za "agresora" (co innego, że moja orientacja światopoglądowa jest bliższa Kościołowi niż liberalizmowi). Bodajże w pierwszej klasie liceum na polskim miałem test z czytania ze zrozumieniem. Dostaliśmy tekst Leszka Kołakowskiego dzięki któremu zmieniłem podejście. Otóż Kołakowski napisał, że nietolerancja jest obustronna, czyli i homoseksualiści są nietolerancyjni wobec Kościoła (może odkrycie stulecia to nie jest, ale dla mnie akurat było ważne^^). Tyle jeśli chodzi o wstęp.

Kontemplowałem nad tym dalej i doszedłem do wniosku że wolność słowa jest ściśle zdeterminowana przez poprawność polityczną. Kościół uznałem w powyższym przypadku za agresora, bo zorganizowano na niego nagonkę. Z homoseksualistów zrobiono ofiary, które należy bronić itd. I do czego to doprowadziło? Jak Kościół wspomni, że zachowania homoseksualne są grzechem to od razu media wywołają wojnę, nazywając Kościół zacofanym, prymitywnym, przypomną krucjaty, szurniętych papieży i wszystko co najgorsze. Do tego paru homoseksualistów pewnie wytoczy procesy kilku osobom i te procesy wygra oczywiście. Z kolei homoseksualista może najgorsze pomyje na Kościół wylewać, palić Biblię itp, a wszyscy przyznają mu rację, ew. trochę się zbulwersują. Jeśli ktoś poczuje się urażony i wytoczy proces, to ma marne szanse na wygraną, im dalej na Zachód, tym mniejsze. Denerwuje mnie w tym wszystkim, nie to, że z Kościoła robi się diaboliczną instytucję (co innego, że zdecydowanie bez skazy nie jest) ale właśnie ta zależność wolności słowa od poprawności politycznej. Bo co jest zdrową reakcją, a co nietolerancją graniczącą z fanatyzmem określa poprawność polityczna. O homoseksualistach nie można źle mówić, bo homoseksualizm jest na topie i w ogóle, natomiast wszyscy którzy się z tym nie zgadzają są źli. I nikt nie dostrzega, że nie raz znacznie bardziej nietolerancyjni są właśnie homoseksualiści.

Tak samo było, gdy Nergal porwał Biblię. Za fanatyka i zaściankowca uznano tego, który pozwał Behemota za obrazę uczuć religijnych. Że to głupie, że mamy rozdział Kościoła od państwa, że na Zachodzie nikt tak nie robi. Tak samo teraz, przy tej aferze z krzyżami.

Tak w praktyce wygląda wolność słowa. Można mówić wszystko, byleby było zgodne z poprawnością polityczną, a co od poprawności odbiega należy skrytykować, wyśmiać itd. Nie podoba mi się takie rozwiązanie. Ponoć żyjemy w świecie demokracji i tolerancji, więc ja chcę tolerancji dla swoich poglądów. Widzę dwa rozwiązania problemu: albo każdy może mówić co mu się podoba i nikt nie zostanie podany do sądu, ani nie zostanie uznany za zacofańca, czyli wszystkie opinie będą szanowane; albo każdy może oskarżyć każdego za każde zdanie wypowiedziane publicznie i każda strona będzie miała jednakowe szanse na wygraną. Żadne rozwiązanie nie jest idealne, niestety. Gdyby przyjęte zostało pierwsze, to wszelkie konflikty byłyby załatwiane poza prawem - pobicia, zabójstwa; a drugie wprowadziłoby nas w erę ciągłych procesów sądowych. Jedynym pozytywem byłaby PRAWDZIWA wolność słowa, niezależna od poprawności politycznej.

Podobnie z demokracją. Jeśli demokracja to rządy większości nad mniejszością, to wyrok Trybunału w Strasburgu (względem krzyży w klasach) był niedemokratyczny. Z powodu jednej jedynej ateistki, nakazano w całej szkole zdjąć krzyże. A czy ktoś spytał się o zdanie reszty rodziców? Takie sprawy powinno się rozstrzygać na forum szkoły, w głosowaniu rodziców i wszystkich pracowników. Oczywiście wtedy ateiści zostali by zakrzyczani, co też nie jest dobre. Już wolałbym, żeby odsetek ateistów był znacznie większy, na tyle duży, by w każdym mieście mogli zorganizować sobie szkołę czysto ateistyczną, beż krzyży, czy innych symboli religijnych. Tak byłoby sprawiedliwie.

Przytoczone argumenty zrobiły ze mnie ksenofoba i homofoba, ale niestety nie mogłem przytoczyć innych dla równowagi. Skutek poprawności politycznej.

Oczywiście to tylko moja skromna opinia i jestem ciekaw Waszego zdania :).

Awatar użytkownika
Albiorix
Niegrzeszny Mag
Posty: 1768
Rejestracja: pn, 15 wrz 2008 14:44

Post autor: Albiorix » pt, 15 sty 2010 22:50

Z Kościołem też sympatyzują różne media i różni politycy, "wojna" nie jest jednostronna. Ale to wszystko miłe i niewinne przepychanki, nikt nikogo nie wsadza do więzień i nie morduje, więc jest OK. Jak ktoś się obraża bo ktoś mu powiedział brzydko - wszystko jest w normie, tylko się cieszyć porządkiem społecznym.

Czy być poprawnym politycznie w opowiadaniach, to kwestia wyczucia chyba, gustu, własnych poglądów i targetu.
Ktoś może mieć akurat poglądy dokładnie zgodne z polityczną poprawnością, ktoś inny może mieć akurat dokładnie odwrotne. Kogoś mogą tematy politycznie drażliwe w ogóle nie interesować a ktoś inny może mieć zacięcie misjonarskie. Ktoś może chcieć mieć nieskazitelną opinię jako twórca a ktoś inny może na prowokacji opierać swoją strategię marketingową. Szczególnie że kiedy zaatakujemy środowisko X, jakieś środowisko Y zwykle nam przyklaśnie.
nie rozumiem was, jestem nieradioaktywny i nie może mnie zniszczyć ochrona wybrzeża.

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » pt, 15 sty 2010 23:59

Jednak gdyby tę "bitwę" przenieść na Zachód, Kościół poniósłby tam sromotną klęskę, zresztą już jest przegrany.

Zupełnie zapomniałem o sytuacji w Polsce, która jest niemalże na opak w stosunku do Zachodu i poprawność polityczna jest nieco inna. Kościół u nas zachował jeszcze dość silną pozycję, ale "masońskie media", jakby to określiła moja babcia, już robią swoje i powoli wszyscy sympatyzujący z Kościołem są wyszydzani. Pewnie za 10-20 lat niewiele będziemy się różnić od Zachodu. (Hm... cały czas jestem prokościelny, nie podoba mi się to.)

Fakt, całość ma w miarę pokojowy charakter - do rękoczynów nie dochodzi, tyle dobrego. Ale nie to miałem na myśli zakładając temat :).

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » sob, 16 sty 2010 10:56

To kwestia smaku. Jak powiedział pewien poeta. W przypadku sztuki to kwestia smaku, a nie poprawności. Jeżeli przedstawisz geja tak, że go polubię mimo moich obiekcji do jego poglądów na publiczną moralność, to chwała Tobie za kunszt. Ale nie wpłynie to na moje poglądy, bo nie przez lekturę opowiadań staram się je sobie wyrabiać.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » sob, 16 sty 2010 12:01

Hmm... źle początek sformułowałem. Nie chodzi mi o wolność słowa w kontekście literatury, tylko w kontekście naszych czasów.

Nie interesuje mnie pisanie tekstów kontrowersyjnych, bo to pójście na łatwiznę.
Temat miał być bardziej wyrazem mojej frustracji.

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Niegrzeszny Mag
Posty: 1737
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Re: Wolność słowa a poprawność polityczna.

Post autor: Marcin Robert » sob, 16 sty 2010 13:29

Po pierwsze: Czego uczą dzisiaj w tej szkole!
Młodzik pisze:Jeśli demokracja to rządy większości nad mniejszością (...)
Demokracja to nie są rządy większości nad mniejszością.

Po drugie: Już dawno zauważyłem, że ci prawicowcy, którzy przeciwni są poprawności politycznej rozumianej przez nich jako przyznawanie nienależnych praw innym, sami chcieliby przyznać takie nienależne prawa sobie samym. Są więc zwolennikami pewnej odmiany poprawności politycznej, tyle że w odniesieniu do siebie. ;-)

Po trzecie: Wątek ten może naruszać punkt dziewiąty Forumokiety
Nie należy prowadzić jakichkolwiek dyskusji związanych z religią i polityką, które dotyczyłyby wyznań i poglądów osobistych użytkowników - w tym względzie obowiązuje zasada wzajemnej tolerancji.

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » sob, 16 sty 2010 14:57

1. Skrót myślowy, ale prawdziwy. Demokracja właśnie opiera się na rządach większości, niby nie ;>?

2. Fakt jestem prawicowcem, ale nie chcę takiej poprawności politycznej, że mogę obrażac gejów, a oni nie mogą obrażac mnie. Satysfakcjonowałaby mnie taka sytuacja gdyby oni mogli obrażac mnie a ja ich lub gdyby żadne nie mogło obrażac drugiego. To jest tylko przykład, nie mam nic przeciwko homoseksualistą ;).

3. Jeśli dyskusja o porwaniu Biblii przez Nergala nie naruszała Forumokiety, mój temat tym bardziej jej nie narusza.

Zostałem źle zrozumiany. Pewnie dlatego, że nie pisałem wszystkiego na spokojnie.

Awatar użytkownika
Cordeliane
Wynalazca KNS
Posty: 2628
Rejestracja: ndz, 16 sie 2009 19:23

Post autor: Cordeliane » sob, 16 sty 2010 15:07

Młodzik pisze:To jest tylko przykład, nie mam nic przeciwko homoseksualistą ;).
Homoseksualistom, na litość...
Ja tam, szczerze przyznam, w poście Młodzika nie widzę za bardzo tezy nad którą można by dyskutować, ino najwyżej wątek do Narzekalni... ;)
Light travels faster than sound. That's why some people appear bright until they speak.

Awatar użytkownika
Marcin Robert
Niegrzeszny Mag
Posty: 1737
Rejestracja: pt, 20 lip 2007 16:26
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Marcin Robert » sob, 16 sty 2010 15:45

Młodzik pisze:1. Skrót myślowy, ale prawdziwy. Demokracja właśnie opiera się na rządach większości, niby nie ;>?
Nie. Demokracja opiera się na swobodnym generowaniu i przepływie informacji, czego szczególnymi przejawami są: wolność słowa, wolne wybory itd., itp. A czy znasz takie pojęcie: dyktatura większości?
Młodzik pisze:2. Fakt jestem prawicowcem, ale nie chcę takiej poprawności politycznej, że mogę obrażac gejów, a oni nie mogą obrażac mnie. Satysfakcjonowałaby mnie taka sytuacja gdyby oni mogli obrażac mnie a ja ich lub gdyby żadne nie mogło obrażac drugiego. To jest tylko przykład, nie mam nic przeciwko homoseksualistą ;).
Moja uwaga była ogólna i nie dotyczyła konkretnie Ciebie.
Młodzik pisze:3. Jeśli dyskusja o porwaniu Biblii przez Nergala nie naruszała Forumokiety, mój temat tym bardziej jej nie narusza.
Kiedyś bardziej ostro na tym forum egzekwowano przestrzegania zasad. Dyskusje polityczne i światopoglądowe były niedopuszczalne. ;-)

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » sob, 16 sty 2010 16:09

1. Znam określenie "dyktatura większości" w końcu to właśnie jest demokracja ;). Bodajże Arystoteles (czy Sokrates?) stwierdził, że demokracja to najgorszy ustrój.

2. Pamiętam Forumokietę, więc byłem zaskoczony, gdy zobaczyłem, jakie dyskusje są prowadzone w Beczce.

Się spróbuję zrehabilitować.
Ja po prostu nie znoszę wszelkiego rodzaju nietolerancji, a poprawność polityczna próbuje mi narzucić która nietolerancja jest "zła", a która "dobra", tak jak w przypadku Kościoła i homoseksualistów. Tak więc: niie podoba mi się nietolerancja wobec Kościoła jak i wobec homoseksualistów, wobec ateistów i wobec teistów itd.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » sob, 16 sty 2010 17:24

Młodzik pisze: Ja po prostu nie znoszę wszelkiego rodzaju nietolerancji, a poprawność polityczna próbuje mi narzucić która nietolerancja jest "zła", a która "dobra", tak jak w przypadku Kościoła i homoseksualistów. Tak więc: niie podoba mi się nietolerancja wobec Kościoła jak i wobec homoseksualistów, wobec ateistów i wobec teistów itd.
Uderz w stół, nożyce się odezwą ;-) I o to chodzi. Niekończące się spory, czy jak deszcz pada mi za kołnierz, to wina władzy, kurtki, czy przyciągania ziemskiego.

Pomieszanie pojęć, świadome zniekształcanie znaczeń nie pozwala na prowadzenie jakiegokolwiek sensownego sporu - ot chociażby słowo "tolerancja". Słowo to w swoich początkach było wyrazem, można by rzec, bezkrwawej nienawiści: nienawidzę kogoś, ale nie sięgam po nóż, cierpię. Tolerare z łaciny oznaczało coś cierpieć, znosić, a pochodziło słowo od... niszczyć (?). Do niedawna tolerancja oznaczała bierny brak akceptacji. Czyli czegoś nie akceptuję, ale nie znaczy to, że przeciwko temu występuję. Mogę przecież nie akceptować systemu, ale jak wiadomo, system aktywnie nieakceptowany może kopnąć, więc toleruję go, zanim nie urosnę i nie zostanę szefem tego systemu. Jeżeli ktoś brzydko zachowywał się publicznie i nikt nic nie zrobił (każdy zna takie sytuacje, np. z tramwaju), to właśnie znaczyło, że zachowanie to było tolerowane - z jakichś powodów sprawca nie został powstrzymany, np. ze strachu. Nie znaczyło to, że jego zachowanie było akceptowane, a już w żadnym razie aprobowane.

Dziś znaczenie słowa "tolerancja" zostało przeniesione w okolice aprobaty: jeżeli ktoś wyrazi negatywną opinię o pewnych (nie wszystkich) sprawach, zarzuca się mu nietolerancję, jakby otwarcie nawoływał do linczu, a może właśnie wrócił z osobistego szlachtowania. Przy czym dotyczy to tylko wybranych grup, nie wszystkich. Można się naśmiewać z wyznawców Kriszny, ale nie z Żydów. Można robić sobie jaja z harcerzy, ale nie z gejów. A w praktyce wygląda to tak, że im bardziej tego nie można robić w mediach, tym bardziej robi się to między ludźmi. Czyli można powiedzieć, że im bardziej tolerancja w nowomowie medialnej zbliża się do aprobaty, tym bardziej się od niej oddala w rozmowach prywatnych.
Jak zwykle, kiedy nie ma równowagi między tym, co widać, i tym, co mówią, że widać.

Tak samo się sprawa ma z pojęciem poprawności politycznej. Pojęcie to ukuł bodajże team Cartera (bo chyba nie Kennedy'ego), na określenie takiej formy komunikacji, która nie urazi nawet kogoś, kogo ledwo tolerujemy. Zatem jeżeli ja ledwo toleruję geja, to nie zwrócę się do niego "Ty taki owaki w te i nazad, pieska twoja niebieska, tfu!", jeno "Bardzo przepraszam szanownego pana, ale tu jest cmentarz, proszę założyć koszulkę i odpiąć sztucznego penisa.". A teraz przez poprawność polityczną rozumie się zakłamywanie pojęć, jak w wyżej opisanej historii z tolerancją.

Zatem w pewnym sensie obie strony zaczęły używać tych samych narzędzi do zakłamywania rzeczywistości, co zwiększyło zamieszanie i, jak rzekłem, uniemożliwiło racjonalny dyskurs. Ciekawe, co z tego wyniknie w przyszłości.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Alfi
Inkluzja Ultymatywna
Posty: 19176
Rejestracja: pt, 10 cze 2005 10:29

Post autor: Alfi » sob, 16 sty 2010 18:01

flamenco108 pisze: chociażby słowo "tolerancja". Słowo to w swoich początkach było wyrazem, można by rzec, bezkrwawej nienawiści: nienawidzę kogoś, ale nie sięgam po nóż, cierpię. Tolerare z łaciny oznaczało coś cierpieć, znosić, a pochodziło słowo od... niszczyć (?).
Coś tu nie tak. Tolerare i tollere to jednak dwa różne słowa. Tolerancja pochodzi od tego pierwszego, związek z tym drugim chyba tkwi gdzieś głęboko w czeluściach językoznawstwa historycznego;-).
Zasadniczo w tolerancji chodzi o nieprzeciwstawianie się czemuś, czego nie akceptujemy. Tolerancja sięga tak daleko, jak daleko sięga konsensus w sprawie różnorodności poglądów i postaw. Może dotyczyć np. religii - bo każdy może wierzyć w co chce, być chrześcijaninem, buddystą, ateistą, czcicielem kołka w płocie itp. Nie może dotyczyć rasy czy narodowości, bo to są kwestie nie podlegające ocenie - to, że ktoś jest np. czarny, żółty lub bordowy w kropki, że jest Szkotem, Assiniboinem albo Karakałpakiem, po prostu przyjmuje się do wiadomości i bez gdakania. Nikt nikomu nie dał prawa do wartościowania pojedynczego człowieka ze względu na takie kryteria.
Odrębną sprawą jest tzw. multikulturowość, bez powodu - zazwyczaj w ramach świadomego gmatwania pojęć - wciskana do dyskusji o stosunkach między rasami czy narodami.
Poprawność polityczna ma swoje dobre i złe strony. Z jednej strony przeciwstawia się temu, co złe i nieuczciwe w relacjach między ludźmi różniącymi się od siebie, z drugiej jednak przybiera idiotyczne formy, często prowadzi do niezasłużonego hołubienia poszczególnych ludzi tylko ze względu na przynależność do kategorii pokrzywdzonych (no zamordował, zamordował, ale to Murzyn, jego przodkowie byli niewolnikami, a sąsiad pradziadka został zlinczowany przez Ku-Klux-Klan, więc to morderstwo to wina systemu...), a z drugiej strony piętnuje tych, których przypadkowo cokolwiek łączy ze sprawcami krzywd (ty biały jesteś, tacy jak ty sprzedawali Murzynów na targach! o, i jeszcze spalili Husa na stosie!). W ogóle podtrzymuję to, co już kiedyś napisałem. Tzw. poprawność polityczna to tylko proteza. Niezbyt skutecznie naprawia to, co zniszczył brak empatii, zwykłej ludzkiej przyzwoitości, brak szacunku dla cudzej podmiotowości czy wreszcie zwyczajnego rozsądku.
Le drame de notre temps, c’est que la bêtise se soit mise à penser. (Jean Cocteau)

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » sob, 16 sty 2010 18:02

Tak, to prawda że zupełnie przeinaczono znaczenie słowa tolerancja. No, ale niestety takiej już wersji musiałem użyc bo alternatywy nie było.

Poprawnośc polityczna we właściwym znaczeniu jest akurat rzeczą bardzo dobrą. Tak poprawni powinni byc wszyscy politycy, wtedy chociaż nie mielibyśmy takich komedii w Sejmie i na linii prezydent - premier ;).

Ogółem wszystko jest teraz przeinaczane. Tak właśnie jak wolnośc słowa. Gdyby dosłownie to potraktowac to każdy mógłby mówic wszystko co mu sie podoba nie będąc przy okazji narażonym na żadne kary. Obecnie każdy musi uważac na to co mówi bo jednak za słowa można pozwac: jak prezydent pował menela za "Spieprzaj dziadu!" albo jak Dodę pozwano za "Bzykającego się Jezusa". Niestety zachodnia fuzja wolności słowa z poprawnością polityczną sprawiła, że każdy przyznałby Dodzie rację, a za "zboczonego pedała" ktoś dostałby kilka tysięcy (jeśli nie kilkadziesiąt) euro kary.

Awatar użytkownika
flamenco108
ZakuŻony Terminator
Posty: 2210
Rejestracja: śr, 29 mar 2006 00:01
Płeć: Mężczyzna

Post autor: flamenco108 » ndz, 17 sty 2010 02:05

Alfi pisze: Zasadniczo w tolerancji chodzi o nieprzeciwstawianie się czemuś, czego nie akceptujemy. Tolerancja sięga tak daleko, jak daleko sięga konsensus w sprawie różnorodności poglądów i postaw. Może dotyczyć np. religii - bo każdy może wierzyć w co chce, być chrześcijaninem, buddystą, ateistą, czcicielem kołka w płocie itp. Nie może dotyczyć rasy czy narodowości, bo to są kwestie nie podlegające ocenie - to, że ktoś jest np. czarny, żółty lub bordowy w kropki, że jest Szkotem, Assiniboinem albo Karakałpakiem, po prostu przyjmuje się do wiadomości i bez gdakania. Nikt nikomu nie dał prawa do wartościowania pojedynczego człowieka ze względu na takie kryteria.
Myślę, że ci Karakałpacy to dobry przykład tolerancji właśnie. W rejonach świata jak Azja Środkowa (wg dowolnych kryteriów, zachodnich czy wschodnich, czy to Kazachstan i okolice, czy Mongolia i przyległości) mieszkają koło siebie narody różniące się nie tylko językiem, rasą, kulturą, ale religią, a zatem i podstawowym poglądem na różne sprawy, w tym etykę i moralność. I spotykasz tam Tuwińca, który otwarcie powie, że nienawidzi Jakutów, ale chwilę później zobaczysz, że z nimi w najlepsze handluje. Tak samo wyglądało między Rosjanami-Sybirakami i Chińczykami, Mongołami i Chińczykami, Ujgurami i całą resztą. U nas typowa tolerancja występowała np. wobec tysięcy rumuńskich Cyganów, którzy w latach 90-tych napłynęli do naszych miast - przechodziliśmy koło nich, choć niejednego szlag trafiał, kiedy musiał przestępować ponad ich wyciągniętymi giczołami, mijać te biedne dzieci zapędzone do żebrania, pilnować kieszeni przed ich tatusiami i mamusiami. Przyszli i poszli (trochę zostało), nikt ich nie linczował, ale też nie było wielu takich, co ich lubili. To właśnie była tolerancja. Nie akceptacja, bo jakby ludzi zapytać, to by odpowiedzieli, że może lepiej by się stało, jakby ci biedni ludzie poszli sobie gdzieś i to najlepiej jak najszybciej.
O tolerancji możemy mówić też na styku między niemieckimi filistrami i polskimi gastarbeiterami - ci pierwsi opowiadają sobie mnóstwo kawałów o Polakach (niektóre są nawet niezłe), tzw. Polnische Witzen, które świadczą o niezbyt dobrej opinii na nasz temat, ale jednocześnie chętnie ich zatrudniają, bo takie jest życie, że każdy liczy pieniążki.
Edit: Z posterunku nad pieczystym mówił Flamenco108.
Nondum lingua suum, dextra peregit opus.

Awatar użytkownika
Młodzik
Yilanè
Posty: 3687
Rejestracja: wt, 10 cze 2008 14:48
Płeć: Mężczyzna

Post autor: Młodzik » ndz, 17 sty 2010 09:22

Za przykład prawdziwej tolerancji można uznac sytuację Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Ile tam było narodów i religii. I chociaż nie przepadano za Żydami, a poszczególne odłamy chrześcijańskie były nazywane heretykami, to jednak nikt nikogo nie krzywdził.

ODPOWIEDZ